Bądź idealna albo cię wyśmieją

"Idealne? Niekoniecznie. Chociaż w "Tańcu z gwiazdami" znane Polki schudły nawet po kilkanaście kilogramów, na tych zdjęciach zobaczycie, że nie wszystko było idealne." - Dokładnie tyle tekstu towarzyszyło materiałowi z Plotka, a na licznych zdjęciach można było podziwiać fałdy, cellulit, obwisłe pośladki. Na zbliżeniach. I mi ciśnienie skoczyło.

Im jestem starsza, tym więcej rzeczy mnie irytuje - powiedziałam ostatnio moim redakcyjnym koleżankom. Irytują mnie nawet rzeczy, które właściwie nie powinny mnie obchodzić, bo dzieją się gdzieś na obrzeżach mojego świata. Ale wystarczy, że dostrzegę je kątem oka i koniec - jestem wkurzona. Może dlatego, że czuję, że jest w tym ukryte jakieś ostrze. I ono jest wymierzone także we mnie. A ja nie lubię jak ktoś do mnie mierzy z broni - nawet białej.

Dlaczego tak zirytował mnie materiał z Plotka? Od lat nie oglądam telewizji, choć "Taniec z gwiazdami" oczywiście kojarzę, jak i większość wymienionych z nazwisk (i pokazanych w detalu) pań. Znam, ale nie budzą we mnie emocji. Nie oglądam, nie śledzę, nie ekscytuję się. Nie interesuje mnie większość plotkarskich doniesień: kto, gdzie, w co ubrany i dlaczego tak brzydko (no chyba, że jest to robione z głową, znajomością rzeczy i rozbrajającym humorem jak w Go Fug Yourself). Pomijam te newsy, traktując je jak informacyjny szum. W link do Plotka pewnie też bym nie kliknęła, gdybym nie trafiła na niego na facebookowym profilu kolegi - moją uwagę przykuł komentarz: "Ten tekst idealnie pokazuje, że kobieta może być prezentowana w mediach wyłącznie jako zbyt gruba lub zbyt chuda." Zgadzam się z tą opinią - medialnym obowiązkiem kobiety jest bycie idealną: żadnych fałdek, żadnych wystających kości. Równo odlany plastik bez jednej zmarszczki! A nie, że ta ma za dużą pupę, druga nie może się pozbyć boczków, a trzecia jest tak chuda, że jej biust zanika.

Ma być idealnie! Trenujesz? To chudnij! Jesteś chuda? A ten cellulit, to skąd? Urodziłaś dziecko? Wróć do poprzedniej figury jak najszybciej! Starzejesz się? Jak śmiesz! Wszystkowidzące oko kamery uchwyci każde omsknięcie, każdą niedoskonałość i użyje jej po to, by się można było z ciebie pośmiać - żebym JA się mogła z ciebie pośmiać. Że tu ci zwisa, tam wystaje, tu masz głupią minę, a tam prześwitują ci cycki. HAHAHAHA - bardzo śmieszne. Powiem szczerze, że moje współczucie dla wyśmianych celebrytek jest umiarkowane - widziały gały co brały i jakie reguły rządzą celebryckim show-bizem. Bierze się w tym udział, inkasuje kaskę i odcina kupony - płaci się cenę. Czysta (no powiedzmy) gra.

Złości mnie co innego: że jak już się pośmieję z tych obwisłych tyłków i za grubych brzuchów, to zostanę sama ze sobą. Zupełnie nieidealną: za niską, z wystającym brzuchem, niewydepilowanym bikini albo jakąś jeszcze inną niewybaczalną obrazą obowiązujących reguł. I będzie mi nieprzyjemnie. I będę się wstydzić: za grubej kostki, cellulitu na łokciu, tłuszczu na łopatkach. Jakby groziło mi, że za chwilę moje zdjęcie ze zbliżeniem na nieapetyczny mankament pojawi się w jakimś internetowym serwisie. Skoro te naprawdę ładne kobiety mogą być obiektem kpin, bo niby schudły podczas treningów, ale ciała wciąż mają nieidealne, to co powiedzieć o mnie? Albo o jakiejkolwiek innej równie niedoskonałej babce? Każdej, ale to każdej można czymś dokuczyć. A to ząbek krzywy, a to ucho odstające, brzydka pięta, za masywne udo. Laska generalnie jak marzenie, ale wiecie TO UDO - pokażmy je na zbliżeniu, żeby nikomu nie umknęło. No i dziwić się potem, że normalne dziewuchy żyją w przekonaniu, że CAŁY ŚWIAT CAŁY CZAS gapi się na to, co tam akurat mają jakieś NIEIDEALNE. Za duże, za małe, za krótkie, za grube. Gapi się i rży, i palcem pokazuje, wołając kolegów.

Nie jest łatwo żyć z taką presją wyglądu. Niektórzy się temu poddają - zwłaszcza ci, którzy chcą ZAISTNIEĆ w owych niełaskawych dla przejawów braku perfekcji mediach. Inni walczą o swoje prawo do bycia niedoskonałym i nieocenianym na tej podstawie. Jak ta odważna, wspaniała kobieta, o której pisała niedawno Natalia. Albo jak Lena Dunham, która konsekwentnie walczy z przymusem medialnej doskonałości, pokazując swoje własne, niedoskonałe ciało - nago. I nagle okazuje się, że ten jej okrągły brzuch, szerokie biodra, lekka nadwaga nie mają żadnego znaczenia w kontekście historii opowiadanych przez nią w serialu "Dziewczyny". Są jak jeszcze jeden element dekoracji - czy zwracamy uwagę na to w jakim stylu jest nóżka stołu, na którym bohaterowie uprawiają seks? Czy jest gruba, czy chuda, czy może zakrzywiona? Nie, śledzimy relację między bohaterami, to one budzą w nas emocje. A nie to, że jedna dziewczyna jest mniej zgrabna od drugiej. Bo że jakiś aktor ma wydatny brzuszek albo zapadnięta klatę, to jakoś nikogo nie bulwersuje...

Naturalnie, również Lena spotyka się oporem, że taka gruba, taka brzydka, że gdzie się pcha (choć czasem wręcz przeciwnie: bywa, że mają do niej pretensje, że pozwoliła odpicować w Photoshopie swoje zdjęcia z jakiejś prasowej sesji i jej jakieś fałdki zniknęły). Ale wątpię, by ktoś próbował ją wyśmiać tak, jak Plotek te nieszczęsne tańczące gwiazdy. Nie tylko dlatego, że Lena nie jest typem celebrytki znanej z pokazywania się w mediach - ma na swoją obronę cały ogromny i trudny do zakwestionowania talent, nagrody i uznanie. Także dlatego, że ona już wszystkie swoje zwisy i cellulity pokazała - trochę na zasadzie środkowego palca. Niniejszym ten gest dedykuję.

Więcej o: