Jestem chomikiem - wesołe życie zbieracza

Jakiś czas temu natknęłam się gdzieś na termin "syllogomania". Pomyślałam, że to taka ładna nazwa, na pewno na określenie czegoś przyjemnego. Termin ten co prawda oznacza chorobliwe zbieractwo, takie, które utrudnia życie i nadaje się do leczenia, ale za to przeszło mi do głowy, by zastanowić się, co ja zbieram. Tak zdrowo, nie patologicznie przecież.

Bardzo mi imponują ludzie, którzy potrafią cały swój dobytek zmieścić w jednej walizce. Są super mobilni, nie są uwiązani przez setki różnych niepotrzebnych rzeczy. Gdy coś się znudzi, wyczerpie, stanie bezużyteczne - pozbywają się bez sentymentu. Mają kilka potrzebnych ciuchów, przedmioty, których rzeczywiście potrzebują i używają. Nie mają tysiąca pierdół, które są bardzo ważne, bo „dostałam to od mamy, jak miałam 8 lat i mam miłe wspomnienia”, „tej spódnicy nie noszę od dekady, ale mój pierwszy chłopak mnie po raz pierwszy pocałował jak miałam ją na sobie”, „to jest mój ukochany długopis, którym pisałam maturę - widzisz jaki wygryziony na końcu” (mogłabym tak długo).

Imponują mi ci minimaliści, ale i trochę mi smutno, jak sobie pomyślę, że nie mają tych miłych momentów w otoczeniu tych wszystkich sentymentów, które ja tak lubię. Oczywiście - na pewno mają szereg innych miłych momentów i w ogóle nie odczuwają braku tego, co jest dla mnie cenne. Ale i tak im jakoś trochę współczuję, bo ja lubię sobie czasem powspominać. A przedmioty są bardzo do tego potrzebne.

Każdy z nas coś tam sobie po cichutku (albo i jawnie i głośno) zbiera. No dobra. Prawie każdy. Ale jak się zastanowimy, sięgniemy pamięcią do zamierzchłych czasów dzieciństwa, to myślę, że coś się zawsze znajdzie, co, choć przez moment, było zbierane. Ja na przykład pomyślałam sobie: ok, zbieram bilety do kina, ale nic więcej. A potem się zastanowiłam i wyszło mi, że parę zbiorów w moim życiu powstało.

Co kryje pudełko ze skarbamiCo kryje pudełko ze skarbami

Karteczki

Gdy byłam w początkach podstawówki była wielka moda na zbieranie karteczek - takich z notesików, które miały każdą stronę zadrukowaną takim samym wypłowiałym obrazkiem, co w oryginalnych kolorach zdobił okładkę. Kupowało się takie małe albumy do zdjęć i tam super delikatnie wkładało za „szybkę” pojedyncze egzemplarze. Te najrzadsze i najlepsze chodziły w wymiankach po dziesięć a nawet więcej sztuk innych.

Bardzo długo się opierałam tej modzie, bo wydawało mi się to strasznie bzdurne - po co zbierać kartki, po których normalnie się pisze? Ale kiedy już wszystkie koleżanki wsiąkły, nie mogłam być poza systemem. Zaczęło się żebranie o drobne i kupowanie notesików, a następnie ustawki na przerwie, by wymienić się na inne. Miałam strasznie w plecy, przez to, że zaczęłam z opóźnieniem, bo niektóre były już nie do zdobycia. Ale i tak z rok chyba siedziałam w tych karteczkach po uszy. Potem wszystko poszło zapewne do śmieci. Nieznane mi są dalsze losy moich „klaserów” z karteczkami.

Fotki idoli

Nie ruszali mnie ani Kurt Cobain, ani chłopięta z Backstreet Boys czy z Kelly Family. Nie słuchałam, nie interesowałam się. Wiernie za to zbierałam zdjęcia Ace of Base. I umiałam zaśpiewać wszystkie ich piosenki angielszczyzną hłaj-hłaj, czyli nie mając pojęcia o czym śpiewam, ale odtwarzając wiernie każde słowo. Zeszyty wypełnione wycinkami z BRAVO i POPCORNU poszły już dawno do śmieci, ale jak sobie teraz przypomnę z jaką anielską cierpliwością moi kochani rodzice kupowali mi te szmatławe czasopisma... Wzruszenie.

Moje zeszyty się nie ostały, ale dziś jest przecież wujek internet / www.aceofbase.plMoje zeszyty się nie ostały, ale dziś jest przecież wujek internet / www.aceofbase.pl

Minerały i inne kamyki

Bardzo ich również podziwiam, że dali się ponieść kolejnej mojej pasji, którą było zbieranie kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Jeżdżenie na targi minerałów, kupowanie różnych kolorowych kamyków - na szczęście dość malutkich okazów, więc nie była to pasja, która mogła doprowadzić rodzinę do ruiny finansowej. Gorzej było ze sprzątaniem tego wszystkiego, bo wyjątkowo chętnie kurzem się pokrywało co chwila. Ale za t jak zjawiskowo wyglądało! Gdzie jest dziś moja kolekcja? Ha! Też bym chciała wiedzieć...

Butelki po perfumach

Jakoś chyba równolegle z minerałami zaczęłam zbierać butelki po perfumach. Zaczęło się, jeśli mnie pamięć nie myli od takich mikrych flakoników, które czasem dawali w perfumeriach przy zakupie - nie chodzi mi o próbki w takich małych próbówkach, ale o malutkie wersje dużych butelek. Dostałam chyba taki zestaw od kogoś i tak się zaczęło zbieranie też tych dużych, ale z powodów finansowych - pustych. Wszyscy byli w to zaangażowani, cała rodzina i mnóstwo znajomych znajomych. Dostarczano mi imponujące ilości flakoników, po jakichś dwóch latach miałach tych butelek kilkaset. Myślę, że to ładnie rozwiązywało problem wielu osób, którym trochę żal było wyrzucać ładną, jeszcze pachnącą, choć już pustą butelkę po ulubionym zapachu. A tak - gdzieś była dziewczynka, która z podnieceniem czekała na takie dary. I to byłam ja. Z czasem świetnie wyćwiczona w odgadywaniu zapachów dziesiątek perfum. To był też niezły szpan, tak sobie teraz myślę - powiedzieć komuś: o, jak ładnie pachniesz, czy to perfumy X? I zdziwienie, bo to nie taki częsty zapach, jak się okazywało. I racja - bo buteleczkę zdobywałam niełatwo. Jesteście ciekawi, gdzie to wszystko trafiło. No właśnie. Pewnie tam, gdzie minerały...

Herbaty

Jako nastolatka miałam też epizod z herbatami. Totalnie nie pamiętam jak zapoczątkowałam kolekcję. Chyba gdzieś w odwiedzinach, pijąc pyszną herbatę, spytałam co to i dostałam saszetkę do zaparzenia. I jakoś potem poszło. Miałam duże pudełko wypełnione torebeczkami herbacianymi, zapach nie z tej ziemi. Nie zbierałam ich jakoś bardzo długo, w pewnym momencie po prostu zrobiłam z nich właściwy użytek: wypiłam sobie dzień po dniu, aż pudełko zostało puste.

Moja historia kinaMoja historia kina

Bilety do kina

Bilety zbieram do dziś. Zaczęłam niemal na początku mojego chodzenia do kina, ale niestety nie zupełnie na początku, więc nie mam np. biletu na „Śpiącą królewnę” Disneya - pierwszy film, na którym byłam jako malutka Gosia. Mam jednak pokaźny zbiór. Lubię sobie co jakiś czas przejrzeć - na czym to ja nie byłam w kinie w swoim życiu. Kończy się często na srogim zadziwieniu, bo wielu filmów nie pamiętam lub nie kojarzę po tytule. Minus tej kolekcji jest taki, że niektóre bilety, zadrukowane na słabym papierze jeszcze słabszym drukiem, wypłowiały do tego stopnia, że zupełnie już nie widać, co to było za dzieło sztuki filmowej.

Pokaźnego pudła z kolczykami - kupnymi i samodzielnie wykonanymi nie podaję jako przykładu zbieractwa, bo to przecież co innego, prawda?

To tyle ja. A Wy? Co zbieraliście lub zbieracie?

Więcej o: