Dwujęzyczne dzieci - o korzyściach (i wątpliwościach) płynących z wprowadzania nowego języka do życia najmłodszych

Jak pomóc dzieciom uczyć się języków obcych, gdy w państwowych przedszkolach nie ma zajęć dodatkowych? Czy warto wprowadzać język obcy już u niemowlaków? Po co nam w ogóle jakaś dwujęzyczność? Sprawdź to z Fochem.

Znajomość języków obcych to podstawa. Ile razy słyszeliście ten frazes? Można spokojnie w miejsce słowa języki obce podstawić matematykę, lektury szkolne, savoir vivre, a może nawet gramatykę i ortografię. W ogóle można powiedzieć, że znajomość to podstawa. Znajomość z odpowiednimi osobami. To podstawa sukcesu.

Wracam właśnie ze spotkania z takimi odpowiednimi osobami, opowiadały o tym, jak ważne i przydatne jest wczesne wprowadzanie drugiego języka w rzeczywistości dzieci. Spotkanie odbyło się w Sejmie RP. Na początku aż mną zatrzęsło. Czy to nie paradoks, że w tym samym miejscu, w którym wąskie grono osób zadecydowało o wycofaniu dodatkowych (płatnych) zajęć (na przykład z języka angielskiego) z państwowych placówek przedszkolnych, teraz kilkudziesięciu nauczycieli, pedagogów, burmistrzów i przedstawicieli gmin ma słuchać o tym, jak to cudownie jest, by nasze dzieci już od wczesnych lat przyswajały sobie oprócz polskiego język angielski czy francuski, niemiecki, Algol, Basic, albo jaki tam sobie chcecie?

Paradoks szybko został rozwikłany. W medialnej wrzawie dotyczącej wyrugowania z przedszkoli państwowych płatnych zajęć dodatkowych (na przykład z języka angielskiego) w celu wyrównania szans dzieci mniej zamożnych, umyka często jeden detal. Takie zajęcia dodatkowe może prowadzić nieodpłatnie sam wychowawca w ramach normalnego czasu przedszkolnego. Czy sam wychowawca jest za to dodatkowo nagradzany? O tym dyskretnie się milczy. Zakładam, że niewielu jest wariatów, którzy rzucą się w wir opracowywania w wolnym czasie zajęć z angielskiego, kiedy mogą dać dzieciom kartki, kredki, albo klocki.

Program Dwujęzyczne Dzieci ma być pomocą w takiej sytuacji. W zasadzie już w kilku polskich gminach nią jest. Czym jest ten program? Zbiorem materiałów opracowanych z myślą o oswajaniu maluchów z drugim językiem. Najlepiej od samego urodzenia - stąd są w Polsce takie gminy, które podjęły wyzwanie i wręczają pakiety startowe w ramach wyprawki szpitalnej, albo przy rejestracji noworodków w USC. Tak jak w 2010 roku w Warszawie dawano noworodkom PESEL i body z Chopinem, tak na przykład w Błoniu i okolicach maluchy wchodzą w świat z własnym numerem PESEL i płytami DVD i CD z programami do wczesnej nauki języka angielskiego.

Początkowo zgrzytałam zębami - jeśli komuś się nie chce, nie ma czasu, nie dba i kwestionuje sens, to i talon na balon nie pomoże. Jeśli zaś jest wręcz przeciwnie - rodzic ma chęci i czas nauczyć dziecko języka angielskiego w domu, to nauczy bez takiej promocji i wciskania jednej słusznej propozycji.

Wyrównywanie szans za pomocą programu Dwujęzyczne Dzieci polega jednak na czymś innym. Całość została od początku (czyli od etapu materiałów dla niemowlaków i dzieci przed okresem przedszkolnym) opracowana tak, by nie wykorzystywać ani języka polskiego przy nauce, ani też nie wymagać od opiekuna towarzyszącego dziecku znajomości języka obcego. To cenna podpowiedź. Początkowo wszyscy mogą być uczniami, rodzice też. Przekaz filmów animowanych jest prosty i wielopoziomowy. Słowom odpowiadają nie tylko adekwatne obrazy ale i motywy dźwiękowe, które powracają wraz z każdorazowym pojawieniem się słowa. Są piosenki, które mają aktywizować dzieciaki do działania (elementy rytmiki i zabaw ruchowych).

Wychowawcy, którzy mają pod opieką przedszkolaki objęte programem Dwujęzyczne Dzieci chwalą sobie całość. Sprawdza się bowiem zarówno jako forma nauki, jak i rozrywki, zagospodarowuje część czasu, który wychowawcy przedszkolni i tak musieliby poświęcić na prowadzenie zajęć.

Pojawia się jednak kolejne pytanie. Po co tak wcześnie zaczynać? Wielu rodziców nie widzi sensu we wczesnym wprowadzaniu drugiego języka u dzieci. A po co mu to, a dlaczego? I tu cenne było spotkanie ze specjalistami, lingwistami, psychologami dziecięcymi i tymi, którzy badają zasady przyswajania wiedzy u ludzi w ogóle. Podpowiadają wątpiącym rodzicom, że przede wszystkim dzieciaki w okresie od narodzin do szóstego roku życia uczą się znacznie szybciej. Konieczność przyswojenia i opanowania zasad języka ojczystego wymaga całkiem dużej sprawności umysłowej. Dołożenie w tym czasie nowego języka, zdaniem ekspertów, pomaga usprawnić myślenie. Wieloletnie badania pokazały, że dwujęzyczne dzieci w późniejszym okresie szybciej i łatwiej uczą się kolejnych języków obcych.

A na cholerę to komu, nie wszyscy będą obywatelami świata, niektórzy chcą zwyczajnie prowadzić warsztat, sprzedawać chleb, albo zajmować się obsługą wózka widłowego - powiecie. Dwujęzyczne dzieci wyrastają na dorosłych, którzy łatwiej potrafią rozwiązywać problemy - szybciej myślą, a jak mawiała miła pani Agnieszka O. - myślenie ma kolosalną przyszłość.

Wszystko fajnie, wszystko pięknie, ale jak mieć tę dwujęzyczność u siebie?. Podjęto starania, by program był powszechny. Pakiety dla przedszkoli i rodziców mogą pozyskać ci, których tak pięknie nazywamy "lokalnymi włodarzami”. Pakiety dla przedszkoli (a potem także szkół i gimnazjów) - mogą pozyskać dyrektorzy placówek. Rodzice też sami mogą nabyć materiały, ale to chyba najdroższa opcja.

Jestem ciekawa, czy są wśród was rodzice, których dzieci objęto programem dwujęzyczności? A może są tacy, którzy sami wychowują dwujęzyczne dzieciaki i chcieliby opowiedzieć o swoich sukcesach i porażkach w dłuższej formie niż komentarz pod tekstem - zapraszam wtedy do pisania na foch@agora.pl.

Więcej o:
Skomentuj:
Dwujęzyczne dzieci - o korzyściach (i wątpliwościach) płynących z wprowadzania nowego języka do życia najmłodszych
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX