A gdyby tak uciec w Bieszczady? Jak się ratować, gdy masz już dość wszystkiego

Co tam u Was, drodzy Foszanie? Bo mnie luty nie rozpieszcza i mam wrażenie, że to ogólny trend.

Nie wiem, o co chodzi. Czy to kwestia aury? Czy tego, że nie było porządnej zimy, takiej z siarczystym mrozem, który wytłukłby wszystkie zarazy, więc wszyscy nagle chorują, a dzieci najbardziej? Dość powiedzieć że zewsząd dobiegają rozpaczliwe żale i mrożące krew w żyłach opowieści o przygodach szpitalnych, zapaleniach płuc i atakach wirusów, co mnie bardzo martwi, bo uwielbiam dzieci moich przyjaciół. Od nie-dzieciatych z kolei słyszę o tym, że w pracy źle, że wszystko bez sensu i też się przejmuję. A od samotnych? Że znaleźć kogoś w tym dzisiejszym nienormalnym świecie graniczy z cudem. Wszyscy nieodpowiedzialni, niezdecydowani, niegotowi na zaangażowanie czy deklaracje. Nie tacy.

Do tego świat jest straszny a ludzie są źli. W mediach kompletne szaleństwo! Z więzienia wychodzi BESTIA, nie da się uciec od tematu, Super Express odpalił nawet "licznik grozy", żeby przypadkiem nikt z jego czytelników nie przegapił, kiedy to nastąpi!

 Zrzut ekranu se.pl

"Bestia" to pożywka jeszcze lepsza, niż Mama Madzi, a za jakiś czas - wieszczę - jak Mariusza T. ktoś zamorduje albo sam skończy z życiem, znów inni dziennikarze będą się rozwodzić nad tabloidyzacją i upadkiem mediów. Padną pytania "kto go zaszczuł?" i "czy winne są media, czy nieudolne państwo?", a wszystko po to, by jakoś zakrzyczeć własną bezradność.

W takich chwilach chciałabym, żeby w naszą piękną planetę walnęła jakaś kometa. Albo inaczej - mam jak w tym kawale z długą, siwą brodą.

Egzaminy wstępne na politologię, profesor rozmawia z kandydatką:

- Co Pani wiadomo na temat polityki społecznej rządu Donalda Tuska?

Dziewczyna milczy (I TRUDNO JEJ SIĘ DZIWIĆ, HAHAHA).

- A wie Pani kto to jest Bronisław Komorowski?

- ...

- A nazwisko Sikorski kojarzy się z czymś Pani?

- ...

- Przepraszam skąd Pani przyjechała? - pyta w końcu oszołomiony profesor

- Z Bieszczad

Profesor podszedł do okna, spojrzał tęsknie ponad wierzchołki drzew, zadumał się i mówi do siebie:

- A może by tak wszystko pier***nąć i wyjechać w Bieszczady?

Niestety, przynajmniej na razie, nie da się. Da się natomiast szukać pozytywów w świecie, można udać się na emigrację wewnętrzną, ale to dość trudne w obecnych warunkach. Jest też na szczęście internet, a w nim nadal - mnóstwo historii o dobrych ludziach robiących szlachetne rzeczy. Od tygodnia zaglądam więc regularnie do Rocky Ridge Refuge.

Rocky Ridge Refuge to schronisko i lecznica dla zwierząt w Północnym Arkansas. Miejsce niezwykłe, trafiają tam bowiem niezwykłe przypadki. I tak, pod jednym dachem żyją kapibara niańcząca szczeniaki pitbulla, żółw i zebra, w sumie 50-60 zwierzaków. Gdy dojdą do siebie, zazwyczaj znajdują nowy dom, choć są takie, które już na zawsze zostaną w Rocky Ridge.

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

Zwierzęta najwyraźniej lubią się, opiekują sobą i tworzą wielonożną "rodzinę zastępczą". Dorosłe psy opiekują się nie swoimi szczeniakami, królikami i kociakami.

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

Kapibara też niańczy szczeniaki.

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

"Pies-morderca" przyjaźni się ze skunksem, świnką i rannym kucykiem.

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

A żółw dzielnie znosi zaczepki małych piesków i przytula się do śpiącego doga.

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

Moim drugim, choć chronologicznie - pierwszym, mentalnym azylem są live-kamery ze zwierzakami. Psami, kotami, dzikimi ptakami w gniazdach, niedźwiedziami łowiącymi ryby w potokach, co kto lubi.

Odkryłam je przypadkiem, na początku wojny w Syrii, kiedy po oglądaniu godzinami, codziennie, trupów, rozszarpanych zwłok dziecięcych i ruin niegdyś pięknych miast, po prostu nie wytrzymałam. To, co dzienniki telewizyjne pokazują, to nawet nie 10% okropności, jakie musi obejrzeć i przefiltrować dziennikarz działu zagranicznego. Wojny, plagi, powodzie, krew, flaki, śmierć, cierpienie. Mój mózg potrzebował czegoś, co sprawi, że nie wybuchnę szlochem przy biurku. Czegokolwiek. Wtedy przez kilka tygodni podglądałam, jak rosną małe Labradory.

Może coś ze mną jest nie tak, ale potrzebuję tego i czasem tylko to podnosi mnie na duchu. Bo wiecie, to jest dobre i piękne. TO jest prawdziwe życie. A może by tak pier***nąć wszystko i wyjechać w Bieszczady...

 https://www.facebook.com/rockyridgerefuge

A może macie jakieś własne sposoby na to, co robić, żeby nie zwariować?

Więcej o: