Redakcja Focha dziś leży i pachnie - czego i Wam życzymy!

Każde święto po coś jest, skądś się wzięło, ale nie będę się tu dziś bawić w badacza świąt. Ma być przyjemnie. Co prawda Dzień Kobiet kojarzy się nam słabo - z szarą komuną ubarwioną czerwonymi goździkami. Ale może zamiast na to narzekać, potraktujmy ten dzień jako przyczynek do marzeń: jak może wyglądać wymarzony dzień kobiety?

Poprosiłam redakcyjne koleżanki, by się wypowiedziały w temacie. Jedne odleciały totalnie, inne trzymają się mocno ziemi. Wiadomo - realizacja może być trudna, wręcz niewykonalna, ale przecież marzenia są po to, by je mieć, niekoniecznie muszą się tak po prostu jakiegoś 8 marca spełnić...

Poleżeć do góry brzuszkiem / fot. Agata PołajewskaPoleżeć do góry brzuszkiem / fot. Agata Połajewska

RedNacz

Nie żyję marzeniami, raczej staram się cieszyć tym, co mi się przydarza. Ale gdybym mogła sobie zaprojektować dzień, taki prezent dla samej siebie, to zawierałby on na pewno kilka kluczowych elementów:

- Miejsce: któreś z moich ulubionych miast. Może Berlin, może Londyn, może Wrocław. Żeby było ładnie, ciekawie, dużo się działo. Raz kawiarnia, raz park, raz kino, raz rower, raz koncert, raz bar. WSZYSTKO.

- Czas: musi być ciepło, więc lepiej lato niż wiosna. Poleżałabym na trawie, bo kocham leżeć. Na trawie.

- Osoby dramatu: kobiety. Wszystkie te piękne, mądre, inspirujące, ciekawe babeczki, z którymi uwielbiam spędzać czas w sposób właściwie dowolny. Byle z nimi przebywać i cieszyć się tym, jakie są inne, jakie podobne, jakie irytujące, imponujące, nieznośne i wspaniałe. Niektóre trzeba opieprzyć, inne pocieszyć, z jeszcze innymi wpaść w totalną głupawkę i chichrać się z byle czego.

- Rekwizyty: kawa, alkohol, szpilki i czerwone szminki.

- Efekty: mnóstwo ślicznych samojebek na Facebooka

Właściwie chyba sobie coś takiego zorganizuje. Może być w Warszawie. Zaczynam dzwonić do dziewczyn - a że jest ich z 500 (tych najfajniejszych) to chwilę mi zajmie. GIRL POWER!

Kwiatuszki zawszeKwiatuszki zawsze

Monika

8 marca chciałabym obudzić się wypoczęta i z nadzieją na pokój z poszanowaniem ludzkiej godności. Chciałabym nie mieć wyrzutów sumienia, że moja praca niekiedy tak niewiele ma wspólnego z mówieniem, czy pisaniem o rzeczach ważnych globalnie. Chciałabym, aby grasowanie wśród informacji o kosmetykach, nowych zapachach czy przeciwzmarszczkowych kremach było zwykłą przyjemnością, a nie ucieczką od tego, co teraz wypełnia moje serce i głowę. Chciałabym przytulić się do mamy, aby usłyszeć, że wszystko będzie dobrze. Chciałabym móc mieć pewność, że ta część mojej rodziny, która mieszka na Ukrainie, była bezpieczna, bliżej mnie.

W jednym z listów do przysłanych redakcji przeczytałam, że „życie jest zbyt poważne, żeby brać ja na serio”. Chciałabym móc czerpać z tego pociechę. Będę powtarzać je w głowie tak długo, aż poczuję smak tych słów.

Agata

Mój dzień kobiet byłby idealny, gdyby był zupełnie pozbawiony towarzystwa kobiet i rozmów o kobiecych sprawach. Chciałabym jeździć samochodem po pustkowiach. Dużo spać. I z nikim nie gadać. W prezencie mogę dostać róże z bekonu.

Nie mówić, nie zaczepiać. Odejść, nie wracać.Nie mówić, nie zaczepiać. Odejść, nie wracać.

Ania Oka

Idealny dzień, to taki, który mogłabym PRZESPAĆ W PUSTYM DOMU. Ponieważ taka odpowiedź jest za krótka i trochę aspołeczna, załóżmy, że jednak wstałabym około południa i przeszła do trybu piżamowego. Czyli nie ubieram się, niczego nie załatwiam, nic nie muszę, nigdzie się nie spieszę. Wczesnym wieczorem z przyjemnością przyjęłabym wymarzony prezent w postaci ogromnego głazu, najlepiej takiego o średnicy minimum dwóch metrów. Sama nie mam pojęcia, gdzie takie cudo kupić i jak przetransportować do ogródka, a od dawna śnię o własnej skale. Potem, już cała szczęśliwa, zjadłabym kolację przygotowaną z rzeczy, które lubię najbardziej i spędziła noc z mężczyzną, który rzeczoną kolację zrobił.

Rano następnego dnia... Oj, dobrze, przecież wiem. Czar się kończy o północy, wszystko znika, a Kopciuszek gubi swój niewygodny bucik i znowu leci przewalać ten groch z makiem. Ale mimo to rano dnia następnego, chciałabym dostać śniadanie i książkę do łóżka. To może się zdarzyć, bo następnego dnia jest NIEDZIELA. Ha!

Poleżeć na skale... / fot. Agata PołajewskaPoleżeć na skale... / fot. Agata Połajewska

Biurwa

Jak ma wyglądać mój wymarzony Dzień Kobiet? Puśćmy wodze fantazji i jazda. Skoro to „dzień kobiet”, to będą same dziewczyny. Wyjazd bez dzieci i facetów. Żadna z nas nie ma w tym czasie okresu ani PMS, ma być idealnie. Lecimy czarterowym samolotem na jakąś ciepłą, lecz nie gorącą wyspę. Taką z wodospadami, skałkami, na które można się wspinać, plażą z białym piaskiem oraz SPA z dyskretną obsługą. Do laguny przypływają delfiny, pluskamy się radośnie razem z nimi. Aha, zapomniałabym, na wyspie nie ma żadnych komarów ani innych gryzących robali. Są za to kolibry, papugi i miłe zwierzęta, które nie drą się o czwartej nad ranem. Czy wspominałam, że mieszkamy w kurorcie, do którego nie mogą przyjeżdżać dzieci? Otóż to. Żadnych wrzeszczących bachorów. Małe pawilony idealnie komponują się z krajobrazem. Cisza i spokój, spanie do 11, drinki z palemką i masaże o dowolnej porze. A teraz otwórzmy oczy i powróćmy do rzeczywistości, w której ucieszę się z różowych tulipanów (trzydzieści lat temu byłby to goździk i paczka beżowych rajstop!).

Aleksandra

Dzień Kobiet? Perfekcyjny? Widzę go. Nawet nie jest trudny do zrealizowania. Chcę spędzić cały dzień bez własnego gruźliczego rzężenia i irytującej słabości ciała oraz umysłu. Chcę nie gonić opętańczo żadnego dedlajnu, nie ponieść z tego powodu żadnych przykrych konsekwencji finansowych. Chcę nie odbierać żadnych telefonów i nikogo tym nie Urazić, ani nie Zaniepokoić. Chcę mieć Święty Spokój. Na jeden dzień.

No to może siup?No to może siup?

Domi

Nie marzy mi się żadne spa, masaże, mam poczucie, że to strata czasu jest. Pierwsza myśl? Że mogę wstać rano pójść na dobre śniadanie, do kina, spotkać się ze znajomymi, ale takie opcje mnie potem w ostatecznym rozrachunku dołują. Im milszy dzień wyjątkowy, tym bardziej niemiły jest powrót do normalności. Marzenie o tym, że ktoś opróżni zmywarkę i rozwiesi pranie bez JAKIEGOKOLWIEK informowania go o tym, że to TRZEBA ZROBIĆ - kaman, to żałosne marzenie które można skwitować komentarzem "to się da wszystko wypracować w związku, a te znowu marudzą, takie nieudolne". Marzenie o wyjeździe daleko? Łatwe do zrealizowania. Może o robieniu tego na co mam ochotę bez konsekwencji, żeby ten dzień był taki zupełnie wyrwany, nie, że ja sobie wrzucam na luz, a potem nadrabiam zaległości przez trzy tygodnie, bo mi się potem rozpirza dobre samopoczucie w chwilę i dłużej walczę z tym, żeby wstać z podłogi i dalej coś robić, niż taki wyryw jest tego warty. Wychodzi na to, że w idealny dzień kobiet mój mąż jest dla mnie miły, dzieci nie są uparte już od rana i chcą ubrać takie skarpetki jakie są, kanapki do szkoły robi ktoś inny, na obiad dostajemy talon, praca udaje się wykonać w planowanym czasie, nastrój się nie waha, a wieczorem jest czas na piwo i wyjście na fajny koncert bez wyrzutów, że wychodzimy z domu. Bo niestety w realu zawsze jest coś za coś.

Natalia

Chyba jestem strasznie przyziemna albo po prostu przepracowana jak ta kołchoźnica, ale mój wymarzony dzień kobiet wygląda tak: śpię do oporu, choćby i do 14. Wstaję i dostaję buziaczka, kawę i ciastko - najlepiej babeczkę kajmakową z mokotowskiej cukierni Krzyś albo eklera z krakowskiego Michałka. Co z tego, że to 300 km. Potem przez cały dzień obijam się z ukochanym chłopakiem i ukochanym psem - po parku, albo lesie, wyjazd gdzieś do ciszy i zieleni byłby super! Po południu - leżenie na kanapie i oglądanie filmów. Prezenty mile widziane, ale nieobowiązkowe. Najważniejsze jest miłe spędzenie czasu razem, na luzie. Może to brzmi banalnie, ale przy naszym rozjechaniu trybów pracy, taki wspólny dzień zdarza się raz na kilka miesięcy i naprawdę jest świętem.

Słodko i eleganckoSłodko i elegancko

Rączka

8 marca kojarzy mi się źle. Podobnie jak Walentynki. Absurdalne święto z absurdalnych czasów. Jedyną osobą, która je celebruje (z osób mi bliskich) jest mój tata, który zawsze kupuje mi z tej okazji czekoladę. Te wszystkie kwiaty, tulipany, goździki i hiacynty w doniczkach przynoszone paniom przez ich panów raz do roku to jakiś absurd. Ale niech będzie - jak mógłby wyglądać mój idealny dzień, jeśli mogłabym go sobie zaplanować / wymarzyć? Mój mały dzień MNIE?

1. Kino, które nieustannie pozostaje moją ukochaną rozrywką i nic się z nim nie równa. Jeden film to trochę mało, także niech będą dwa. Dobre filmy, bo na kiepskie szkoda mi czasu. I nowe, bo szkoda mi czasu na oglądanie filmu drugi raz. Drugi raz zawsze rozczarowuje. Ech, życie. Jest tyle filmów, które chciałabym obejrzeć drugi raz, ale chciałabym czuć to, co za pierwszym...

2. Przyjemny zabieg rewitalizująco-ujędrniająco-masująco-upiększający, czyli cokolwiek, byle tylko ktoś się mną czule zajął. Niech pomasuje, pogłaszcze, poklepie. Lubię to. Cały dzień zabiegów w SPA też wcale nie byłby najgorszym pomysłem. Kąpiel w kozim mleku, takie tam przyjemności Kleopatry.

3. Trening - mega wycisk. Zawsze. Głównie po to, żeby potem można było bezkarnie pójść na pyszną kolację.

4. Dobra kolacja w miejscu, gdzie jeszcze nie byłam - zawsze. Dobre jedzenie zawsze jest przyjemne. I wino też. Z kimś miłym, kto słucha.

Skoro wcześniej poćwiczone, można na legalu zjeść! / fot. Agata PołajewskaSkoro wcześniej poćwiczone, można na legalu zjeść! / fot. Agata Połajewska

Ja

Najchętniej bym gdzieś pojechała. W zasadzie to nie jest nawet takie ważne dokąd, choć miejsce docelowe może być wyposażone w elementy dające mi poczucie błogości: kominek i wielka wanna. Dość ważne jest samo jechanie, bo bardzo lubię być w podróży, oczywiście z założeniem, że ktoś, kto jedzie ze mną jest dobrym kierowcą, umie i pogadać, i pomilczeć, a także, co najważniejsze, nie wpienia go, że prawdopodobnie po godzinie przysnę i obudzę się dopiero u celu. To podróżowanie jest fajne, bo czuję wówczas, że oddalam się od różnych niefajnych spraw i one z dystansu są małe i zabawne, a jak się człowiek nie będzie przyglądał zbyt wnikliwie, to w ogóle jakby zanikają.

A jak już tam będę, to najpierw poleżę w tej wannie, w pianie, świeczki pachnące sobie pozapalam, by było jak w reklamach, które obrazują raj mycia głowy. Może sobie poczytam, najprawdopodobniej trochę przysnę. A potem sobie poleżę przy kominku, na jakiejś wygodnej leżance. I też może poczytam, choć (też) prawdopodobnie szybko zasnę. Bo chyba mi na tym przedwiośniu przede wszystkim na Dzień Kobiet snu trzeba.

A Wy? Jak sobie wyobrażacie swój wymarzony dzień?

Więcej o: