Któż zna cię lepiej i dłużej, niż twoja dłoń?

Gdy Linda była małą dziewczynką, leżała któregoś wieczora w swoim łóżku i nie mogła spać. Nie pamięta już dokładnie, jak wpadła na pomysł, by się tu i tam podotykać, prawdopodobnie był to wynik nudy pomieszanej z ciekawością. Miała mgliste pojęcie, że raczej nie wolno się zbyt interesować tymi rejonami. Od tamtej chwili sporo się zmieniło...

rys. Magda Danaj

Mgły opadły, Linda przeszła kilka faz związanych z tą wspaniałą aktywnością życiową. Nie od razu było pięknie i bezstresowo. A przecież po to świat wymyślił masturbację, by było pięknie i odstresowująco, kiedy tylko ci się zachce i zamarzy (i świat łaskawie stworzy warunki, by się stało, bo jednak nieobyczajne jest oddawanie się tej przyjemności w miejscach publicznych, można dostać mandat).

Etap wczesnych badań terenowych

Pierwsze dotykanka pod kołdrą datować można na czasy przedszkolne chyba. Bez świadomości, co to jest. Z rosnącą świadomością, że lepiej się z tym nie obnosić, warto raczej ukryć przed mamą i tatą. Zwierzenie się koleżance z piaskownicy nie jest najlepszym pomysłem, bo jej mama, do której trafi komunikat, że jej dziecko było namawiane do wspólnych zabaw "psiuteczką" może zrobić niezły raban i wdać się w nieprzyjemną rozmowę z naszą mamą. W rozmowie tej pojawiają się słowa "zboczona" i "trzymajcie ją w zamknięciu", co rzutuje na kilka kolejnych lat: jasne jest, że to jest coś złego. Tylko dlaczego w takich razie jest tak przyjemnie? Tyle małych mróweczek biega po ciele, gdy tak delikatnie poocierać się o krawędź kołdry...

Etap wstydu

Stało się. Ocieranie, pocieranie, muskanie, trącanie - to wszystko jest bardzo przyjemne i kuszące, ale małoletnia Linda czuje, że nie powinna. Strasznie ją korci, trudno jej sobie odmówić. Bardzo się stara. Ilekroć już się złamie i znów przywoła nocą mróweczki, cierpi potem męki za dnia. Gryzie się, wstydzi i ma uciążliwe przekonanie, że wszyscy wiedzą... Wyedukowani koledzy z drugiej ce mówią ze znawstwem, że od takich rzeczy rośnie ogon, krzywi się kręgosłup, wyskakuje trądzik (Linda nie wie co to - to czasy przedinternetowe - ale czuje, że jej zaraz wyskoczy i będzie oczywiste, co wyprawia pod kołdrą). Czerwieni się okrutnie, gdy rodzice mówią, by siedziała prosto przy stole, bo krzywi sobie kręgosłup. Gdyby oni tylko wiedzieli, że już i tak pozamiatane, kręgosłup skrzywiony i nic go nie wyprostuje...

Bądź kobietą, nie dziewczynką!Bądź kobietą, nie dziewczynką!

Etap konsultacji

Przyszło Lindzie do głowy, że może nie jest jedyną osobą na świecie, która to robi i podjęła próbę konsultacji społecznych. Nauczona doświadczeniem z przedszkola, wybrała koleżankę, co wie dużo, bo jej starsza siostra nie zawsze zamyka drzwi na klucz, gdy przychodzi do niej narzeczony. Dowiedziała się co się jak nazywa, co może służyć jako gadżet dodatkowy (nieobyczajne historie, nie będzie siać zgorszenia), że są sklepy, w których można kupić specjalne zabawki, co pomagają w rozrywce. Są też specjalne kremy nawilżające, co fajnie działają i ładnie pachną.

Etap radosnej eksploracji terenu

Gdy już odeszły egzystencjalne rozkminy, pozostało cieszyć się świeżo nabytą wolnością ciała, ducha i cipki. Linda ochoczo wskakiwała rano i wieczorem pod prysznic, bo prysznic okazał się jej miłym sprzymierzeńcem. W łazience człowiek ma przestrzeń prywatną, nikogo nie dziwi, gdy sobie piśniesz czy westchniesz (oj to ciśnienie wody w bloku, co czasem sprawia, że leci lodowata albo ukrop!). A to ciśnienie wody tak fajnie podnosi ciśnienie Lindzie! Nie można za bardzo przesadzać, bo godzinne kąpiele dzień w dzień mogą wpłynąć na rachunki i wzbudzić podejrzenia. Ważne jednak, że wreszcie, po okresie wstydu i zażenowania, nastoletnia Linda traktuje masturbację jako coś normalnego, coś, co pozwala jej pozbyć się napięcia i stresu. Coś, co przyjemnie odpręża przed snem. No i daje wiedzę, która przyda się w kontaktach z partnerami.

A ty co sobie nucisz? A ty co sobie nucisz?

Etap wspólnych zabaw

Linda zaznajomiona ze swoją strefą intymną, weszła z przytupem w życie seksualne w parach. Wiedziała doskonale, czego potrzebuje, umiała sprawnie pokierować mniej doświadczonymi partnerami, nauczyła się czerpać przyjemność z masturbacji w parach. Rozmowy telefoniczne z partnerem zyskały nowy wymiar, wyjazdy służbowe dawały ciekawe możliwości werbalno-manualne. Instrukcje i wyznania, co kto komu by zrobił, albo lepiej: zrób to tak, a teraz zrób to - kończyły się subtelnymi westchnieniami i jękami.

Etap niebezpieczeństw

Może nadejść, nie musi. Jeśli masturbacja zaczyna przesłaniać seks w parach, jeśli spółkowanie z partnerem nie niesie przynajmniej porównywalnej frajdy i zbyt często robimy unik pod prysznic, zamiast wskoczyć na ukochaną osobę i ostro się zmęczyć - wówczas należy zacząć się martwić. Tego Linda jest świadoma. Jeśli podczas spotkania w pracy odczuwasz potrzebę, by skoczyć na moment do toalety, by sobie ulżyć, jeśli w przymierzalni ogarnie cię fala ciepła przy mierzeniu sweterka i czujesz, że musisz trochę pobawić się ze sobą, przygryzając szalik ze wstydem - może czas się zaniepokoić. A może nie. Jeśli to tylko sporadyczny wypadek, ciesz się, że twoje erotyczne ja doprasza się swego.

Żeby plusy nie przysłoniły ci minusówŻeby plusy nie przysłoniły ci minusów

Wczoraj było święto masturbantek i masturbantów - z tej okazji Linda życzy Wam samych przyjemności. Pamiętajcie, co powiedział kiedyś Woody Allen: masturbacja to seks z kimś, kogo się naprawdę kocha. Kochajcie się zatem. Dla zdrowia!

Linda kończy na dziś, bo ciężko jej się pisze jedną ręką...

Więcej o: