Dziewczyny do komputerów! O kodowaniu, wklejaniu czaszeczki w czapce i nie tylko

Kodować może nauczyć się każdy. Bez względu na płeć, wiek i wykształcenie, pod warunkiem, że ma w sobie dość determinacji. Tak przynajmniej twierdzą Rails Girls Warsaw, na których warsztatach z programowania dla dziewczyn spędziłam miniony weekend.

Zacznijmy może od tego, dlaczego warto nauczyć się kodowania? Przede wszystkim, jest to świetny zawód. Jeżeli okaże się, że jesteś w tym dobra, to wygrałaś w życie, dziewczyno! Dobrym programistom płacą miliony złotych monet! Nie trzeba też spotykać się z ludźmi, chodzić do biura, można siedzieć całymi dniami w dresie, można robić to na pełen etat z domu, albo traktować, jako dodatek, na przykład do bycia pełnoetatową mamą. Pod warunkiem, że dziecko znika, choć na jakiś czas na przykład w przedszkolu... Jest to też, tak przynajmniej twierdzą koderzy, fajna zabawa. Do tego stopnia, że po całych dniach kodowania w pracy i wieczorach kodowania w czasie wolnym w domu, spotykają się w większych grupach, żeby sobie razem... pokodować. Wariaci, no wiem. Albo ludzie szczęśliwi, którym udało się ułożyć życie wedle maksymy "jeżeli robisz to, co kochasz, nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu". A jeżeli się okaże, że to zupełnie nie twoja bajka, też nic nie stracisz, bo nauczysz się przydatnych podstaw, które pozwolą Ci na przykład nie dać sobie wciskać kitu przez pracowych informatyków.

 https://www.facebook.com/anksfoto

 https://www.facebook.com/anksfoto

Nigdy nie byłam dziewczyną komputerową. W dzieciństwie komputera nie miałam, pierwszy własny dostałam jako prezent na 25. urodziny. Nawiasem mówiąc, okazał się wyjątkowo wytrzymały, nadal działa i na nim piszę ten artykuł. Aplikując na warsztaty znałam jedynie podstawy HTML, jakie zna każdy bloger, albo człowiek po kilku latach informatyki w liceum. I tyle. Trochę się zastanawiałam, czy będę jedyną informatyczną analfabetką, ale okazało się, że sporo dziewczyn, które się zgłosiły, jak ja, nie wie o kodowaniu nic. O uczestniczkach mogę powiedzieć tyle: przekrój totalny. Od studentek, poprzez młode mamy, wracające po odchowaniu dzieci na rynek pracy, po panie w sile wieku szukające nowej ścieżki zawodowej. Nie znam szczegółowo ich historii, organizatorki powiedziały jedynie, że większość z nich napisała imponujące listy motywacyjne i że wybranie czterdziestu ośmiu uczestniczek z prawie tysiąca stu zgłoszeń było niesłychanie trudne...

 https://www.facebook.com/anksfoto

O tym jak bardzo mi zależało na uczestnictwie, niech świadczy fakt, że za wolny od pracy weekend dostałam od piszącego grafik w pracy trzy dyżury nocne: w czwartek, piątek i niedzielę. W sobotę poszłam więc spać po 5 rano, wstałam na 13 na zajęcia i wysiedziałam na nich do wieczora. Następnego dnia pognałam na 9 rano, zachwycona jak dzieciak w pierwszy dzień szkoły, przekodowałam cały dzień i pojechałam na noc do pracy. To chyba wystarczający dowód na to, jak świetnie zorganizowane były warsztaty. Żadnych dłużyzn, zajęcia z trenerami w czteroosobowych grupach, przerywane co dwie godziny na przewietrzenie, przekąskę i motywujące mini-prezentacje, o których za chwilę.

https://www.facebook.com/RailsGirlsWarsaw

Rails Girls powstały w Finlandii i rozprzestrzeniły się na cały świat. To organizacja non-profit dająca kobietom narzędzia do rozwijania ich pomysłów. Rails to otoczenie (takie okienka w które wklepuje się rzeczy) w języku Ruby. W Rails powstał na przykład Twitter, Slideshare, czy Groupon. Jednym słowem, taki kurs to nauka technologii w służbie kreatywności! Wszyscy organizatorzy i trenerzy spędzili z nami ten weekend za darmo, tym bardziej chciałabym im z tego miejsca serdecznie podziękować.

Trenerom i trenerkom należy się osobny pean na cześć i laur za cierpliwość w docieraniu do jeszcze "niesformatowanych" mózgów. Trener mojej grupy (wykładowca z Politechniki!) tłumaczył wszystko tak, że nie mam pojęcia, kiedy minęły mi pierwsze cztery godziny zajęć. Było konkretnie i na serio, ale w odpowiednich momentach padały na przykład bardzo przyjazne laikowi stwierdzenia typu "i teraz wklejasz tam gdzie masz taką jakby... czaszeczkę w czapce". No i jakoś od razu lepiej szło. Poza tym, cały czas w zasięgu ręki były lentilki, co znacząco usprawniało działanie, wiadomo bowiem, że mózg pracuje na cukrze i stały dopływ czekolady jest mu niezbędnie potrzebny. Poza nauką kodowania zadbali o konkretne, krótkie prezentacje ludzi zajmujących się kodowaniem, którzy bez wyjątku zachęcali nas do uwierzenia we własne możliwości, nawet jeżeli początkowo wszystko to jawi się jak czarna magia. "Byłbym przerażony, gdybyście po tych kilku godzinach nie były skonfundowane" - powiedział trener mojej grupy.

Kodowanie - żadna magia ani tym bardziej alchemia (fot.: NS)

Była więc wśród prezentujących dziewczyna, która wzięła udział w ubiegłorocznych warsztatach. Po zupełnie nietrafionych studiach (polonistyka!) i kilku latach niedającej jej satysfakcji pracy, postanowiła spróbować czegoś zupełnie innego. Dziś pracuje w jednej z firm technologicznych sponsorujących tegoroczne warsztaty. Może nie jest jeszcze programistką pełną gębą, ale jest na najlepszej drodze! Inna z uczestniczek, pracownica Google'a (ale od finansów, nie od technologii), opowiadała o tym, jak dzięki poznaniu podstaw kodowania napisała na własny użytek program, który dwa dni jej roboty "wypluwa" w piętnaście minut. I właśnie choćby dla takich codziennych ułatwień każdy, kto ma do czynienia z pracą na komputerach, powinien zastanowić się, czy nie warto spróbować. Jak mówią organizatorki: "programowanie, to wielka siła sprawcza, wielka niezależność, która pozwala robić rzeczy niby niemożliwe. Uczenie się jest trudne, ale nigdy nie jest tak, że coś od razu wychodzi i wiesz wszystko. W każdej dziedzinie potrzeba cierpliwości i pokory". Według dziewcząt, jeżeli jest się wystarczająco pracowitym i zdeterminowanym, można w rok stać się innym człowiekiem. Ba! Są nawet kursy, które pozwalają na stanie się programistą w pół roku, ale na te trzeba mieć już dużo czasu i, nie ukrywajmy, pieniędzy. Pełny, dziewięciotygodniowy kurs w firmie organizującej takie zajęcia kosztuje około dziesięciu tysięcy (tak, tak!) tym bardziej więc warto zainteresować się opcją darmową.

 fot.: https://www.facebook.com/anksfoto

Byłam też ciekawa, czy w tym męskim raczej świecie dziewczyny i kobiety są traktowane z góry? Według organizatorek Rails Girls Warsaw - RACZEJ nie, wystarczy jedynie być równie dobrą jak faceci. Główną przeszkodą dla większości jest tylko brak wiary w siebie i swoje możliwości. Co więcej, bardzo doceniane są dziewczęce "miękkie" umiejętności. Bo poza programowaniem liczą się inne cechy: to jak z kimś się pracuje w grupie, jak dogaduje się z klientem, jak radzi sobie w sytuacji stresowej. Choć bywa też tak, że dziewczyny po informatyce i z wieloletnim doświadczeniem są traktowane pobłażliwie. Ich kompetencje są podważane, koledzy nie wierzą w ich możliwości, a bywa, że wręcz nie powierza im się ambitniejszych zadań, "bo nie poradzą sobie".

Wiem, że po lekturze tego artykułu można odnieść wrażenie, że podawali mi na tych warsztatach jakieś narkotyki, bo same ochy i achy, ale (niestety, buahaha) nic z tych rzeczy! Zupełnie serio, były to jedne z najlepszych warsztatów w jakich przyszło mi brać udział.

Pierwszy poziom odblokowany! (fot.: NS)

Zawodową programistką raczej nie zostanę, ale zrobiłam pierwszy krok, nauczyłam się czegoś zupełnie w moim życiu nowego i poznałam niezwykle mądrych i ciekawych ludzi. Jeżeli czujecie, że kodowanie to mogłoby być coś dla was, albo po prostu lubicie ćwiczyć głowę, śledźcie stronę FB Rails Girls Warsaw. Poza tym "oddziałów" Rails Girls jest więcej i organizują darmowe kursy i warsztaty w innych miastach w Polsce.

https://www.facebook.com/RailsGirlsWarsawDziewczyny z Rails Girls Warsaw (fot.: anks foto)

Więcej o: