7 odpowiedzi na pytanie, po co nam ten seks?

Czytałam kiedyś o tym, że naukowcy (zapewne z Ameryki, bo to przecież oni się zajmują takimi bzdurnymi - według niektórych - badaniami) opisali ponad dwieście powodów, dla których ludzie wyskakują z ciuchów i robią te wszystkie jękliwo-wzdychająco-kotłująco-sapiące rzeczy zwane aktem seksualnym. Ponad 200?! Dało mi to do myślenia.

Mnie na pytanie „po co ludzie uprawiają seks?” przychodzi do głowy przede wszystkim jedna odpowiedź: bo łakną przyjemności. Do tego należy dołożyć kwestię uczuć i pożądania, potrzebę bliskości. I, ważne przecież, bo po to TO w ogóle powstało - potrzebę posiadania dzieci.

Jak to jednak w przyrodzie bywa - powodów jest wiele. Może nie tyle, co ludzi na świecie, ale już skomplikowanych kombinacji powodu nadrzędnego z malutkimi powodami uświadomionymi, nieświadomymi, czy wypartymi - są pewnie miliony. Coś jednak sprawia, że dążą ludzie do spółkowania, marzą o nim, gdy go odmawiają w związku, oznacza to często poważniejszy problem. Seks jest ważny, świetnie się sprzedaje. Niezwykle nas interesuje ten cudzy (wnioskuje po krzykliwych nagłówkach gazet i czasopism), nasz własny (wiadomo), a także ten specjalnie pod tłumy produkowany (przemysł pornograficzny upadnie chyba jako ostatni...).

W obliczu tych wszystkich motywacji, skrytych i jawnych, postanowiłam zbadać temat. Głównie po to, by sprowokować Was do podania mi innych - ciekawych i zaskakujących. Oto moja lista powodów, stworzona w oparciu o polskie badania własne.

PO DZIECI

Seks służy prokreacji. Wiadomo. Są tacy, wedle których służy tylko temu i należy się cieszyć widząc, że ktoś z taką deklaracją na ustach ma czternaścioro dzieci, bo to znaczy, że przynajmniej czternaście razy się zdarzyło... Super, gdy seks „po dzieci” jest pozbawiony ciśnienia - ot, zapada decyzja, że chcemy i jak wyjdzie, bo zajdzie, będziemy super szczęśliwi. Wtedy robimy to, co zwykle olewając antykoncepcyjne kwestie, i tyle. Gorzej, gdy chęć i marzenie o potomku jest, ale zachodzenie nie idzie gładko. Wówczas seks sprowadzony do „Kochanie, chodź prędko, mam dobrą temperaturę w waginie i stoję na głowie, by wszystko trafiło, gdzie trzeba” może zamienić się w techniczny obowiązek, budzić stres, odebrać przyjemność... Takich przygód Wam nie życzę. Najpiękniej by było, by było tak, jak się chce, właściwie i naturalnie.

Po to, by było ich jak najwięcej! / www.annegeddes.comPo to, by było ich jak najwięcej! / www.annegeddes.com

PO PRZYJEMNOŚĆ

Skoro odżegnaliśmy się od myślenia, że seks to tylko po to, by na świat przyszły małe, pulchne, pachnące dzieciaczki, to może następny (w moim odczuciu najważniejszy - i życzę tego WSZYSTKIM) powód nazwijmy po prostu: uprawiam seks dla przyjemności. Z drzew zeszliśmy dawno temu, kobiety mają nawet prawo głosu, niech więc mają też prawo do orgazmu. Występuje w przyrodzie seks dla przyjemności odarty z uczuć, czysto mechaniczny, ale finezyjny, wyczerpujący, ociekający sokami i potem, po którym kochankowie padają na skołtunione łoże, podłogę, stół, cokolwiek tam mają do padnięcia - i dyszą po obezwładniającym spazmie rozkoszy. Jest też opcja przeze mnie polecana, bo wcale nie zamierzam się migać od tej teorii, by połączyć tę wyczynówkę z uczuciami. Intensywniej może być, gdy głowa, serce i wagina współpracują. Co nie zmienia faktu, że uważam, że jeśli serce wolne niekoniecznie trzeba w imię wyższej idei oszczędzać waginę!

Z NUDÓW

Jedni zbierają znaczki, inni kochanków. Gdy perspektywa wieczoru jawi się nieciekawie - ja, wyciągnięte dresy i nuda w telewizorze (nie żebym znała jakoś świetnie ten stan, ale zakładam, że może tak się jawić, PRAWDA?), a alternatywą jest - ja, sexy kiecka, drinki z palemką i super seks z dobrym kumplem, co lubi i rozumie ten układ, to ja się pytam: DLACZEGO NIE? Zresztą wedle doniesień internetów i prasy kolorowej ten sposób na rozerwanie się na wieczór staje się dziś udziałem licealistów, a nawet młodszej gawiedzi. To trochę straszne, ale nie o tym tu i teraz. Natomiast chętnie tu i teraz ognistego pana, bo się trochę nudzę, zieeeeew...

1 cm to nuda, ale 19? To już niezła impreza1 cm to nuda, ale 19? To już niezła impreza

PO PRZEWAGĘ

To specyficzna gra, którą niektórzy prowadzą ze sobą. A jakby się bardziej i wnikliwiej zastanowić, to pewnie się okaże, że każdy choć raz użył seksu jako karty przetargowej. Nie, nie chodzi mi o lizanie jąder szefa za podwyżkę (do tego wrócę, nie byłabym sobą). Myślę tu o subtelnym przeciąganiu wagi swej osoby w relacji - właśnie używając ciągnięcia czy bzykania jako kluczowego argumentu. To nie musi nigdy zostać nazwane i wypowiedziane, ba! nawet nie powinno. Po prostu przyjemnie jest czasem (tak, powtórzę to raz jeszcze JEST TO PRZYJEMNE) poczuć, że cipka i cycki w naszym wydaniu są dla kogoś sprawą priorytetową, że rządzimy sytuacją i czyimś umysłem i penisem. Może być tylko penisem w skrajnych przypadkach, a co! Motyw obecny w sztuce. Widzieliście „Wilka z Wall Street”? Jak tam żonka Leo pogrywa sobie z nim, gdy ją zirytuje? I o to chodzi.

Uczcie się od blondyny / Paramount PicturesUczcie się od blondyny / Paramount Pictures

Z POCZUCIA WINY

Już tyle czasu ja tobie nic, bom zmęczona, bo boli głowa, bo dzieci nie śpią, bo złamałam paznokieć i się wkurwiłam tym bardzo, bo mi się nie chce, bo się nie ogoliłam jak trzeba, bo... tysiące powodów. No to w końcu, nie że z litości, ale tak jakoś już w empatii wielkiej i zrozumieniu twej krzywdy dam się przebzykać szybko. Jeślim bardzo empatyczna i bardzo wyrozumiała, to może nawet przyznam tej atrakcji dla ciebie więcej czasu w grafiku. Taki guilt fuck może być bardzo przyjemny, choć, co tu kryć - jeśli empatia przyszła po baaaardzo długim czasie, to sam stosunek raczej długo nie potrwa.

PO ZAPOMNIENIE

Gdy ci smutno, gdy ci źle - puść trochę się. Nie ma takie piosenki (jeszcze!), a powinna powstać. Nie mnie oceniać (jak znam życie i internety - zrobicie to za mnie w komentarzach!), ludzie robią różne rzeczy w trudnych dla siebie momentach. Niektórzy tłuką całą zastawę kuchenną, inni wypijają morze alkoholu, jeszcze inni wybierają się w podróż, by nabrać dystansu. Są i tacy, co idą w tango. Nie jest to seks z nudów. Tu pojawiają się jeszcze takie czynniki jak „wszystko mi jedno z kim się bzykam” oraz „upiłam się tak, że mi wszystko jedno, byleby ci stało”. A przynajmniej mogą zachodzić. Najsmutniejsza odmiana.

PO PIENIĄDZE

Oj, musi się to przecież pojawić w tym zestawieniu, co nie znaczy, że polecam tę formę zarobkowania. Ale wiecie, przyjemne z pożytecznym. Żart. A może nie? Dobra, już się nie droczę. Najstarszy zawód świata, blabla. Wszyscy wiemy, że zjawisko istnieje, jest negatywnie postrzegane, ale zniknąć - pewnie nie zniknie nigdy. Prostytucja jest formą oczywistą. W sensie, że wiadomo wówczas co i jak, płacę, kupuję. Koniec transakcji. Ale jest też w tym temacie kwestia lizania wzmiankowanych jąder szefa, skomplikowane (taaaaaak...) relacje „ten pan mi płaci za mieszkanie i ładne kiecki, więc mu się rytualnie oddaję dwa razy w tygodniu” i różne takie wynaturzenia. Ale jest i postawa „wprowadzę męża w dobry nastrój z rana, to potem przychylnie spojrzy na tę kieckę, co ją wczoraj kupiłam z jego karty kredytowej”. I to przecież już nie kurestwo jakieś, tylko życie...

Co jeszcze? Wpadłam w ciąg (pardon), mogłabym jeszcze mnożyć powody, ale czekam na Wasze. Komentatorzy, ruszajcie do boju!

Więcej o: