Osiem kilo mniej bez Chodakowskiej - da się!

Praca za biurkiem dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń oraz dodatkowych kilogramów. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Czy da się przezwyciężyć zło występujące pod postacią poduszek z tłuszczu i zmian w kręgosłupie? Oczywiście, nawet jeśli popełnia się pracę biurową.

Nie musiałam owijać się folią spożywczą i biegać z naręczem segregatorów, choć nie powiem - ta wizja na chwilę pojawiła się w mojej głowie, gdy przeczytałam o kobietach ćwiczących w foliowych skafandrach (pomyślałam jednak o odparzeniach i jakoś mi przeszło).

Zamiast folii wdrożyłam program OWD - Ochrona Własnej Dupy. Pracownicy urzędów naturalnie, rzekłabym, że przez osmozę nabywają cennej umiejętności dupokrycia. Przez sam fakt przebywania w swoim środowisku pracy. Tym razem jednak, broniłam swoją dupę przed nią samą. Przed jej skłonnością do megalomanii (przyznaję, że trochę przesadzam, bo nie było aż tak źle tylko 8 kilo i to nie tylko w tyłku, nogom też się oberwało). Wdrożyłam program OWD w czasach, gdy jeszcze nikt nie słyszał o Ewie Chodakowskiej (nie jestem jeszcze w wieku emerytalnym).

Wróg numer jedenWróg numer jeden

Zaczęłam najprościej - od śniadania. Po prostu zaczęłam jeść ten posiłek. Nieważne, o której wstawałam, śniadanie zjeść musiałam. Choćby jedną kanapkę, jajko na twardo z pomidorem czy sałatkę z kaszy, ale na głodniaka już się z domu nie ruszam. I powiem Wam, że to rewelacyjnie działa. Nie jest mi słabo rano. Mam energię i nie rzucam się jak dzika na pączki czy słodkie drożdżówki o 9 i nie zjadam na raz 2 ciastek. O 9 to ja elegancko przegryzam ogórki, pomidory i inne jabłka. Po drugie odstawiłam słodkie przekąski. Z pewnym żalem. Ale się opłaciło. Teraz nie jestem już tak radykalna. Lubię jeść i nie cierpię katować się dietami, więc tak z raz dziennie coś słodkiego sobie trzasnę. Ale nie jest to półkilowe pudełko chałwy. Zaczęłam przygotowywać sobie jedzenie do pracy, kanapki, sałatki, owoce. Jak dla dziecka. Dzięki temu nie pochłaniałam nadmiarowych ilości czekolady, a po drugie sporo oszczędziłam - marża w sklepikach biurowych jest zbójecka. Zadbałam też o to, żeby nie jeść nocą. Najpierw pilnowałam, żeby nie jeść po 22, potem po 20. Powiedzmy, że się staram.

Próbowałam różnych „zdrowych” substancji przyspieszających spalanie tłuszczu. Koszmarnym niewypałem okazała się herbata pu erh, o smaku wody, w której moczył się skórzany sandał starego trapera. Słyszałam o jej magicznych właściwościach - cóż, to pogłoski. Skuteczność jest taka jak przy stosowaniu homeopatii u chorego na zapalenie płuc. Generalnie mniej niż zero.

Przeprosiłam się z zupami. Zupy są pożywne, pyszne i na dodatek tanie. Czyli skrojone na miarę dla mojej sknerowatej natury. Ogórkowa, barszcz, rybna i wszelkie zupy kremy. Cieszę się bardzo, że moje dzieci też je lubią. Ukrywam w nich całe bogactwo warzyw i smaków. Zupa krem jest najsprytniejszą z zup, ponieważ mogę w niej przemycić tych przedstawicieli rodu warzywnego, na które moje koczkodany patrzą z mieszaniną strachu i obrzydzenia. Zmiksowana brokułowa z grzankami znika momentalnie - nazywamy ją „polewką Shreka”, co niewątpliwie czyni ją smaczniejszą.

Mroczne oblicza barszczuMroczne oblicza barszczu

Racjonalną gospodarkę żywieniową uzupełniłam ćwiczeniami. Zapewniam, że w biurze też można znaleźć pole do manewrów w tej kwestii. Moim sprzymierzeńcem okazały się schody i czwarte piętro, na którym mieści się mój pokój. Wiadomo, nie jest to wspinaczka na Giewont, ale kilkukrotna wycieczka w tę i z powrotem pozytywnie wpływa na krążenie. Staram się przynajmniej raz na godzinę wstać od komputera, przeciągnąć się, wykonać kilka skłonów, porządnie się wyprostować. To są naprawdę drobiazgi, ale działają.

Grüne WocheGrüne Woche

Nie przepadam za bieganiem ani za zbiorowym poceniem się na zajęciach fitness, więc poważnie zastanawiałam się nad taką formą aktywności, która sprawi mi przyjemność i da pożądane efekty. Najbardziej zależało mi na ćwiczeniach, które zlikwidują ból w dolnym odcinku kręgosłupa. Mam trzy sprawdzone metody: joga, pływanie i ćwiczenia „zdrowy kręgosłup”. Będę musiała jeszcze wypróbować ćwiczenia na piłce, o których tydzień temu wspomniała w komentarzach czytelniczka dzik.

Pływanie działa doskonale na wszystkie partie mięśni i relaksuje. Ćwiczenia „zdrowy kręgosłup” są super i bardzo mi pomogły, ale nic nie robi mi tak dobrze jak Joga. Joga w ogóle jest rewelacyjna i wpływa korzystnie na cały organizm. Na świadomość ciała, koordynację i psychikę. Mięśnie się wydłużają, ciało staje się sprężyste. Z zajęć wychodzę z uśmiechem na twarzy. Poziom endorfin jest pewnie taki jak po świetnym seksie. Dzięki jodze odkryłam mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nie zginam się jeszcze w chińskie osiem, ale jest nieźle. W każdym razie joga rewelacyjnie działa na kręgosłup. Polecam. Od kiedy zaczęłam ćwiczyć asany, pozbyłam się problemów z bólem pleców i zbędnych kilogramów.

Czy biurowy tryb życia może być zdrowy? Teraz już wiem, że tak. I to nawet bez jakichś specjalnych diet katujących kiszki.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: