Gry komputerowe jako narzędzia terapeutyczne? Polak potrafi! Wywiad z Markiem Przystasiem

Na początku były gry wideo. Potem pojawiły się dzieci. Na koniec przyszły tablety i smartfony. Połączenie tych żywiołów mogło przynieść same kłopoty. Działania firmy Duckie Deck pokazują jednak, że takie równanie może dać wynik pozytywny - czyste sumienie rodziców, naukę dla dzieciaków i wsparcie dla tych, którzy go najbardziej potrzebują.

Jak zwykle w takich sytuacjach - spieszę wyjaśnić. Przelew od Duckie Deck nie dotarł, zwyczajnie mi zaimponowali. To mała polska firma, która od kilku lat tworzy aplikacje dla najmłodszych. Zdobywają nagrody w USA i sprzedają swoje produkty na całym świecie. Najbardziej jednak podoba mi się ich działalność misyjna. O co chodzi? Najlepiej, jak oddam głos Markowi, założycielowi firmy.

Wasze gry kojarzą się z interaktywnymi wersjami książeczek edukacyjnych dla najmłodszych. Taki był niecny plan?

MAREK PRZYSTAŚ: Śmiejemy się, że sprzedajemy rodzicom wolny czas i czyste sumienie. Nasze aplikacje są grywalne, czyli skutecznie przyciągają uwagę, ale uczą też wielu przydatnych rzeczy. Przygotowujemy je według metodyki, którą opracowywaliśmy już kilka lat temu, w czym pomagał nam psycholog Jacek Legierski, współpracowaliśmy też z Uniwersytetem Jagiellońskim. Nasze gry powstają tak, by połączyć dwie warstwy. Pierwsza to ta praktyczna: tu poruszamy tematy ważne dla rodziców, pokazujemy dlaczego warto dzielić się z innymi, w jakim celu segregować śmieci, czym jest miłość, jak korzystać z nocnika, jak sprawić, aby dziecko nie bało się obcinania paznokci. To takie tematy, z którymi boryka się każdy rodzic, my dajemy mu materiał ilustracyjny do tego, by mógł o tym z dzieckiem porozmawiać. Druga warstwa jest merytoryczna, opieramy nasze gry o Teorię Inteligencji Wielorakich, każda z gier rozwija jedną z umiejętności: myślenia kreatywnego, umiejętności emocjonalnych, praktycznych, tak, by rozwój dzieci był wszechstronny i dobrze zbilansowany. Tego rodzic nie widzi, a dziecko nie czuje, ale to się dzieje.

Od czego i w jaki sposób zaczęliście?

Przede wszystkim zaczęliśmy działać dość wcześnie, bo już w 2005 roku pracowaliśmy nad pierwszymi grami dla dzieci. Robiliśmy to w czasie wolnym od prac nad projektami komercyjnymi. Zauważyliśmy, że mało kto tym się zajmuje. Nasze pierwsze gry dla najmłodszych skierowane były wyłącznie na polski rynek, ale półtora roku temu podjąłem decyzję, że trzeba działać szerzej i stworzyć markę globalną, a co za tym idzie - gry, które są uniwersalne, nie potrzebują języka, nie potrzebują tekstu i działają na wielu rynkach jednocześnie. W tej chwili nasze gry dostępne są w 180 krajach i przyjmują się rzeczywiście na całym świecie.

Testujesz produkty Duckie Deck na własnej rodzinie?

Odpowiem w sposób żartobliwie-okrutny. Naszym głównym celem jest tworzenie gier na tyle prostych, aby dziecko które ma iPada po raz pierwszy w rękach, dało sobie radę. Problem w tym, że taki tester gier bardzo szybko "łapie" o co chodzi w tablecie i w przeciągu kilku dni staje się ekspertem grania, obsługi, włączania i wyłączania. Testerów trzeba często zmieniać. Okrutne, ale prawdziwe.

Sam jesteś już z tego pokolenia, które mogło dorastać w otoczeniu gier komputerowych, dałeś się w to wciągnąć w dzieciństwie? Grasz teraz, czy już nie masz raczej chęci po pracy zajmować się takimi rzeczami?

W dzieciństwie grałem bardzo sporadycznie. W późniejszych latach zacząłem więcej, jednak szybko przestałem i dopiero smartfony i tablety spowodowały, że czasem uruchomię jakąś grę i zacznę grać. Kupuję bardzo dużo gier, ale większość z nich, to po prostu zwykły research rynku. Doceniam pomysł, wykonanie wielu produkcji - zachwycają mnie takie pozycje jak: Badland, Limbo, Anomaly Warzone Earth (polska produkcja).

Jak to jest z tą konkurencją? Zakładam, że startując z własnym biznesem, dobrze wiedzieliście, jak dużo jest gier i aplikacji przeznaczonych dla małych dzieci, pewnie badaliście też, jak chłonny może być rynek?

Z jednej strony konkurencja jest spora, bo firm specjalizujących się w tworzeniu takich gier jest dużo. Z drugiej strony, liczba zarówno dzieci, jak i urządzeń, wciąż się zwiększa. To, że nie jesteśmy jedyni i to, że rynek jest bardzo chłonny, motywuje nas do bycia lepszymi, wymyślania różnych innowacyjnych aplikacji.

Dużo energii przeznaczacie na testowanie?

Dużo. W siedzibie firmy spotykamy się często z rodzicami i dziećmi, dajemy im tablety, by sprawdzali, co trzeba poprawić, co ulepszyć. Testy organizujemy co kilka tygodni i to jest dla nas wyznacznik tego, czy daną grę można już udostępnić do sprzedaży czy jeszcze wymaga doszlifowania. Gdy zaczynaliśmy, tworzyliśmy gry dla czterolatków, dzisiaj wiemy już, że rodzice dają do ręki smartfony i tablety nawet rocznym dzieciom i naszym zadaniem jest dzisiaj tworzenie takich aplikacji, które sprawią, że urządzenia mobilne będą gotowe na takich małych odbiorców.

Testowanie na dzieciachTestowanie na dzieciach

Nad kolejnymi grami dla najmłodszych nadal czuwa psycholog?

Po kilkuletniej współpracy nie jest to konieczne. Umiejętności naszego zespołu kreatywnego pozwalają na tworzenie odpowiednich gier dla cztero - , dwu-, a nawet półtorarocznych dzieci. Współpracujemy z kilkoma przedszkolami specjalistycznymi, do których uczęszczają dzieci autystyczne i dzieci z zespołem Downa. Wychowawcy używają naszych gier jako wsparcia. Okazuje się, że są one coraz częściej pomocą dla opiekunów dzieci borykających się z problemami z koncentracją, rozumowaniem przyczynowo-skutkowym, małą motoryką. Staramy się, by nią były. W tej chwili nasze aplikacje pomagają dzieciom z takich specjalnych placówek w Tajlandii, Kanadzie i USA. Korzystają pięciolatki, ale i dwunastolatki, zaś my jesteśmy w stałym kontakcie z ich opiekunami, dzięki czemu wiemy, co poprawić, a co się dobrze sprawdza. Zależy nam na tym, by pomagać dzieciom z deficytami i niepełnosprawnościami, takim, które wymagają jeszcze więcej uwagi.

Zaraz, zaraz. Dlaczego Stany, Tajlandia, Kanada, a nie Polska?

Bo w Polsce wciąż jeszcze placówki specjalistyczne nie są na to gotowe, zwyczajnie nie ma sprzętu. Tam, gdzie obecnie działamy, funkcjonują już odpowiednie specjalne programy rządowe, które dbają o dostępność nowoczesnych urządzeń w placówkach zajmujących się dziećmi autystycznymi albo dziećmi z niepełnosprawnością umysłową. Wszystko po to, by można było lepiej rehabilitować podopiecznych i rozwijać ich umiejętności. U nas tego nie ma.

Wspominałeś, że wasze gry dostępne są w 180 krajach. Gdzie w tej chwili macie najwięcej odbiorców?

Naszym głównym założeniem, które udało się zrealizować, było stworzenie marki wyglądającej jak amerykańska. Wyciągnęliśmy wnioski z naszych poprzednich biznesów i oceniliśmy, że taki projekt ma największą szansę wejść na różne rynki - nie tylko amerykański, ale na przykład azjatycki. Duckie Deck to się udało - najwięcej naszych użytkowników, prawie 60%, to Amerykanie. A poza tym? Dużym rynkiem jest Brazylia, Rosja, Tajlandia, Wietnam, ale mamy też użytkowników z Afryki. Gry dostępne na wszystkie platformy mobilne i gry sieciowe, które można odpalić ze stacjonarnych komputerów. Po prostu chcemy być wszędzie, gdzie dziecko i jego rodzic. Chcemy pokazać światu, że Polacy też potrafią zbudować silną markę edukacyjną dla dzieci.

No to sprawdzam! Kogo masz w zespole? To ci sami ludzie, z którymi zakładaliście firmę? I jeszcze jedna rzecz, którą korci mnie sprawdzić - są teraz na pokładzie jakieś dziewczyny?

Tak, mamy dość leciwy zespół - przez co zgrany. Trochę doszło nowych osób, trochę odeszło - ale to nadal ten sam zespół. Staramy się bardzo ostrożnie dobierać charaktery w firmie - tak, aby wszystko grało i tworzyło efekt synergii. W naszej firmie pracują trzy dziewczyny. Jutka - ilustratorka, animatorka. Wytycza kierunek naszym produktom, na co dzień mieszka we Francji, pracujemy zdalnie. Iza - sprawia, aby finanse w spółce się zgadzały, aby każdy przelew wyszedł i przyszedł na czas. Karla - ma bardzo duże doświadczenie w działaniach marketingowych i tym też u nas się para. W najbliższych miesiącach, będzie się więcej działo jeśli chodzi o zaangażowanie Duckie Decka w zmianę świata na lepszy. Między innymi nad tym pracuje Karla.

Lew gotowy do nakarmieniaLew gotowy do nakarmienia

Zdarza się, że ktoś z użytkowników odezwie się do was osobiście i opowie jak zmieniliście świat jego dziecka na lepszy?

Dostajemy bardzo różne maile. W niektórych użytkownicy dziękują za fajną zabawę, w innych przesyłają cenną opinię i zwracają uwagę na to, nad czym jeszcze powinniśmy popracować. Ale zdarzają się też perełki z ośrodków zajmujących się dziećmi z zespołem Downa czy też autyzmem. W długich akapitach opisują, w jaki sposób nasze gry sprawdzają się w ich codziennej pracy. To miłe.

Załóżmy zatem, że dostajecie list, w którym rodzic pisze "Moje dziecko bardzo boi się pierwszej wizyty w przedszkolu, może macie jakąś grę, która je z tym oswoi?" - to wystarczający powód, żeby rozważyć stworzenie nowej aplikacji?

Wszystkie te pomysły lądują na długiej liście. Starannie wyławiamy te, które mają potencjał na stworzenie atrakcyjnej gry. Tak więc czekamy na pomysły - można je wysyłać na adres: quack@duckiedeck.com.

Więcej o: