Co kobiety chcą wiedzieć o męskim spojrzeniu na seks?

Linda śpi zmęczona wspólnymi igraszkami, więc mogę wreszcie dorwać się do komputera i coś napisać. Miejsca i czasu do dyspozycji niewiele, na kącik ?Wszystko co chciałybyście wiedzieć o męskim seksie, a bałyście się zapytać? na pewno nie wystarczy...

Larry LovelaceLarry Lovelace

Błąka mi się jednak po głowie pytanie, które ostatnio zadała znajoma: „Na co faceci w sumie patrzą w czasie seksu?”

Bo, że patrzą to pewne. Jak wiadomo w przewadze są wzrokowcami, dlatego przemysł zdjęć i filmików robi na nich grube miliony. Ale zostawmy porno w spokoju, w czasie seksu przeważnie na nie nie patrzą (choć zdarza się, nie powiem).

Na co więc? Jeśli dziewczyna spyta o to chłopaka, usłyszy zapewne „Yyyy na Ciebie” albo w wersji ciut romantyczniejszej „W twoje oczy”. I choć brzmi to jak tania wymówka i tekścik rodem z romantycznych komedii, to często jest najprawdziwszą prawdą. Zaskoczony pytaniem facet nie ma nawet za bardzo czasu myśleć nad wymówką, a poza tym pytanie często pada w trakcie lub tuż po, a ciężko o moment, gdy mężczyzna jest bardziej szczery wobec wybranki. Ciężko kręcić, gdy rozkosz z wolna wypełnia każdy centymetr ciała.

Tak, drogie Dziewczyny, patrzymy na Was, bo gdy leżycie w naszych ramionach, to świat ogranicza się właśnie do Was. I stąd wielu facetów nie ma nic przeciwko pozycji misjonarskiej albo z partnerką na górze - bo wtedy kontakt wzrokowy jest zachowany, można się objąć, przytulić, zetknąć nosami i całować do utraty tchu. Dosłownej. Utarło się, że faceci uwielbiają pozycję na pieska, bo jest władczo i zwierzęco, szybko i jak w filmach. Owszem, jest i jeszcze można sobie popatrzeć na plecy i tyłek partnerki. Ale nie zawsze. Bo czasem chce się dziewczynie popatrzeć w oczy. Zwłaszcza w tych ostatnich chwilach, gdy lekko zachodzą mgłą i wskazują na to, że właścicielka uroczych oczu właśnie odleciała.

I tu pojawia się ważna kwestia: „jak patrzą?”. Bo gdy kobieta słyszy „Na Ciebie” to wpada w lekki popłoch. Bo on patrzy, z bliska i pewnie widzi te wszystkie zmarszczki, fałdki i niedoskonałości, które na co dzień skrywają ciuszki i makijaż, ale w łóżku nie skrywa już nic. Stąd zamiłowanie do półmroku (spoko), a nawet mroku (przesada) albo spowijania się w pościel. Która choćby nie wiem, jak satynowa i gładka była, to dobrze sprawdza się chyba tylko w tych filmach, gdzie reżyser chce pokazać seks, ale jednocześnie chce, żeby go w telewizji wyświetlili o 20. Tam funkcjonują dziwne kołdry w kształcie litery L, która faceta pokazują od pasa w górę, a kobiecie ledwie głowa spod nich wystaje. W normalnym łóżku zwyczajnie przeszkadzają i w trakcie pierwszej fazy macanek zostają zepchnięte w róg lub na podłogę.

Zapewniam Was jednak, Moje Drogie, że nawet jeśli kołdry na kopach wylecą z łóżka, piżama lub bielizna wylądują po ścianą, a seks odbywa się w pełnym słońcu na białym jak śnieg dachu wieżowca (ciekawa wizja), to facet nie będzie analizował waszych fałdek, zgrubień, bruzdek. Po pierwsze dlatego, że połowa widoczna jest tylko przez krytyczne szkło powiększające zamontowane na stałe w Waszym oku. Po drugie: w czasie seksu liczy się chemia. Jeśli ona zachodzi, to fala endorfin i tak zalewa mózg. Napalony samiec nie ma czasu na rozglądanie się - widzi te fragmenty, które sam chce widzieć - uroczą różową obwódkę dookoła sutka, seksowne piegi na ramieniu, kuszące zagłębienie między udem a brzuchem. A jeśli chemia jest intensywna, to wszystko widzi w szybkich ujęciach i w różowych barwach. Dobry seks działa jak różowe okulary - wszystko w trakcie i tuż po wydaje się piękniejsze. A zwłaszcza kobieta, która właśnie sprawiła, że obydwoje polecieliście na księżyc i z powrotem. No chyba, że chemii nie ma - wtedy faktycznie samiec zacznie się nudzić, rozglądać i szukać dziury w całym. Nie, nie tej, której powinien. Albo będzie gapił się w ścianę i myślał, że wymaga pomalowania (jeśli własna) albo że kolor bez gustu (jeśli cudza).

Pomijam też przypadki uroczych okularników, którzy dobrze wyglądają w swoich grubych oprawkach, ale bez nich z bliska widzą tyle, co przez zaparowaną szybę. Ci z pewnością nie dostrzegą cellulitu czy pieprzyka.

Nie wolno też zapomnieć, że faceci patrzą też na siebie. I nie mówię tylko o pozycji na pieska i patrzeniu w dół na punkty styku i to, co tam się dzieje - bo to swoją drogą jeden z bardziej podniecających widoków. Patrzą na siebie narcystycznie, zadowoleni z własnego wyglądu, bo właśnie zagwarantował im miejsce w łóżku obok fajnej laski i dobrego bzykanko. Ale też krytycznie, bo sami nie są pewni, czy partnerka właśnie nie zauważyła, że ten sześciopak to taki nieistniejący, a zarost nierówno ogolony. Pomijam już, że często połączone jest to z zastanawianiem się: „Czy jej dobrze?”, „Czy rytm w porządku?”, „Czy dobrze mnie czuje?” . Naprawdę ciężko wtedy o oglądanie partnerki i analizowanie braków.

Faceci patrzą z namiętnością, co nie zawsze znaczy, że widzą wszystko. Inna sprawa, o czym myślą Ale to już temat na inny tekst

Więcej o: