Dziewczyna handlująca organami - wywiad z Agnieszką Nieradką, właścicielką Pluszektorium

Na pomysł pluszaków w formie ludzkich organów i narządów, Agnieszka Nieradka wpadła na studiach. Kupiła maszynę, na kartkach papieru zaczęła uczyć się szycia, a trzy miesiące później wystartowała z firmą pluszektorium.pl. Miała 23 lata. Dziś jej wesołe serca, zmęczone wątroby, złe jelita i wykończone macice można spotkać zarówno w lekarskich gabinetach, jak i prywatnych domach.

fot.Małgosia Józefowiczfot.Małgosia Józefowicz

Kto kupuje twoje pluszaki? Dorośli zamawiają serca i jelita dla siebie, czy chcą w ten sposób edukować dzieci? Kobiety kupują macicę dla siebie, czy raczej córeczce?

Zabawki w kształcie organów są kupowane np. przez psychologów czy lekarzy, w zależności od specjalizacji, albo do przedszkoli - w tych przypadkach jest to zdecydowanie edukacja. Macice lądują zazwyczaj u położnych lub u innych klientów jako element humorystyczny. Nie mam zawężonej grupy odbiorców, choć domyślam się, że nie każdy będzie nimi zachwycony.

W ofercie masz narządy i organy w czterech wersjach. Można na przykład kupić mózg zmęczony, zły, wesoły lub wykończony. Która wersja minek cieszy się największym powodzeniem?

Najpopularniejsza jest minka wesoła. Ale to zależy od momentu. Na przykład wśród studentów, którzy mieli sesję, powodzeniem cieszył się wykończony mózg. Od początku czułam, że chcę jak najbardziej dostosować zabawki do potrzeb odbiorców, dlatego postanowiłam, że każdą będzie można dostać w czterech różnych nastrojach.

Projekt wydaje się idealnym wsparciem edukacyjnym dla szpitalnych oddziałów dziecięcych, poradni dziecięcych, przedszkoli - czy udało ci się zainteresować pluszakami któreś z tych placówek?

Zabawki są obecne w kilku przedszkolach, uczelniach medycznych i gabinetach lekarskich. Staram się z nimi dotrzeć do takich miejsc, bo naprawdę uważam, że to potrzebny materiał wspierający edukację już od najmłodszych lat. Poza tym wszystkie zabawki tworzę ręcznie, nie jest to produkcja taśmowa na "ilość”. Oprócz pracy wkładam w swoje pluszaki pasję, dzielę się nią.

Maskotki można kupić przede wszystkim na twojej stronie pluszektorium.pl. Ale zdarza ci się wystawiać je, na przykład, na targach. Ciekawa jestem jak ludzie reagują na zabawki? I który model kupowany jest najchętniej?

Mój bezpośredni kontakt z klientem jest pozytywny. Zdarzają się, zwłaszcza wśród osób starszych, negatywne komentarze. Ale ludzie zmieniają nastawienie po obejrzeniu zabawek. W wyobraźni pluszak jelito to makabryczny pomysł, a rzeczywistość okazuje się miękka i kolorowa. Naprawdę zdaję sobie sprawę, że proponuję zabawki specyficzne. Więc będą miały zarówno fanów jak i absolutnych przeciwników. Ale odbieram to raczej jako zaletę "produktu", dowód na to, że się wyróżnia. Najchętniej kupowanymi modelami są wesoły ząb i serce, a także mózgi i wątroby.

fot.Małgosia Józefowiczfot.Małgosia Józefowicz

Jak w praktyce wygląda praca w Pluszektorium? Co robisz sama, co zlecasz, co zajmuje najwięcej czasu, z czym masz problem?

Wszystko robię sama, tylko buźki są wyszywane komputerowo. Pomysł, wykonanie, szycie, kontakt z klientem i pakowanie zabawek to moja broszka. Przy większych zamówieniach oczywiście wspomagam się dodatkowymi rękoma do pracy. Dyskomfortem bywa niepewność finansowa czy nieprzewidywalność następnego dnia, ale lubię to co robię.

Czy z „handlu organami” można się utrzymać? Czy oprócz tego musisz pracować zawodowo?

Po skończeniu studiów dietetycznych zajęłam się handlem organami (śmiech). Teraz, kiedy już udało mi się okrzepnąć w narządowych bojach, zostaje mi trochę czasu i energii, więc rozglądam się co mogę jeszcze zrobić.

Ale jest to twoja pierwsza praca po studiach? Od razu postanowiłaś spróbować sił we własnym biznesie, czy wcześniej pracowałaś dla kogoś?

To moja pierwsza praca po wyboistej drodze, jaką były dla mnie studia. Przed nimi oraz w trakcie nauki pracowałam, zmieniałam kierunki, szukałam własnej drogi. W pocie czoła doszłam do końca i wtedy pojawił się pomysł na zabawki. Reszta potoczyła się sama.

Naprawdę było tak łatwo?

Oj nie! Nie chcę mówić o sprawach osobistych, więc skrócę. Rok temu nie sądziłam, że będę w stanie zrobić cokolwiek. A już z pewnością nie uda mi się realizować własnych pomysłów czy prowadzić firmy. Mój "sukces” jest okupiony naprawdę ciężkim wysiłkiem. Kupiłam maszynę, zaczęłam uczyć się szyć na kartkach papieru, a trzy miesiące później wystartowało Pluszektorium. Teraz bardzo chciałabym, żeby nadal się rozwijało i żebym mogła kiedyś zainspirować innych ludzi, którzy sądzą, że nic im się nie uda, że tak naprawdę mogą wiele zrobić.

fot.Małgosia Józefowiczfot.Małgosia Józefowicz

A kiedy ty zaczęłaś się interesować tym, co ludzie mają w środku? Czy kiedy byłaś mała brakowało ci źródeł takiej wiedzy?

Pamiętam, że jako dziecko wyobrażałam sobie co się dzieje np. z połkniętą pestką. Dzieciaki straszyły mnie, że w środku wyrośnie mi drzewo. Bardzo się tym przejmowałam. Na poważnie o anatomii zaczęłam myśleć o na studiach. Uwielbiałam czytać książki o ludzkim ciele, chirurgii. Moja ukochana to "Stulecie chirurgów" Jürgena Thorwalda. Polecam. Wtedy też zaczęły pojawiać się pierwsze myśli o szerzeniu wiedzy wśród dzieci. W sposób luźny, przystępny i zabawny. Bez napinki. Ale żeby to było atrakcyjne.

Teraz chcesz rozwinąć działalność wydawniczą. W dodatku można ci w tym pomóc?

Tak, chcę stworzyć książeczkę dla dzieci "Co masz w środku?" - o ludzkim organizmie w zabawny, humorystyczny i prosty sposób. Nie uda mi się tego zrobić samej, dlatego też zdecydowałam się na szukanie środków przez portal finansowania społecznościowego WSPIERAM TO. Każdy może dorzucić swoją cegiełkę do powstania takiej książeczki - w zamian otrzyma gadżety Pluszektorium, ebooka czy papierową wersję książki, jak już powstanie. Projekt musi uzbierać minimum 100 procent założonej kwoty, w innym wypadku wszystkie środki wracają do wspierających. Można zatem zostać współudziałowcem w tworzeniu książki o organizmie człowieka. Indywidualnie lub firmowo. Strasznie chciałabym wydać tę książeczkę. Naprawdę liczę na to, że uda mi się ją sfinansować poprzez uzbieranie odpowiedniej kwoty, bo publikacji w takiej formie, jaką chcę przygotować, jeszcze na naszym rynku nie ma.

A skoro już mam okazję przedstawić się czytelniczkom Focha, to nawet jeśli nie interesuje Was moja książka, bardzo zachęcam do zapoznania się ze sposobem działania portali finansowania społecznego. Dzięki nim możecie mieć szansę realizacji swojego pomysłu, na który nie macie budżetu. Spróbować nie zaszkodzi, a wiem, że wiele kobiet ma wspaniałe pomysły, które przepadają, bo nie mają szansy na realizację z powodu braku środków.

Jest to sposób na sprawdzenie swojej wizji, pokazania jej szerszej publiczności bez ryzyka finansowego. Wspieram.to bardzo mi pomogło podczas tworzenia projektu, spędziliśmy długie godziny na omawianiu jak sprawić, by pomysł był jak najbardziej spójny. A tematyka jaką sobie wybierzecie jest najróżniejsza - ja zbieram na książeczkę, inni na płytę, naukę szycia na maszynie, czy wycieczkę Polonezem po Afryce. A pomóc można w 2 minuty bez ruszania się z kanapy. Prościej już się nie da.

Więcej o: