Klub Książki Focha wita na "Długiej ziemi" Terrego Pratchetta i Stephena Baxtera

Przed napisaniem tego tekstu przeczytałam powieść dwa razy. Przy pierwszym czułam się jakbym z Pratchetta dostała tylko ziemniaka. Podczas gdy całą resztę zagarnął dla siebie Baxter. Zły, niegrzeczny, zachłanny Baxter. Co z tego, że genialny, skoro zepchnął Sir Pratchetta na drugi plan, podczas kiedy Sir Pratchett jest przecież pępkiem świata? Świata Dysku oczywiście. Tak, wiem, że dziś jesteśmy na Długiej Ziemi, ale i tak spodziewałam się więcej klimatów pratchettowskich.

Książkę czytałam dawno temu, tuż po jej premierze, więc z okazji pisania recenzji postanowiłam ją sobie przypomnieć. A tak szczerze to jako fanatyczna wielbicielka Terrego bałam się własnej stronniczości. Dlatego zdecydowałam się odrzucić osobiste ograniczenia i przeczytać „Długą Ziemię” jeszcze raz, bez jęczenia, że „za mało Pratchetta w Pratchecie”, jak to podsumowały dziewczyny w naszej redakcji. Swoją drogą, ciekawe, czy wielbiciele Baxtera też czują w powieści niedosyt swojego mistrza?

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie głównym plusem tej powieści jest KROKER - wynalazek, dzięki któremu poruszanie się między światami równoległymi staje się dziecinnie proste. Ponieważ jestem bardziej fantasy niż science fiction, bałam się, że Baxter z tymi swoimi naukowymi dyplomami z matematyki i inżynierii zamęczy mnie branżowymi opisami akcji z przekraczaniem i mnożeniem się alternatywnych przestrzeni. Tymczasem wykraczanie z krokerem jest prostsze niż ugotowanie obiadu - to drugie wymaga znacznie większej ilości ziemniaków.

Robisz to tak. Wchodzisz do internetu, patrzysz na schemat krokera, kupujesz części za kilkanaście złotych, przełącznik i kartofla. Łączysz to wszystko zgodnie z instrukcją, robisz klik i w ułamku sekundy z zagraconego mieszkania w centrum miasta, przenosisz się w nieskażony ludzką nogą kawałek natury. Prawdopodobnie powitasz ten cud wymiotami, ale nie przejmuj się, tak reaguje większość ludzi. Jesteś na Zachodniej Pierwszej. Nie bardzo ci się tu podoba? Pada? Komar przeleciał tuż obok nosa? Liczba stokrotek u stóp się nie zgadza? Ktoś już tu wymiotował przed tobą? Nie marudź. Zrób kolejny krok, następny, tysięczny. ZIEMIA jest naprawdę DŁUGA.

Długa drogaDługa droga

Gdzie jesteś? Nadal na naszej planecie. Właściwie na jednej z kopii, którą od wersji podstawowej różni to, że nie została zepsuta przez człowieka. Jeszcze. Niestety od Dnia Przejścia - czyli chwili gdy tysiące dzieci, a za nimi dorosłych wykroczyło po raz pierwszy - Długa Ziemia zaczęła się zaludniać. Wprawdzie na razie ludzkich skupisk jest niewiele i przypominają bardziej miasteczka w stylu Dzikiego Zachodu, ale proces cywilizowania nowych terenów przebiega niesłychanie szybko. Na ziemi podstawowej zostają głównie bogacze i fobicy - ludzie, którzy przekraczać nie potrafią.

Wśród pionierów zasiedlających Długą Ziemię przodują wybrańcy, którzy potrafią przekraczać bez krokerów, nie wymiotują, a na innych ziemiach czują się lepiej niż na tej, z której wyruszyli. Taki jak na przykład Joshua Valiente. Miałam napisać, że Joshua jest głównym bohaterem opowieści. Bo jest. Chyba. Bo znacznie ciekawszy wydaje się jego towarzysz, Lobsang. Pierwszy komputer, który udowodnił w sądzie, że jest człowiekiem.

Kiedy czytałam książkę po raz drugi, uświadomiłam sobie, że właściwie cały czas czekam na akcję. Nie żebym się nudziła. Ale poważnie - mam wrażenie, że w powieści nie dzieje się nic konkretnego. Znajdziemy tu wspaniałe, misternie skonstruowane opisy sytuacji, miejsc i bohaterów. Trochę dobrych dialogów. Kilka ciekawie zawiązanych wątków drugoplanowych. I wielką podróż, która mimo swojej niezwykłości przypomina spacer po ZOO - widzimy całą tą egzotykę, ale nie wchodzimy w interakcję. Tak właśnie zachowują się postaci z powieści. Przyglądają się Długiej Ziemi, poznają ją, zwiedzają, jakby dopiero szykowały się do przygód czekających je w - hmmm - kolejnej książce?

Sumując: „Długa Ziemia” wydaje się być jedynie wstępem do tego, co pisarze zdecydują się opowiedzieć nam w częściach kolejnych. I na tym chyba polega geniusz tej powieści: przeczytałam 358 stron wstępu, nie znudziłam się i przebierając nóżkami czekam na ciąg dalszy.

Tyle ode mnie. Liczę na Wasze opinie. Zwłaszcza jeśli kochacie Baxtera - ciekawa jestem jaki jest odbiór książki z drugiej strony barykady.

Od Redakcji: Czekamy też na Wasze teksty o "Długiej Ziemi" - najlepsze opublikujemy, zaś autorów będziemy nagradzać kodami na e-booki z Publio. A jeśli nie czytaliście jeszcze książki, możecie ją kupić w promocyjnej cenie >>

Więcej o: