Nahur nam ta koza? Adopcja zwierzaka z ZOO - mamy JĄ!

No i stało się! Zostałyśmy adopcyjnymi matkami. W czwartek rano udało się nam sfinalizować wszelkie działania. Czas zatem przedstawić nowego członka fochowej rodziny.

fot. Agata Połajewska

Bladym świtem, czyli po siódmej rano, stawiłyśmy się z Kasią karnie pod bramą ZOO, aby spotkać się z opiekunem naszej wspaniałej nahurki. Pan Adam Banaszak przyjechał pod bramę uzbrojony w śniadanie dla stadka kózek (choć do owiec też im blisko, to charakterek raczej kozi). Pan Adam opiekuje się w warszawskim ZOO wszelkimi bydlątkami z kopytkami, poza nahurami ma pod opieką także bawoły, bizony, osiołki, wikusie i masę innych przyjemnych stworzeń. Dozując napięcie, poznał nas najpierw z takinem o wdziecznym imieniu Benny, a potem zabrał na kozi wybieg, abyśmy mogły towarzyszyć w karmieniu stadka, no i - przede wszystkim - spośród miłych samiczek wybrać sobie naszą, jedyną i ukochaną podopieczną.

W drodze do naszych nahurzątek, pan Adam zdradził nam, że pozornie spokojne zwierzątka mają w sobie odrobinę szaleństwa. Nahury jeszcze niedawno często uciekały ze swojego wybiegu - stosując wymyślne ekwilibrystyczne sztuczki - aby powałęsać się po terenie ogrodu. Nie one jedne, podobno uciekają wszystkie zwinne i skoczne łanie, a także (wyjątkowo skoczne) kangury. Te ostatnie potrafią walczyć o wolność do upadłego, stosując techniki rodem z azjatyckich filmów akcji. Krótko mówiąc - nie opłaca lać się z kangurem.

fot. Agata Połajewska

Po wejściu na wybieg zobaczyłyśmy jedynie pierzchające zadki, ale pan Adam zapewnił nas, że wszystkie zwierzaki wrócą za chwilę, bo nie tylko głód, ale i ciekawość je zeżre. I faktycznie. Przyszły. Wraz ze swoimi ciekawskimi oczkami i zawadiackimi minami. Słowo - są przezabawne!

Co minutka, to jeden mały kroczek do przodu. Plus ciekawskie spojrzenia i kokieteryjne machanie kopytkiem. Jedna z panienek z dużym apetytem patrzyła na kolorową czapkę Kasi, a nam natychmiast przypomniało się, co taka koza potrafi pożreć, wykonałyśmy zatem kilka szybkich kroków do tyłu. Przybył także przywódca stada, ale zachował się w pewnym momencie tak nieprzyzwoicie, że pominę na wszelki wypadek ten fragment. Lepiej popatrzcie jeszcze na te urocze mordy.

fot. Agata Połajewska

Zdradzałyśmy pewną nerwowość, bo niby jak wybrać tę jedyną z całego stadka? Decyzja okazała się nad wyraz prosta, a była skutkiem krótkiej opowieści o historii nahurzego stada w warszawskim zwierzyńcu. Pan Adam powiedział, że większość samic została sprowadzona z ogrodu zoologicznego w Tallinie. Panienki szybko zadomowiły się w Warszawie i bardzo szybko zaprzyjaźniły ze swoim nowym partnerem. Bardzo... urogaconym.

fot. Agata Połajewska

I nagle w tej historyjce padły słowa: "no i jeszcze jest ta Niemka...".

"Ta Niemka" to kolejna samiczka, która przyjechała do Warszawy, tym razem z Berlina. I niestety nie bardzo udaje jej się zaprzyjaźnić z resztą stada. Jest przeganiana, nieco samotna i trochę wyobcowana. Jest drobniejsza, ciemniejsza i ma różki "nie w tę stronę" - bo skierowane czubkami do środka. Ma drobny i uroczy pyszczek i wygląda na trochę smutną. Chyba nie muszę mówić więcej. Poznajcie najbardziej sfochowaną nahurkę w Polsce - Ryfkę!

fot. Agata Połajewska

Co tu dużo mówić - jesteśmy bardzo szczęśliwe, że sprawa zyskała tak szybki finał, mamy też nadzieję, że Ryfka coraz lepiej będzie się czuła w stadzie i zyska nieco werwy. Na razie nie robi bowiem za kozę rabina, a piąte koło u wozu. Nie takiej przyszłości chcemy dla naszej małej! Dlatego tym, którzy mają do ZOO w warszawie blisko, polecamy odwiedzać Ryfkę często - wkrótce przy wybiegu zawiśnie tabliczka z imieniem nahurki, a uważny obserwator zidentyfikuje ją bez trudu. Jeżeli do Ryfki macie za daleko - obiecujemy donosić o jej losach, pokazywać zdjęcia i uwiecznić naszą damę na wideo! Jak na razie planujemy zakup nowej gry, aby w pełni zidentyfikować się z Ryfką i jej kozim życiem. Widzieliście już ten symulator? FUN!

Oddaliłyśmy się niechętnie w kierunku codziennych obowiązków (ziewając rozdzierająco) pozostawiając Ryfkę pod dobrą opieką pana Adama. Gdy odchodziłyśmy, z błędnym wzrokiem przeżuwała marchewkę. Pasuje do nas, jak ulał. Możecie nam pogratulować!

fot. Agata Połajewska

A w bonusie wydra, którą udało się nam przypadkiem obudzić. Znamy ten wściekły wzrok. To może kolejne zwierzątko?

fot. Agata Połajewska

Więcej o: