Jestem aspołeczna, żyję w społeczeństwie

Nie jestem miła, nie jestem dobra, nie jestem życzliwa. Bywam odklejona, wyizolowana, niesympatyczna - ba, jestem taka przez większość czasu. Mam zasady, znam zasady. Jestem aspołeczna.

Wiem, że jestem. Sprawdziłam w Wikipedii (tak, wiem, ludzie, którzy czerpią wiedzę z Wikipedii, wiem). Wszystko się zgadza. Jestem bierna, izoluję się, żywię niechęć do przebywania w grupie, inicjatywą nie grzeszę, jakieś zahamowania też się znajdą.

Mam tu też dla Was obrazek, który pięknie uzupełnia.

Och, Lady HesterOch, Lady Hester

Przypis znalazłam czytając polecanego Wam ostatnio Durrella. Czytałam po raz setny, ale pierwszy raz historia angielskiej arystokratki ujęła mnie za samo serduszko. To jest to! Tego właśnie chcę! Pustelni z ludźmi dookoła mnie, na moich warunkach. Ojej, nie dostanę? Naprawdę? Pech.

Naprawdę, nie lubię tłumów, ba, przerażają mnie. Wydaje mi się, że nieźle działam w społeczności, pracuję w zespole, itp. Raz - że może mi się tylko wydaje. Dwa - że większość tych działań wykonuję z zaciśniętymi zębami i spiętymi wszystkimi mięśniami. Najchętniej nie współdziałałabym w żaden sposób (poza nielicznymi, starannie wybranymi), najchętniej bym się izolowała całkowicie, nie przejawiała żadnej inicjatywy. Najchętniej żyłabym wedle moich własnych praw i zasad. Tylko moich.

Lecz oj, co za niespodzianka, nie mam zasobów, które by mi na to pozwoliły. Nie mam prywatnej wyspy, ulicy, ani nawet kamienicy. Nie kocham ci ja ludzi, ale między nimi żyję, współpracuję, stykam się i nie zawsze są to ci ludzie, z którymi chcę żyć, współpracować, stykać się. I chcę oto z wyżyn mojej aspołeczności, przez zaciśnięte z wysiłku (żeby się JAKOŚ ZACHOWYWAĆ) zęby, z twarzą zdrętwiałą od sąsiedzkiej pogaduszki w windzie - powiedzieć - idź w cholerę, mój bracie w aspołeczności.

Może kiedyśMoże kiedyś

Idź w cholerę ze swoim grillem na balkonie. Ja cię rozumiem, też mam szczerze w rzyci co wącha i czym oddycha mój sąsiad. Ale idź w cholerę.

Rwij na szczaw ze swoim łomotem po dwudziestej drugiej. Ja z tobą współczuję, też mnie czasem wzbiera na muzykę, którą chcę się podzielić z całym światem. Ale rwij na szczaw.

Smaż się w piekle ty, który srasz psem po trawniku. Ja wiem, masz gdzieś koła cudzych wózków, podeszwy cudzych butów i łapki cudzych dzieci. Ja też mam wszystkich gdzieś. Ale smaż się w piekle.

Odejdź i wychędoż się sam ze swoją wiertarką udarową o piątej nad ranem. Ja się orientuję, że nie ma takiego przepisu, to tylko umowa społeczna, a ty wcale nie chcesz być w tej społeczności. Ja też nie chcę. Ale wychędoż się sam.

Dopóki nie będzie stać mnie na życie na bezludnej wyspie i 400 osób służby - będę przestrzegać ustaleń i praw poczynionych przez społeczność, w której przyszło mi żyć. Nie no, jasne, bądźmy dorośli, jeżeli cała moja kamienica zdecyduje się produkować wędliny z okolicznych kotków - raczej się nie przyłączę. Ale jeżeli moja kamienica ustala, że po godzinie dwudziestej drugiej nie robimy rabanu - ze smutkiem przełożę suszenie prania na dzień, choć zdecydowanie lepiej funkcjonuję w nocy i w głębi serca mam gdzieś, że moja suszarka hałasuje. Przyciszę moje słodkie maleństwa, które piłują się niemiłosiernie idąc po schodach. Może nie każdy ma ochotę słuchać ich świergotania na wysokich tonach. Może ktoś właśnie uśpił własne słodkie maleństwo i cieszy się chwilą spokoju. Nic nie obchodzi mnie ani ktoś, ani jego maleństwo. Ale żyję tu i teraz. A demokracja jest systemem najgorszym z możliwych, lecz nikt jeszcze nie wymyślił lepszego.

Nie zrozum mnie źle, mój bracie w aspołeczności. Bliżej mi do ciebie, z twoją niechęcią do świata, niż do sąsiadki, słodko pytającej: A po co państwo zmieniacie podłogę? Tamta była jeszcze dobra! Lecz nie zatańczę kankana w drewniakach nad głową tej sąsiadki, choć oczywiście mogłabym. Mruknę do niej mało zrozumiale coś w rodzaju KAKA DEMONA, MIĘSO TEŻ BYŚ CHCIAŁ i będę ją cenić za fakt, że sprząta po swoim małym, wrednym, pokrzywionym piesku. (Nie znacie? Och, błagam, musicie znać.)

Kiedyś. Kiedyś będziemy dumni, wolni, niezależni, czniający zasady społeczności. Każde w swoim zamku, na swojej wyspie. Tylko wiesz, wtedy nie poświęcę ci ani jednej myśli. Tak to działa.

Więcej o: