Co kryje czerwona sukienka? Brzydka prawda o kobiecym pięknie

Kobiety po mastektomii powinny cierpieć w milczeniu, wstydzić się, zasłaniać ciało i jak najszybciej przejść operację rekonstrukcji piersi. Przecież są brzydkie.

Kolejny raz, tym razem za sprawą zdjęć Beth Whaangi, uderzyło mnie, jak bardzo wyparliśmy ze świadomości to, co nieładne, bolesne, niepasujące do okładkowej rzeczywistości wygładzonych ręką grafików i tak pięknych pań w sterylnych wnętrzach.

Takich...

 www.facebook.com/underthereddress

... a nie takich:

 www.facebook.com/underthereddress

Fotografie pooranego bliznami ciała Beth wbijają się w pamięć, tak, jak ten film o niedoskonałości:

Ciężko się patrzy na takie niesymetryczne, poszarpane przez życie ciała, prawda?

Jak mocno prawda w oczy kole w przypadku Beth? Ile kosztuje? Około stu "przyjaciół" na Facebooku, którzy zniknęli po publikacji zdjęć mamy czworga dzieci, której kiedyś, bez wątpienia piękne ciało, dziś jest zmaltretowane ciążami, porodami i rakiem. Widać, to było zbyt wiele do przetrawienia. Z "takimi rzeczami" kobieta powinna przecież się kryć, nie wychodzić z domu, pokazywać najwyżej mężowi, ale tak obnosić? No jak tak można! Na zdjęciach Beth, przewrotnie, opisy jak z katalogu, tyle że zamiast "sukienka: 349" - "wypadające włosy", "podwójna mastektomia", "rekonstrukcja pępka", "histerektomia". Celem projektu jest uświadomienie jak największej liczbie ludzi, jak straszny jest rak i że może zaatakować każdego. Szczęśliwą młodą mamę też.

Beth Whaanga usłyszała diagnozę w ubiegłym roku, w swoje 32. urodziny. Rak piersi. Lekarze stwierdzili też, że ma zmutowany gen BRCA2, odpowiedzialny za predyspozycje do zapadania na raka piersi. Ten sam, po którego wykryciu Angelina Jolie zdecydowała się na prewencyjną podwójną mastektomię. Jak bardzo mutacja jest śmiercionośna, pokazują statystyki. Około 12% kobiet w ogólnej populacji zachoruje na raka piersi. W grupie ze zmutowanym genem BRCA1 lub BRCA2 to 45-65%.

 www.facebook.com/underthereddress

Istotą siły wyrazu tych zdjęć jest to, jak bardzo odbiegają od akceptowanego i lansowanego przez media wzorca ideału. Obraz kobiet jest sukcesywnie zafałszowywany (zawsze był, ale nigdy na taką skalę) przez media i reklamowy nacisk na bycie idealną, co najczęściej znaczy -  sztucznie wytworzoną. Mamy być ładne i koniec. Mówi się przecież, że blizny dodają mężczyźnie charakteru. A kobiecie? Nie no, kobiecie mogą tylko odjąć urody.

Problemem jest także to, jak bardzo wraz z rozluźnieniem więzi rodzinnych i społecznych, wyparliśmy istnienie chorób i śmierci. Nie, śmierć nie jest delikatnym ostatnim tchnieniem eterycznie bladej i wychudzonej głównej bohaterki w ramionach ukochanego. Jest brzydka, przerażająca, śmierdzi.

Kobiece ciała poddawane są ekstremalnym obciążeniom, jak - nomen omen - ciąża. Rozciągana przez rosnące dziecko skóra, opuchlizny, dodatkowe kilogramy, rozstępy po zrzuceniu ich, blizny. Coraz częstsze pomysły kobiet, by zatrzymać laktację, by piersi się "nie popsuły", to nie fanaberia, to wynik presji, braku akceptacji rzeczy naturalnych. Kobiety w ciąży i po niej często nie czują się ładne. Chciałyby jak najszybciej schudnąć, jak gwiazdy w kolorowych gazet. Tak jak one "znów wyglądać seksownie", "wrócić do normalnego wyglądu". Według badań: "większość ankietowanych pań w 7.-9. miesiącu ciąży była w stanie zaakceptować jedynie swoje uszy, uśmiech, oczy czy cerę".

Na samą myśl o tym robi mi się strasznie smutno.

Więcej o: