Kogo mam ochotę zabić? Przed czwartym sezonem "Gry o tron"

Po przeczytaniu tego tekstu prawdopodobnie będziecie chcieli zabić mnie: po pierwsze widziałam już pierwszy odcinek (dziennikarskie przywileje!), po drugie jestem krypto-Lannisterką, a po trzecie mam znacznie bardziej krwiożerczy stosunek do bohaterów niż autor sagi, który, jak wiadomo, wiader krwi za kołnierz nie wylewa. Ja bym jednak poszła dalej i wymordowała już prawie wszystkich, bo strasznie mnie denerwują.

Na wstępie zaznaczę, że książek pana Martina nie czytam, bo szkoda mi na nie czasu - literatura to mocno poślednia i w zupełności wystarcza mi przyswajanie jej w formie serialu. Czytelniczych rozkoszy szukam więc gdzie indziej, ale doceniam rozrywkowy potencjał sagi, który w pełnej rozmachu produkcji HBO przestał być li i jedynie potencjałem. Wspominam o tym, aby osoby, które przeczytały już wszystkie opublikowane tomy, nie zaczęły na mnie krzyczeć chórem, że jak to, ten przecież umarł w tomie szóstym, a ów w czternastym. Świetnie - BARDZO SIĘ CIESZĘ, ale nie psujmy przyjemności tym, którzy nie czytali, oglądają i być może żywią nadzieję. Albo zwyczajnie nie lubią, by im zdradzać KTO (KOGO) ZABIŁ przed końcem.

Jako się rzekło: "Gra o Tron" to dla mnie czystej wody rozrywka, odjazd w krainę fantazji z jej starannie rozpisaną geografią, kulturą, stosunkami politycznymi i społecznymi. Tu ważna jest warstwa wizualna: plenery, architektura, stroje - pasę oczy tym dobrem i na kicz nie zważam, zaś kilka kiecek noszonych przez Daenerys przyhołubiłabym bez wahania. Podoba mi się zarys politycznej intrygi oraz tytułowa gra, która toczy się na wielu planszach i według różnych reguł. Lubię też smoki - smoki mogę w każdej ilości. Natomiast radość z oglądania przeważnie psują mi bohaterowie - większości serdecznie nie znoszę, nie jestem w stanie z nimi sympatyzować, a co gorsza nudzą mnie zwyczajnie... Podobny problem miałam ostatnio przy wiedźmińskiej sadze Sapkowskiego - kochałam Geralta od pierwszych opowiadań, uwielbiałam wykreowany świat, humor bawił mnie do łez, wszystko inne też kupowałam bez targów, ale Ciri - tej małej, nabzdyczonej jędzy - znieść nie mogłam.

Nosiłabym! mat. prasowe HBONosiłabym! (mat. prasowe HBO)

W "Grze o Tron" jest o tyle gorzej, że bohaterów, którym poderżnęłabym gardło, byle wyrugować ich z dalszej fabuły, jest znacznie więcej. Tak, lady Catelyn Stark - świeć panie (Martinie) nad jej duszą - była jedną z nich. Być może jest to problem rozbudowanych sag - nie wszyscy bohaterowie maja szansę w pełni zaistnieć, sporo niuansów pewnie ginie też w trakcie ekranowej adaptacji. Możliwe więc, że w książkach te postaci mają w sobie nieco więcej życia, ale szczerze mówiąc - wątpię.

Hodor

Weźmy taką Sansę Stark - rozmemłana, wiecznie załzawiona pannica jest na pierwszym miejscu do odstrzału, ale jej braciszek z nieprawego łoża - emo Jon Snow też powinien jak najszybciej przenieść się na łono Abrahama, czy gdzie tam udają się mieszkańcy Westeros. Blond cizia od smoków właściwie mogłaby zniknąć, choć jak wspomniałam - kiecki ma ładne, smoki ma ładne, a Ser Jorah Mormont jest jedną z mych ulubionych postaci dla odmiany. Szkoda, że tak niewłaściwie lokuje uczucia. Mężczyźni! Chętnie urządziłabym krwawą łaźnię Stannisowi Baratheonowi za tę minę postnego śledzia i brak jakichkolwiek właściwości. Razem z nim mogłaby pójść sobie czerwona zdzira Melisandra, bo jej postać regularnie przepala moje czujniki "poziom obłędu, który jestem w stanie zaakceptować". Chętnie pozbyłabym się też tej aroganckiej krowy Cersei (wiem, Jaime, by płakał, a jemu akurat nie chcę robić przykrości - wystarczy, że rękę stracił, OK?) i bez żalu rozstałabym się z Branem Starkiem a panna Arya niech se coś chociaż wykłuje, jak będzie mieczem machać. Tak: nie lubię Starków. Ale chciałabym więcej Hodora! Hodor jest ekstra.

Lannisters

Kto uszedłby z mojej hekatomby? Wychodzi na to, że głównie Lannisterowie - uroczy, dowcipni ludzie. Moja wersja "GoT" składałaby się z samej tylko szermierki słownej: mistrz ciętej riposty Tyrion i ten wredny dziad Tywin, piękny Jaime na dokładkę oraz pajacowaty Joffrey, bo ktoś musi pełnić rolę chłopca do bicia. I mogliby tak sobie stać w dowolnych konfiguracjach i rozmawiać. Plus od czasu do czasu kilka sarkastycznych uwag od Bronna w charakterze komediowego przerywnika, a Ser Jorah mógłby stać z boku i wyglądać. Oglądałabym! Podobnie jak wersję, która wyłania się z tego zręcznego podsumowania:

No nic, miejmy nadzieję, że będą ginąć WŁAŚCIWI ludzie, a po obejrzeniu pierwszego odcinka spore nadzieję pokładam w nowej postaci - uroczym księciu Oberynie, który jest na wojennej ścieżce z Lannisterami - na pewno przyczyni się, by przynajmniej kilka osób zginęło spektakularnie. Może nie będą to osoby z mojej listy, ale im mniej nudnych osób (ktoś tęskni za Theonem?) na pierwszym planie, tym lepiej. A smoki bardzo ładnie urosły. Chyba wreszcie będą mogły siać pożogę. Co zawsze gwarantuje dobrą zabawę, jak wiemy z "Hobbita" chociażby.

Na koniec zostawiłam tę uroczą perełkę, która osłodzi Wam oczekiwanie do jutrzejszego wieczoru. Cała prawda o "GoT" - "encyklopedii średniowiecza łamanej na podręcznik mistrza D&D". A jeśli ktoś naprawdę cierpi katusze oczekiwania, to może pokonwersować z resztą nerdów na naszym Forum - wątek o GoT ładnie się już grzeje.

Więcej o: