12 powodów, dla których warto zmienić pracę

Uważam, że najłatwiej jest zmienić pracę, gdy dobrze sobie w obecnej radzimy. Nad głową nie wisi bat nieuchronności ani widmo zwolnienia. Spokojnie rozsyłamy CV to tu, to tam, badając nowe terytoria. Rozmowy o pracę obarczone są mniejszym poziomem stresu.

Niestety kiedy jest dobrze, albo wydaje się nam, że jest dobrze, to wcale nowej pracy nie szukamy, wyznając zasadę, że nie zmienia się zwycięskiego składu drużyny. Nie mówię, że ta koncepcja jest zła, ale w obecnych czasach, warto nawet z czystej ciekawości sprawdzić swoje szanse na rynku pracy. Pójść na kilka rozmów w roku, choćby po to, żeby zobaczyć czy nie trafi się nam ciekawa okazja do zmiany.

Są jednak sygnały alarmowe, które powinny nas skłonić do poważniejszego zastanowienia się nad sensem żeglugi wciąż pod tą samą banderą.

Mobbing. Przełożony cie poniża i szantażuje zwolnieniem. Publicznie cię ośmiesza i krytycznie ocenia każdą twoją pracę, nawet jeśli na nią nie spojrzy. Używa wulgaryzmów, wyśmiewa się z twojego wyglądu, pomysłów oraz życia prywatnego. Nagrywaj wszystko i uciekaj.

www.dilbert.comwww.dilbert.com

Nienawidzisz swojej pracy. To co robisz wydaje ci się koszmarnie nudne, nieciekawe bądź obrzydliwe. W pracy czujesz się mentalnie pobrudzona i nieszczęśliwa. Od momentu przekroczenia progu firmy myślisz tylko o tym, kiedy stąd wyjdziesz. A wychodząc masz moralnego kaca.

Nie lubisz swoich współpracowników i szefa. Uważasz ich za bandę idiotów. Atmosfera w pokoju jest tak gęsta, że można ją kroić tępym nożem. Siedząc w oparach jadu zastanawiasz się czy nie przesiąkasz tym zapachem. Masz wrażenie, że każdy tylko czeka na twoje potknięcie.

Firma nie płaci na czas. Jeśli zdarzy się to raz, zaciskasz zęby. Kolejny raz i zaczynasz oszczędzać. To już nie chodzi o to, że nie kupujesz dzieciom czekolady podczas każdej wyprawy do sklepu (dzięki temu zaoszczędzisz też na dentyście), tylko kombinujesz jak przetrwać do pierwszego. Wybór między zacierkową a cienkim rosołkiem na kurzych łapkach przestaje ci się podobać już po tygodniu. Przypominanie o wypłacie, proszenie o coś, co ci się prawnie należy jest co najmniej krępujące. Przynajmniej dla mnie było. Jeśli to nagminny proceder, to nie ma co się czarować. Szef ma w nosie twoje prawa i przepisy.

Metoda kija i marchewkiMetoda kija i marchewki

Twoja praca ma negatywny wpływ na twoje zdrowie i życie rodzinne. Jesteś tak zestresowana, że po przyjściu do domu wyładowujesz negatywne emocje na mężu i dzieciach. Robisz awantury o byle bzdurę i przenosisz nerwową atmosferę z pracy do domu. Zatruwasz siebie i swoich bliskich. W dodatku fundujesz sobie wrzody, problemy z hormonami i permanentne bóle głowy.

Przespałaś się z szefem. Był to jednorazowy numerek, po którym pozostał niesmak i wyrzuty sumienia. Mógł to być ewentualnie krótki romans z efektownym zakończeniem w postaci zdemaskowania przez żonę szefa. W dodatku szef był na tyle taktowny, żeby podzielić się tą radosną nowiną z pozostałymi współpracownikami. Przez jakiś czas masz wysoką pozycję w rankingach popularności, ale nie ma co ukrywać - takie historie rzadko mają szczęśliwe zakończenie, a opinia będzie się za tobą ciągnąć do emerytury.

Korporacyjna kultura twojej firmy jest dla ciebie koszmarem. Garsonka zaczyna uwierać, przeszkadza ci to, że wszyscy używają korposlangu, potajemnie onanizując się tą nowomową. Masz wrażenie, że jesteś w jakiejś sekcie albo bierzesz udział w podejrzanym eksperymencie psychologicznym. „Z każdym dniem malała przyjemność obcowania z tą specyficzną, betoniarkowo-buraczano-kokosową kulturą korporacyjną”. Tak czuł się Jacek Karnowski i odszedł z „Uważam Rze”.

Przełożeni nie wykorzystują twojego potencjału. Miałaś zajmować się audytem, a przesunęli cie do działu archiwizacji. Przestałaś chodzić na ważne spotkania. Zamiast tego, musisz sporządzać codziennie 8 raportów, teoretycznie średnio jeden na godzinę. Jesteś bystra i wymyśliłaś fajne makro, więc wykonujesz to zadanie w ciągu godziny. Proponujesz szefowi, że pozostałe 7 godzin możesz wykorzystać na bardziej kreatywne zadania. W odpowiedzi słyszysz: „Nie szalej”. Nie dostajesz już żadnych dokumentów do opiniowania, nikt nie pyta się ciebie o zdanie. Zostałaś odstawiona na boczny tor, jak przestarzała lokomotywa. A jednocześnie wiesz, że masz świetne pomysły i energię, która się marnuje.

Dojeżdżasz do pracy 2 godziny w jedną stronę. Tak, tracisz cztery godziny dziennie w podróży. Tygodniowo daje to 20 godzin. Czyli spędzasz 1200 minut w korku albo w pociągu i do tego w stresie pt. „czy zdążę?”. Co innego ciekawszego mogłabyś zrobić w tym czasie? Może poszukać firmy, która jest bliżej.

Przestałaś się rozwijać. Od 3 lat tkwisz w tym samym miejscu, na tym samym stanowisku, przy tym samym biurku. Dzień w dzień powtarzasz te same czynności. Rutynowo i beznamiętnie, jak robot. Czasem masz wrażenie, że zrosłaś się ze swoim pokojem.

Wypaliłaś się. Masz wrażenie, że się powielasz, że jesteś wielkim kserem. Towarzyszy ci zmęczenie, stres i przekonanie, że nic nowego nie jesteś w stanie wymyślić. W dodatku przyglądając się karierom znajomych wydaje ci się, że toniesz w morzu jałowej bylejakości.

Masz dodatkowe obowiązki, ale ruchów na koncie nie widać. Myślałaś, że to manna z nieba, że powierzając ci dodatkowe obowiązki szef obdarzy cię dodatkową gotówką. Niestety to tylko marzenia. Uznaniem pracodawcy i satysfakcją z realizacji ambitnego projektu nie spłacisz kredytu.

Odeszłam z poprzedniej firmy, ponieważ szefowie notorycznie zalegali z wypłatą, poza tym czułam się już totalnie wypalona. W innym przypadku zrezygnowałam ze względu na koszmarną atmosferę. A Wy? Jakie powody skłaniają Was do zmiany pracy?

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: