6 sposobów na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi: ignorować, bojkotować czy jarać się sportem?

Drodzy binarni podróżnicy wirtualnych przestrzeni, w chwili, gdy czytacie moje słowa, XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi trwają w najlepsze. Rozpoczęły się przecież na długo przed oficjalnym otwarciem. Jak żyć, gdy Soczi?

1. Oddychać spokojnie i udawać, że nic się nie stało

Wiem, chcieliście żyć w błogiej nieświadomości, chcieliście móc powiedzieć na wysokości maja "Och, doprawdy? Były jakieś igrzyska w Soczi? Niesłychane, nic mi o tym nie wiadomo”. Niestety, skoro dobrnęliście już tutaj, to już wiecie, że są. Zaraz dowiecie się też, że Soczi znajduje się w Rosji, choć wiedzy tej próbowaliście uniknąć przez całe liceum (BUM!), ale spokojnie, wciąż jeszcze możecie wszystko elegancko ignorować. Nawet w sytuacji zagrożenia dyskusją o igrzyskach, gdy ktoś nagle w ciemnej uliczce zapyta was "Oglądałaś wczorajszy biathlon?”, zamiast stwierdzenia: ”nie interesuję się tym”, które może spowodować u waszego antagonisty prawdziwie lawinowy monolog o sporcie, sportowcach, olimpijskich ideach i innym szajsie, możecie odpowiedzieć na kilka sposobów. Enigmatycznie: "Nie, gdyż patrzyłam na tuberkulinozę”. Onieśmielić przeciwnika pozą intelektualną: "Niestety, kolidowało mi to z Ruchem Myśli Wittgensteina”. Sprowadzić go do parteru cedzonym z wyższością "Wybacz, byłam załatwić ważne sprawy w Biedronce”. Ewentualnie z troską ustawić się w opozycji kulturalnej do zainteresowań amatora zimowych olimpiad "Kolidowało mi to z powtórkami "Plebanii””. Możecie też stwierdzić w tonie nowoczesnej kontestacji "Biathlon? Widziałam już cztery lata temu, nudne”, albo zwyczajnie zszokować oponenta: "Patrzyłabym , ale odbywałam zbiorowy stosunek płciowy z nieletnimi azjatyckimi jednorożcami kupionymi w promocji na e-bayu”. Promocje na e-bayu zawsze szokują.

W Soczi się nie przelewa, a ci stawiają szklane pałace. BOJKOT!W Soczi się nie przelewa, a ci stawiają szklane pałace. BOJKOT! fot. www.sochi2014.ru

2. Bojkotować aktywnie

Igrzyska w takim kraju, jak Rosja, to czyste zło, wszyscy to wiedzą. Igrzyska trzeba bojkotować, to jedyne słuszne rozwiązanie. W celu bojkotowania - aktywnego - tej strasznej i złej olimpiady, należy aktywnie komentować wszystkie entuzjastyczne teksty poświęcone olimpiadzie w internecie. Należy też dołączać do wszelkich możliwych grup facebookowych, które bojkotują igrzyska w Soczi, repostować dużo memów, a prawdziwi hardkorowcy mogą sobie nawet podmienić zdjęcie profilowe na taki widoczny emblemat przekreślonych pięciu kręgów albo coś w tym stylu.

Do każdego tweeta w trakcie trwania imprezy (7-23 lutego), należy dodawać koniecznie hasztagi #boycottsochi. Nie ma co! Trzeba pokazać Rosji, że żarty się skończyły! Jest ciężko, walka trwa, ale pamiętacie jak się skończyło z Chinami? Jak Chińczycy zobaczyli te wszystkie antyolimpijskie fanpage, te straszne memy i tweety, to słuch po nich zaginął i nie wrócili do dziś, razem ze swoją amoralną, antyhumanitarną polityką. A nie, przepraszam, nic takiego się nie stało.

3. Bojkotować transgresywnie politycznie

Zawsze chciałam użyć słowa transgresja w nieodpowiednim miejscu, w celu wywołania dojmującego poczucia absurdu i konfuzji, zachowałam się jak gimnazjalistka, wybaczcie. Ale absurd i polityka już pasują do siebie jak ulał, zwłaszcza w kontekście bojkotowania igrzysk. Politycy uwielbiają takie imprezy, przygotowują się do bojkotu już na kilka miesięcy wcześniej, podkreślają swoją niechęć do polityków reprezentujących stronę organizacyjną. Zwołują konferencje, na których podkreślają, że aby ukrócić wiele złych wydarzeń mających miejsce w kraju organizatora imprezy, zamierzają się tam stanowczo nie pojawiać, nie będą oglądać, nie ma bowiem zgody na łamanie praw człowieka. Będą też o tym pisać na swoich twitterach, żeby w sposób bardziej bezpośredni dać znać wyborcom, że NO PASARAN!

YOU SHALL NOT PASS! A ONZ? Och, ta to dopiero srogo dokopie organizatorom i w ramach bojkotu być może nawet wyśle jakiś list.

4. Żreć popkorn i absurdy w karmelu

To być może pierwsza i ostatnia okazja, by oglądać paradę bubli 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Dzięki obecności w Soczi dziennikarzy z całego świata, uzbrojonych w najnowsze technologie, już na kilka dni przed rozpoczęciem XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich mogliśmy śledzić na żywo zmagania ludzi z systemem. Z niedziałającymi, ale za to podwójnymi i pozbawionymi drzwi toaletami, krwiożerczymi karniszami rzucającymi się na gości bladym świtem, nieistniejącymi recepcjami, permanentnym brakiem śniegu w klimacie subtropikalnym.

Patrzeć możemy, jak roszczeniowi sportowcy, wymagający specjalnej i dobrze zbilansowanej diety, dostali wszystko to, czego nie zamawiali, a inni dostawali jedyną słuszną propozycję ożywczych kąpieli w zimnej wodzie. Komu zaś było źle, mógł się pomodlić do dostępnej w wielu hotelach ikony ze świętym Putinem - patronem od wydarzeń niemożliwych, cudownych zniknięć, zaskakujących uwięzień i niespodziewanych wyroków sądów. Jeśli nie wierzycie, że Igrzyska w Soczi to zaskakujące wydarzenie architektoniczno-kulturalne, sprawdźcie ten tekst.

Kotary grozy, Sochi 2014, fot. Harry Reekie, CNN, twitter: @harryCNNKotary grozy, Soczi 2014, fot. Harry Reekie, CNN, twitter: @harryCNN

5. Januszkować zaciekle

Dobra tam, ale po co te nerwy, po co ta wielka polityka, to są igrzyska! Czyż nie tego potrzebujemy? Jeszcze tylko chlebuś, świeżutki, może nawet masełko, bo my Słowianie wiemy jak nasze na nas działa, pilot w ręku i już. Przecież tu chodzi o sport! O odwieczne zmaganie natury, kultury i producentów odzieży sportowej, o walkę ducha z niedoskonałościami ciała, o walkę sponsorów o powierzchnię reklamową na kombinezonach. To jest gra o najwyższe stawki.

Żeby podkreślić, że jesteście na nią gotowi, musicie opracować taktykę, może są jakieś aplikacje, które pomagają odróżnić rittbergera od salchofa, a lutza od toeloopa? Na wszelki wypadek trzeba mieć pod ręką taką pulę fachowych terminów i losowo wybierać jakiś, by posłużyć się nim w dyskusji podczas oglądania dowolnej relacji w gronie znajomych, w gronie nieznajomych, bądź w gronie internautów - i błyszczeć. Na wszelkie entuzjastyczne opinie wyrażane przez komentatorów o zwycięzcach reagować krytycznie, aplauzem zaś nagradzać tych, co tuż za podium, gloria victis!

Chleba i igrzysk. fot. www.sochi2014.comChleba i igrzysk. fot. www.sochi2014.com

6. Jarać się sportem i sportowcami

Niezależnie od tego kto, gdzie i jak fatalnie to wszystko organizuje, igrzyska to czas dla sportowców. Wydawać by się mogło, że w XXI wieku to nie oni są najważniejsi, a jednak.

Czytając takie teksty, jak artykuł Marcina Piątka z niedawnej "Polityki”, ten o naszych panczenistach, czyli łyżwiarzach szybkich, którzy mają spore szanse na medale, mam ochotę kibicować im jeszcze bardziej, choć u nas w domu rodzinnym królowało zawsze łyżwiarstwo figurowe. W ogóle, cholera! Mamy tam 59 swoich ludzi, znaczy 59 zawodników, reprezentantów i reprezentantki w 11 różnych dziedzinach. W takich biegach narciarskich, poza Justyną Kowalczyk mamy jeszcze czwórkę dziewczyn i pięciu chłopaków. Mamy tych, co w bobslejach i takich, co na snowboardach.

Wszyscy przygotowywali się do tych igrzysk najlepiej jak mogli, bo nie wierzę, że któregokolwiek z zakwalifikowanych sportowców stać na nonszalanckie "e tam, mam na to wyjebane”. Powiecie, że i tak wolicie fajny film niż olimpiadę? DOBRA. Mam dla was argument ostateczny, nazywa się Tara Lipinski i jeździ jak Big Lebowski.

Ok, ale Tara to nasz polski akcent w amerykańskiej drużynie, tymczasem pozostaje pytanie, co jeszcze można zrobić?

* Pozostawać świadomym użytkownikiem życia w globalnej wiosce, niezależnie od sytuacji występowania igrzysk.

No dobra, już bez bucówy - o co chodzi? W związku z igrzyskami w Soczi wszyscy baczniej przyglądają się Rosji. Podczas igrzysk w Chinach było podobnie, a potem wiele osób jakby zapomniało o temacie. Cóż, igrzyska skończone, kochani przedstawiciele ChRL wracajcie do swoich zajęć. Tybet? Jaki Tybet, A fakt, było coś takiego.

W Rosji dzieją się rzeczy niewesołe, wręcz przerażające, łamane są prawa ludzi i zwierząt, prowadzona jest wyniszczająca społeczeństwo polityka wewnętrzna i bezczelna polityka zagraniczna. Na świecie w ogóle dzieją się rzeczy złe i przerażające, warto mieć ten truizm na uwadze. Mamy ponad 200 państw, kilka z nich jest nieuznawanych oficjalnie, kilka walczą o swoja suwerenność - niektóre z nich są całkiem blisko Soczi. Czy warto wiedzieć, że nawet po tym, jak skończy się cała imprezka i pozwolą temu gromadzonemu już od zeszłego roku śniegowi wreszcie spokojnie stopnieć, ludzie mieszkający w tych krajach nadal będą mieć przerąbane? Jasne. Może któregoś dnia okaże się, że będziecie w stanie pomóc wymiernie, osobiście, nie tylko poprzez nieoglądanie czegoś albo polubienie czegoś innego i nie fukniecie z dezynwolturą "a co mnie to obchodzi”.

Warto przed następnymi międzynarodowymi sportowymi imprezami masowymi pamiętać, że o ile o prawach ludzi sporo będzie się krzyczeć, powstaną pewnie przewrotne i sugestywne kampanie - jak ta kanadyjska w obronie mniejszości seksualnych, nawet już nie dyskryminowanych, a atakowanych psychicznie i fizycznie w takiej Rosji, o proszę:

Albo logo GOOGLE, które w dniu otwarcia igrzysk przypominało nie tylko o sporcie, ale i o prawach mniejszości seksualnych, prawach, o których słyszeć nawet nie chcą władze Rosji. Ale zawsze pozostaną tacy, o których mówi się mniej. Zawsze są. O na przykład zwierzęta, które często są problemem, który eliminuje się dość brutalnie. A po cholerę w ogóle wiedzieć to wszystko? Czy nie lepiej nam było żyć w nieświadomości? Pewnie, że lepiej, patrzyliśmy sobie spokojnie na cienie na ścianach jaskini myśląc o ideałach takich jak prawda, dobro i piękno, oraz dobre mięso. A teraz co mamy? Nic.

Google

Więcej o: