Siła kontra niemoc. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni

Ona ma siłęęęęęę, nie wiesz jak wielkąąąąąą. Tak śpiewała Anita Lipnicka, a przygrywał jej zespół Varius Manx. No więc będzie o sile, bo to fochowy temat na kwiecień.

Z piosenki Varius Manx nic więcej nie pamiętam, ale to żadna nowość. Pani Anita śpiewała o jakieś ONEJ, ale ja tą Oną nie jestem, bo ja nie mam siły. Serio. Od małego nie miałam siły w łapkach, nie umiałam podciągnąć się na drążku do ćwiczeń i nie umiałam wisieć na trzepaku. Jedyne, co mogłam zrobić, to zwis-kiełbaskę, tak chyba to się nazywało. Jak już dorosłam i zamieniłam trzepak na siedzenie na ławce, to mogłam lepiej ukrywać swój brak siły. Dopiero po dwudziestu paru latach odzyskałam siłę w rękach i zaczęłam fikać na rurce. Co prawda ostatnio zaniechałam ćwiczeń, ale coś czuję, że niedługo do nich powrócę.

SIŁASIŁA

Nie mając siły fizycznej postanowiłam posiąść siłę psychiczną i co się okazało? Otóż posiadam taką, ale w stopniu ograniczonym.

Nie przepadam za zmianami, tracę kontrolę nad sytuacją, powtarzam te same błędy, spodziewam się natychmiastowych rezultatów i pewnie jeszcze coś by się znalazło. Z drugiej strony nie mam poczucia, że coś mi się należy, nie boję się samotnie spędzać czasu - ba! nawet to lubię, cieszę się z sukcesów innych, nie skupiam się na przeszłości. No i chyba najważniejsze potrafię podnieść się z naprawdę ciężkiej porażki. Tutaj przyznaję się bez bicia, że bywały momenty, kiedy musiałam - muszę prosić o pomoc.

Proszenie o pomoc bywa bardzo trudne i chyba trzeba mieć po prostu dookoła siebie tak wspaniałych ludzi, jakich ja mam. Myślę, że można być silnym na różne sposoby i czasami właśnie największą siłą jest przełamanie własnych obaw i lęków związanych z prośbą o pomoc.

O ile jeszcze prosisz bliskich o pomoc, to może to być łatwiejsze, ale jak masz iść i prosić obcuchów, no to łatwo nie jest. A może wręcz odwrotnie? Może właśnie ludziom łatwiej jest rozmawiać o problemach z obcymi, niż z bliskimi?

To chyba jest tak naprawdę inny temat i może powinnam się nad nim zastanowić i też coś o tym napisać (głosujcie w komentarzach), ale wracając do głównego nurtu: bywam silna psychicznie. Żeby nie być gołosłowną, pochwalę się swoimi osiągnięciami. Dawno, dawno temu, kiedy byłam w szkole podstawowej, zakochałam się w jednym chłopaku. No i on też się we mnie zakochał, bo byliśmy parą aż dwa tygodnie. Jak zapewne pamiętacie ze swojej młodości, dwa tygodnie równało się trzydziestu latom pożycia małżeńskiego. I jak to bywa w małżeństwie - rozstaliśmy się przez tę trzecią. Ta trzecia okazała się moją koleżanką z klasy. Co ja przeżywałam!!! Serce złamane, spalone liściki miłosne, kasetę na którą nagrał mi składankę z piosenkami wyrzuciłam do śmietnika, ale nigdy mu nie pokazałam, że mnie zranił. Byłam dumna i wyniosła - udawałam, że on dla mnie nie istnieje. Koleżance, która wykręciła mi taki numer złorzeczyłam w myślach, ale w uczynkach nic jej nie zrobiłam.

Następny dowód mojej siły psychicznej przejawia się w mojej pracy zawodowej. Nie wybrałam sobie najłatwiejszego zawodu na świecie. Pisząc teksty mam świadomość tego, że mogą się one komuś nie podobać, że czytelnicy mogą mnie nie lubić, a mój warsztat nie jest najlepszy. Wykonując swoją pracę, narażam się na krytykę osób, które mnie osobiście nie znają i opinię na mój temat tworzą na podstawie tego, co i jak piszę. Umówmy się, nikt mnie do pisania nie zmusza, więc gdyby mi to nie odpowiadało, to już dawno bym to rzuciła.

Prawdą jest to, że z pokorą przyjmuję krytyczne uwagi pod swoim adresem, o ile są one poparte jakimś uzasadnionym argumentem. Te komentarze mnie obchodzą, ale powiem też zupełnie szczerze, że lata mi koło pióra, jak ktoś mnie tutaj wyzywa. Śmieszą mnie komentarze osób, które tak bardzo chcą mi dowalić, a po prostu ośmieszają siebie. Osoby te silą się na złośliwości myśląc, że mnie zranią. Niestety, tak się nie dzieje. Mam twardą dupę pod tym względem, aczkolwiek nie namawiam do sprawdzania jak bardzo...

Zresztą sami wiecie jak jest. Mamy na Fochu różnych czytelników, niektórych chciałybyśmy czasami nie mieć, ale jak pomyślę, że te trolle mogłyby pójść do innej redakcji, to nawet jest mi smutno.

Niektórzy z Was mogą się zastanawiać, jakie błędy wiecznie popełniam i nie uczę się na nich. Po pierwsze ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne. Kasia zadaje mi czasami prace domowe z poprawnego pisania wyrazów. Robię to bez pretensji, bo może w końcu za którymś razem zapamiętam poprawną pisownię. Innego typu błędem, który robię, jest bezsensowne wydawanie pieniędzy na posiłki w biurze. Zamiast pójść do sklepu, zrobić zakupy i ugotować obiad na dwa lub trzy dni, to ja wydaję kasę na dania od Pana Obiadka. Wiem, że połowę kasy mogłabym przynajmniej zaoszczędzić, ale jestem leniwa i nie lubię gotować. Po pracy mogę robić wszystko inne, tylko nie stać przy garach.

Tych błędów na pewno jest więcej i możliwe, że są gorsze, ale pewnie nie chcę się do nich podświadomie przyznać. No cóż, może Wy mi je wytkniecie.

Tymczasem żegnam się z Państwem w ten piękny kwietniowy dzień i idę posiedzieć na ławce w samotności. Lubię sobie właśnie tak siedzieć i kontemplować otaczającą mnie rzeczywistość. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam osobę, która przy jednym z moich tekstów napisała, że jestem samotną frustratką, z którą nikt nie chce spędzać czasu.

Więcej o: