Ile jesteś w stanie wytrzymać bez telefonu? O akcjach, które NAPRAWDĘ pomagają

Okazuje się, że niekorzystanie z telefonu może mieć bardzo dobry efekt. Nie tylko dla zacieśniania więzi społecznych w prawdziwym życiu.

Nowa kampania UNICEF na pierwszy rzut oka wywołała mój sceptyczny grymas. Bo jak niby komukolwiek, poza twoją mamą, partnerem, czy przyjacielem ma pomóc to, że powstrzymujesz się od sięgania po telefon? Ale, że to UNICEF postanowiłam sprawdzić. W końcu, organizacja ma już na koncie kampanię o tym, że internetowe „lajki” nie ratują życia i nie pomagają nikomu, więc nie zrobiliby chyba sami czegoś równie bezsensownego.

Jak to działa?

Unicef

Unicef Tap Project, bo tak się to nazywa, ma na celu zwiększenie ilości pitnej wody w krajach potrzebujących na całym świecie. Działa od 2007 roku, a akcja z telefonami, to jego kolejna, mobilna odsłona, która pozwala każdemu, bez ponoszenia kosztów, bez konieczności robienia przelewu, przyczynić się do poprawy czyjegoś życia. Jak? Wystarczy na swoim smartfonie wejść na stronę www.uniceftapproject.org, uruchomić licznik i odłożyć telefon w bezpieczne miejsce, gdzie nie zrzuci go żaden bachor i kot nie potrąci łapą. Każde odmierzone dziesięć minut, to zapas wody na jeden dzień dla dziecka, gdzieś na świecie. Zapas opłacony przez sponsorów i partnerów UNICEF.

Bardzo lubię takie akcje - wymierzone w rzeczywiste niesienie pomocy, ale też nastawione na ułatwienie życia niosącym. Tak, by mogli coś dobrego zrobić mimochodem.

A teraz pomyślcie jak często w ciągu ostatnich dni wkurzyliście się, że pada bateria, nie ma zasięgu, albo nie chce załadować się zdjęcie na Facebooka. Myślę, że suma tych małych irytacji, gdyby przełożyć ja na minuty nieużywania telefonu, zapewniła by dużo czystej i bezpiecznej wody wielu dzieciom w obozach dla uchodźców i innych zapomnianych przez świat miejscach. Nie czekajcie i wchodźcie na tę stronę! Ja, od kiedy dowiedziałam się o tym projekcie, pompuję wirtualną wodę regularnie i poza miłą świadomością pomagania innym, spotyka mnie wiele miłych rzeczy w tak zwanym realu. Łącznie z oryginalnymi komplementami typu „jak to fajnie w końcu spotkać się na kawie i pogadać z kimś, kto nie zerka co chwilę w telefon”.

Unicef Tap Project to tylko jedna z wielu akcji charytatywnych "dla leniwych". Naprawdę, niekoniecznie trzeba płacić organizacjom na konto, wiele można zrobić nie ruszając się z kanapy.

Koronnym przykładem w Polsce jest pajacyk PAH. Wiele osób ma ustawioną stronę z pajacykiem jako startową. Raz dziennie klikasz w pajacykowy brzuszek, a sponsorzy dają pieniądze na dożywianie dzieci. Proste jak konstrukcja... pajacyka.

 http://www.pah.org.pl/pajacyk

Typowym przykładem dawania bez wysiłku jest 1%. Nikomu chyba nie muszę tłumaczyć co to jest i o co chodzi. Mam nadzieję, że każdy z was swój procent podatku przekazuje na szczytne cele. Wiadomo, że jest to niewiele, ale zawsze warto dołożyć choć troszkę na chore dzieci, na psy i koty, na bezdomnych, na naukę... no sami wiecie. Na cokolwiek. Jeżeli nie macie pomysłu, na co w tym roku oddać te kilkadziesiąt złotych - tu znajdziecie kilka podpowiedzi.

Przy okazji zbierania informacji do tego artykułu, trafiłam na poleconą przez kolegę stronę freerice.com. Tam, poza niewymierną korzyścią, jaką jest dobre samopoczucie idące w parze z pomaganiem, można zdobyć coś bardziej wymiennego - wiedzę! Freerice to program wspierający Światową Organizację Żywnościową ONZ, która pomaga w dożywianiu ludzi przede wszystkim w sytuacjach kryzysowych, na przykład w strefach działań wojennych, czy miejscach katastrof naturalnych.

Nie działa to na zasadzie banalnego odklikania bannera reklamowego. Na stronie rozwiązujesz testy z angielskimi słówkami. Za każdą dobrą odpowiedź "dostajesz" dziesięć ziarenek ryżu opłacone przez sponsora. Ktoś zostaje nakarmiony, ty uczysz się angielskich synonimów, wszyscy na tym zyskują.

 www.freerice.com

Z działań bardziej, nazwijmy to, "abstrakcyjnych", jest udostępnianie na odległość swojego komputera amerykańskim naukowcom. Nie, nie oznacza to, że szalony pan w białym kitlu wpadnie "na komputer" tuż przed naszym wyjściem do pracy. Żeby udostępnić, wystarczy wejść na stronę worldcommunitygrid, ściągnąć odpowiedni program i podarować moc swojego komputera, czy tabletu badaczom. Kiedy ty nie używasz sprzętu, w tle włącza się ten program, który przelicza jakąś jedno-miliardową część tego, co oni tam sobie akurat liczą. Głównie badania nad rakiem i HIV. Mój Boże! Nowoczesna technologia potrafi być taka wspaniała!

A w "realu"? Przy codziennych zakupach, które, czy chcemy, czy nie, trzeba robić, warto zwracać uwagę na produkty oznaczone na przykład talerzykiem "podziel się posiłkiem". Dzięki programowi współorganizowanemu przez Danone i Fundację Polsat sponsorzy i zwykli zjadacze chleba i jogurtów ufundowali już prawie 14 milionów posiłków dla niedożywionych dzieci w Polsce. Nawiasem mówiąc, to, że w Polsce nadal są jakiekolwiek niedożywione dzieci nie mieści mi się w głowie!

 www.podzielsieposilkiem.pl

A już najbardziej "realnie" jest - po prostu pomagać. Samemu bywa ciężko, choć dla chcącego nic trudnego, ale jeżeli pracujecie w większej firmie i miewacie coś takiego jak wyjazdy integracyjne, to da się pomóc przy okazji. Jeżeli jesteście szefami w firmach, albo macie wpływ na szefów, warto zaproponować wyjazd integracyjny z akcją "dawaj zamiast brać". Polega to na tym, że pracownicy zamiast w pić morze alkoholu na koszt firmy w ramach "motywacji" i ścigać się na kacu w workach po ziemniakach, robią coś dobrego dla wybranej społeczności. Na przykład budują plac zabaw, pomost, czy sadzą drzewa. Na tak zwanym zachodzie jest to już bardzo rozpowszechniona forma integracji i działa o wiele lepiej niż wspólne imprezowanie. Okazuje się, że wspólne niesienie pomocy zbliża lepiej niż nieszczery "brudzio" po północy, po pijaku, wypity ze znienawidzonym kolegą.

Więcej o: