Dziś Record Store Day - wielkie święto miłośników (nie tylko) czarnych płyt

Są czarne, żółte, zielone, złote, a nawet przezroczyste. Teoretycznie służą do utrwalania muzyki, w praktyce są czymś znacznie ważniejszym. Płyty winylowe - dziś jest ich dzień. Record Store Day to także święto wydawców, małych sklepów muzycznych i fanów muzyki. Oraz pretekst, by w jednej chwili zasypać rynek setkami wyjątkowych albumów. Dla mnie zaś okazja, by porozmawiać o tych pięknych krążkach i zdradzić Wam pewien sekret!

Od dobrych kilkunastu lat słyszę, że winyle wracają. Jeśli o mnie chodzi nigdy nie odeszły daleko, trzeba jednak przyznać, że za sprawą Record Store Day - oddolnej inicjatywy kilku zapaleńców - o płytach gramofonowych znów mówi się więcej. Nie tylko w kontekście modnego gadżetu. Tym, owszem, winyle są od dawna - z uwielbieniem przerabiane na dizajnerską biżuterię, zegary, stoliki, a nawet okulary. Przede wszystkim jednak są do słuchania i o tym nie należy zapominać. Znam oczywiście takich bratków, którzy powiedzą, że winyle są do kolekcjonowania, należy je nabywać, ustawić w dobrze wentylowanym, niezbyt wilgotnym pomieszczeniu (koniecznie w pionie!), nie zdejmować folii, nie dotykać, nigdy, przenigdy nie przekładać, a już na pewno nie słuchać - to może zaszkodzić winylowi. Ba, w mojej pracy jest taki jeden album. Tajemniczy i dobrze zabezpieczony drutem, którego nikt nie śnie odwinąć, by nie zerwać plomby. Coś tam jest. Co? Nikt nie umie powiedzieć. Może to lepiej dla tej płyty, obrasta sobie w mit. Pewnie przy okazji nabiera wartości. Istnieją przecież takie winyle, które są na wagę złota.

Te winyle nie wyglądają na niesłuchaneTe winyle nie wyglądają na niesłuchane

Być może zdziwi Was, ale według zestawienia przygotowanego przez dziennikarzy "Record Collectora - czasopisma będącego od lat przewodnikiem w świecie wydawnictw winylowych, najdroższym albumem nie jest żaden tam longplay Elvisa, Beatlesów (ci są na drugim miejscu), czy Led Zeppelin (dopiero szóste miejsce), a singiel "God Save The Queen” Sex Pistols z 1977 roku. Podobno jest ledwie kilka kopii - jedni mówią o sześciu, inni o dwunastu. Cena wywoławcza? 8 000 funtów. Dziwi was taka mała ilość? Aktualnie świat zbieraczy żyje informacją o wystawieniu na sprzedaż JEDNEJ nigdy nie przesłuchanej płyty Aphex Twina. To test press, czyli próbne tłoczenie albumu, który nigdy się nie ukazał.

NIE TYLKO CZARNE - KOLOROWE, MALOWANE, KORONKOWE

Też raz stoczyłam walkę o pewien winylowy unikat. Zwycięską. Oto jestem jedną z czterech osób na świecie, które posiadają ten wytłoczony tylko na pięciu krążkach album. Niestety moje plebejskie podejście sprawiło, że album odfoliowałam i - o zgrozo - kilkukrotnie przesłuchałam z rodziną, przy śniadaniu. Żeby dodać sprawie pikanterii - każda z pięciu płyt jest inna dzięki pięciu ręcznie malowanym okładkom. Tym samym mam wyjątkowy album i wyjątkowy obraz. Uwielbiam takie połączenia - krążków z dobrą muzyką, które też ciekawie wyglądają. Na przykład są kolorowe. Przejrzyście zielone, mlecznobiałe, trójkolorowe, w maziaje i takie, które, gdy spojrzeć przez nie pod światło, wyglądają jakby były zrobione z delikatnej koronki. Oczywiście trwają spory między psychofanami - które lepiej brzmią - kolorowe, czy czarne, bo argumentu "winyl brzmi lepiej niż CD” już nikt nawet w takich rozmowach nie podnosi. Wszystkich spierających się nie o barwę dźwięku, a barwę krążka koszą ci, którzy podnoszą argument o gramaturze winyla. Bo winyl musi swoje ważyć, wiadomo. Tańsza wersja, 120 gramowa jest gorsza od tej o 60 gramów cięższej, bo rowki, które przenoszą dźwięk są płytsze.

Ciężkie, kolorowe, koronowe, a przede wszystkim zawierają muzykę, która sprawia mi dużo przyjemnościCiężkie, kolorowe, koronkowe, a przede wszystkim zawierają muzykę, która sprawia mi dużo przyjemności

Jakość brzmienia zależy nie tylko od tego, jaki jest ten winyl, ale też od tego, jak przygotowano muzykę. Czy osoba odpowiedzialna za masterowanie dźwięku, czyli za to, żeby niskie tony były odpowiednio nisko, wysokie pozostawały na górze, żeby w środku było słychać inne detale - chodzi o sprawy, na które przeciętny śmiertelnik słuchający utworu w radiu nie zwraca uwagi (co nie dziwi, wreszcie specjalne radiowe wersje piosenek mają specjalnie już obcięte owe "doły” i "góry”) - czy aby ta osoba umiała przygotować kompozycję na winylowe wydawnictwo. Znam też takich świrów, którzy kupują dziwne winyle bez względu na to, jak dobrze czy źle brzmią. A wierzcie mi, nowy, czysty (nieporysowany, niezakurzony i niewytłuszczony paluchami) winyl może brzmieć koszmarnie. Zwłaszcza, gdy muzyka została wytłoczona na płycie z domieszką owsa, albo... na przezroczystym krążku z kawałkami złota! Pewna malutka amerykańska wytwórnia - Piaptk - wydała jeden z albumów właśnie na takim przezroczysto-złotym krążku. Ta sama wytwórnia odpowiada za wypuszczenie muzyki na zdjęciu rentgenowskim. Właściwie w ten sposób do nich dotarłam - dyskutując z jednym z zaoceanicznych znajomych, który pokazał zdjęcie swego nowego nabytku. Pomyślałam "Hej to wygląda jak jazz na kostkach!” - czyli rosyjski sposób na robione metodą chałupniczą single (kto jest ciekawy - odsyłam do doskonałej książki Kostji Usenko "Oczami radzieckiej zabawki”, oraz do scenek z cudnego musicalu "Stilyagi”).

- Czy taka płyta brzmi dobrze? - spytałam szybko kolegi zza mórz.

- Prawdę powiedziawszy, to brzmi chujowo - odparł bez ogródek.

Czy powstrzymałoby mnie to przed wejściem w posiadanie jednej, malutkiej płytki wyrytej na rentgenowskim zdjęciu? Cholera, chyba nie. W końcu po co przechowuję te gigantyczne klisze po szafkach, jeśli nie po to, by kiedyś mieć na tym nagraną jakąś piosenkę. Wiecie co jest najzabawniejsze? Równie koszmarnie brzmi pierwsza płyta wykonana hipernowoczesną metodą wykorzystującą najnowsze cudo techniki jakim jest drukarka 3D. To prawdziwa ironia losu, że nośnik utożsamiany z całą tą dyskusją spod znaku złotych kabli i dynamiki brzmienia jest obecnie robiony tak, iż radio w telefonicznym głośniczku brzmi lepiej.

Ale co ja gadam! Jest kilku muzyków grających na płytach z drewna. Na szczęście to jedna z takich sytuacji, kiedy trzask i szum są pożądane. W życiu niektórych twórców i słuchaczy przychodzi taki moment, kiedy odkrywają, że pogoń za idealnym, ostrym jak żyleta dźwiękiem i poszukiwanie doskonałości to marność nad marnościami, a może nawet dążenie do dehumanizacji sztuki. Chwila, kiedy stwierdzicie, że najcenniejsza w muzyce jest nie czystość i perfekcja, a usterka, błądzenie, brud, przester, zgrzyt i łomot - to będzie Wasze przejście na drugą stronę lustra. I choć to, co tam znajdziecie z opisu przypominać może jakiś punkowy manifest, w rzeczywistości stanowi całkiem intrygującą niszę, a w niej - dziesiątki nowych, choć wydawanych w bardzo niskich nakładach winylowych wydawnictw.

Dobra muzyka + dobry wygląd = miłość od pierwszego wejrzeniaDobra muzyka + dobry wygląd = miłość od pierwszego wejrzenia

KTO KOCHA WINYLE?

Płyty gramofonowe od lat darzone są zmieniającą swe natężenie miłością przez fanów reggae. Wreszcie jednym z czynników popularyzujących gatunek stały się "dubplates” - średniej wielkości płyty (uwaga! ciekawostka: przeciętny winyl długogrający ma średnicę 12”, single są malutkie, mają 7”. dubplate najczęściej ma 10”), tłoczone szybko i w małej ilości egzemplarzy, wykorzystywane przede wszystkim przez sound systemy, jamajskie zespoły składające się nie z "żywych” muzyków i wokalisty, tylko z selektora grającego podkład dźwiękowy z winylu i z didżeja, czyli wykonawcy nawijającego do mikrofonu na imprezach.

Różnica wielkości między Różnica wielkości między "dziesiątką" (biały winyl) a "dwunastą" (ten czarny)

Dla pokolenia polskich bigbitowców winyle były świętym Graalem. Przywożone przez marynarzy zza oceanu nagrania amerykańskich rockandrollowców wywołały małą muzyczną rewolucję w peerelowskiej kulturze. Gdyby nie tamte płyty nie byłoby Pesymistów, Tajfunów, Niebiesko - Czarnych, wszystkich tych "Malowanych lal, "Szybkich Billów i innych...

W środowisku, z którego ja się wywodzę, panował kult winyli, choć pozornie wydawałoby się, że artyści strasznie je maltretowali podczas wszystkich tych pojedynków didżejów, albo w trakcie prac nad utworami. Całe to drapanie czarnych płyt, które nazwano scratchowaniem budziło grozę wśród wydelikaconych kolekcjonerów i ich nietykanych igłą zbiorów.

Ale co ja tam o turntablistach będę pisać. Powiedzmy sobie szczerze, winyle były równie ważne dla kultury techno i klubowej, dla fanów punkrocka i muzyki elektronicznej. Założę się też, że na wielu słuchaczach dorastających w latach osiemdziesiątych nieprawdopodobne wrażenie musiały robić "picture discs" czyli płyty gramofonowe z obrazami (ach, demoniczne winyle Iron Maiden),  najczęściej zaś ze zdjęciami zespołów - od AC/DC po The Cure - wtopionymi pomiędzy warstwy  przeznaczone do tłoczenia muzyki.

Jeden z polskich artefaktów muzycznych to pocztówki dźwiękowe. Tanie w produkcji, plastikowe, a jeszcze częściej papierowe i jedynie powleczone folią malutkie płyty pozwalały w prosty i szybki sposób dostarczać słuchaczowi popularne przeboje z radia. Czasem z pominięciem praw autorskich (zgroza! piractwo!). Czy wyobrażacie sobie, że był taki czas, kiedy każdy mógł nagrać kilka słów od siebie na taką pocztówkę i wysłać jako pozdrowienia z wakacji?

Może nie pocztówki dźwiękowe, ale tez ładne - a ta mała żółta pochodzi z RSD 2013Może nie pocztówki dźwiękowe, ale też ładne - a ta mała żółta pochodzi z RSD 2013

CO ŚWIĘUJEMY?

Wracając do sedna. Jest co świętować - choćby wspaniałą przeszłość i burzliwą teraźniejszość. Sama impreza jest stosunkowo młoda - to dopiero szósta edycja Record Store Day. Powołane do życia przez sześcioro miłośników muzyki wydarzenie pierwotnie miało przypomnieć o małych, niezależnych sklepach muzycznych sprzedających przede wszystkim winyle. To właśnie w tych lokalach bije serce całej imprezy- tam odbywają się mini koncerty, a znani muzycy przychodzą rozdawać autografy. Wreszcie zaś są te winyle - stare, odkurzone rarytasy i nowe, nagrywane i tłoczone właśnie z myślą o RSD.

rsd

Święto jest wyjątkowe, bo pokazuje nie tylko to, że są wciąż zapaleńcy, którzy chcą się zajmować wydawaniem i sprzedawaniem muzyki (a przecież wszędzie grasują internety, piraty, spotifaje) oraz ci, którzy chcą za tę muzykę płacić. Paradoksalnie to samo święto, które zdecydowanie ożywiło winylowy rynek wydawniczy stało się jego zmorą. Musicie wiedzieć, że solidnych i renomowanych tłoczni winyli jest na świecie nie tak znowu dużo. W ciągu całego roku pracują sobie spokojnie tłocząc niezbyt wygórowane nakłady... 300 sztuk dla tego, 500 dla tamtego. 3000 nakładu dla bardziej znanych artystów, no, czasem jeszcze więcej. I WTEM! Pojawia się święto winyla, jego wydawcy, sprzedawcy i nabywcy. Na pierwszy RSD przygotowano ledwie 10 tytułów. Na każde kolejne - znacznie więcej. W ubiegłym roku tytułów było kilkaset, jedne miały nakład na setki, inne na tysiące. KTOŚ TO MUSI WSZYSTKO ZROBIĆ.

I tak każda kolejna wiosna ożywiając rynek wydawnictw około świątecznych, paraliżuje "normalne" tłoczenie. Stanisław Bareja lepiej by tego nie wymyślił. Do czego zmierzam? Jeśli zastanawiacie się, czy może dać się unieść szałowi i wziąć udział w tej imprezie - nie czekajcie do przyszłego roku, bo wszystko może się zmienić. Poza tym będzie super - winylowo pojawi się Nirvana i Joy Division, Motorhead, Mudhoney, Little Dragon i Dresden Dolls, Skrillex, Soundgarden, oraz Sun Ra, a także (Kasiu, uważaj!) David Bowie i wielu innych artystów. PEŁNA LISTA DO ŚLINIENIA SIĘ O TU.

Record Store Day w Warszawie - 26.04.2014Record Store Day w Warszawie - 26.04.2014

POLSKA WIELKA PŁYTA

W Polsce natomiast wszystko wygląda inaczej. Nie musicie się spieszyć, bo rodzima edycja Record Store Day została przeniesiona z Wielkiej Soboty na zwykłą sobotę - 26 kwietnia. Jako, że tytułowych "record store", czyli małych sklepów muzycznych mamy jak na lekarstwo, a winyle, choć ważne - wydawane są w Polsce głównie przez kilku godnych podziwu zapaleńców - nasz RSD to przede wszystkim święto muzyki niezależnej (od nośnika). Większość wydarzeń z nim związanych rozgrywa się w trzech miastach - w Poznaniu (26 kwietnia, Good Time Radio), w Krakowie (27 kwietnia, Forum Przestrzenie) oraz w Warszawie, w podwórku kamienicy Braci Jabłkowskich.

Record Store Day Warszawa 2013Record Store Day Warszawa 2013

Jest tłoczno, gwarno, czasem trudno się skupić, ale warto spróbować. Nawet jeśli się nie ma gramofonu w domu, można tu przyjść dla ludzi i dla muzyki - tej granej na żywo podczas mikrokoncertów i tej sprzedawanej również na CD i kasetach. Uwaga! Teraz będą niespodzianki. Podpytałam zaprzyjaźnionych wydawców, co tam knują - i przyznam, że są to całkiem miłe propozycje. Organizatorzy "naszego" RSD, sklep i wytwórnia Side One ma w zanadrzu świeżutką płytę "Par Avion", która, jak sugerować może tytuł, powstała dzięki poczcie lotniczej. Tym sposobem artyści z Melbourne, Manchesteru i Poznania wysyłali sobie utwory na krążek.

Co dalej? Thin Man Records, wytwórnia, która gra już w innej lidze, niż ci "mali" - odłożyła na okoliczność RSD kilka ostatnich sztuk winyli: zielonego i żółtego "Paso Fino" tegorocznego albumu Komet, będzie też limitowany biały winyl albumu "Nielot" Błażeja Króla. Jeśli się wahacie, albo nie wiecie za bardzo o czym do Was mówię, cóż - po prostu podlinkuję dwa teledyski. Komety w bardzo wielkim skrócie = Lesław, założyciel legendarnej Partii, jeden z ciekawszych polskich tekściarzy + trochę brudu i rockabilly + miejskie legendy.

Król w jeszcze większym skrócie = dawniej UL/KR, obecnie solo + nadzieja polskiej sceny alternatywnej + mocne teksty czasem balansujące na pograniczu grafomanii i narkomanii + przedziwna słodko-gorzko pięknie ponura estetyka.

Oprócz tych winyli na stoisku Thin Mana znajdziecie wszystkie wydane przez nich płyty CD. Dzielni przedstawiciele wytwórni Lado ABC przyniosą nam wytłoczony własnie na winylu bardzo zgrabny album "Slalom" jazzowego trio Slalom, czyli Bartka Webera (Baaba, Mitch&Mitch), Bartłomieja Tycińskiego (Paristetris, Mitch&Mitch, Alte Zachen i inne) oraz Huberta Zemlera (takie tam... miliony projektów od free improv jazz, przez elektroaktustykę po world music). Także na RSD odbędzie się premiera nowego CD bezlitośnie szarżującego muzycznie zespołu Ed Wood ("Post-mortem Lovers") i trzecia płyta z cyklu LXMP + Gość, na której człowiek-orkiestra, charyzmatyczny Macio Moretti i uroczy multiinstrumentalista Piotr Zabrodzki grają wspólnie (co? nie pytajcie, oni potrafią zagrać wszystko, czasem nawet jednocześnie) z kontrabasistą Claytonem Thomasem.

W dniu RSD premierę będzie miał też specjalny album "Prosto XV" - kompilacja przygotowana przez (jak nie trudno się domyślić) wydawnictwo Prosto z okazji piętnastolecia działalności. Na albumie znalazły się utwory Sokoła, Jędkera, KęKę, Pono, a także Pezeta i O.S.T.R.a. W związku z premierą i urodzinami na stoisku Prosto wybrani artyści pojawią się osobiście, by wystąpić na żywo.

Mikołaj Bugajak znany też jako Noon, wykona przede wszystkim ukłon w stronę tych, którzy nie zdążyli nabyć wydanej przez jego wytwórnię Nowe nagrania, świetnie przyjętej płyty "Algebra" Hatti Vatti. Tak- będzie reedycja. U Know Me Records nie zamierza się nikomu kłaniać (nie, nie będzie reedycji "Red" Kixnare`a, pięknego czerwonego winyla z jednym z największych ubiegłorocznych przebojów klubowych, czyli "Gucci Dough") i wyda po prostu coś nowego - EP fenomenalnych instrumentalistów Night Marks Electric Trio.

Koh-I-Noor za to zamierza rozpieszczać klientelę. Malutka (ale jaka kochana) wytwórnia rozda za darmo album "Troubles Are For You" Jackname'a Trouble. Jak powiedział mi Jonkpa, założyciel wydawnictwa - wszystko to dlatego, że mają dobre serce. Ale uważajcie, dobroć jest ograniczona do 80 sztuk.

Requiem Records, weteran wśród niezależnych wytwórni, wystawi na sprzedaż albumy, które zwykli, nieuczestniczący w święcie śmiertelnicy kupią dopiero w maju. Od płyty awangardowo - folkowo-jazzującego Pathman, mroczno ambientowego Rongwrong po wspólny album duetu Sroczyński i Pospieszalski. Poza tym jeszcze sporo innych nowości z katalogu Requiem, najlepiej będzie po prostu sprawdzać samemu. O.



Osobiście doradzałabym też czujność w okolicach stoiska Sangoplasmo, ta oficyna wydaje bowiem kasety będące małymi obiektami artystycznymi. Jest ciekawa muzyka, są przedziwne okładki, wreszcie całość powstaje w niskim nakładzie. Raz wyprzedana - nie powraca. Cena rośnie, wartość nie maleje. W dniu RSD Sangoplasmo po raz pierwszy wystawi do sprzedaży kasetę "No New Age" doskonale przyjmowanego projektu KAPITAL, w którym gra utalentowany Rafał Iwański (polecam) i absolutnie fenomenalny, rozchwytywany i zagłaskiwany przez dziennikarzy polskich oraz zagranicznych Kuba Ziołek. Ponieważ cyfrowa wersję ich albumu wydał Bocian Records, pora powiedzieć, co tam nowego w ten wytwórni.

Otóż Bocian Records po prostu będzie. Proszę się nie dziwić, proszę przychodzić i kupować. Bocian to taka jednoosobowa wytwórnia specjalizująca się w winylach zawierających muzykę eksperymentalna, elektroakustyczną i free improv. Bardzo dobrze oceniane płyty bardzo dobrych artystów z całego świata. Można sobie kupić wydany niedawno winyl "Oslo Tapes" genialnego saksofonisty Matsa Gustaffssona i jednego z najważniejszych norweskich muzyków współczesnych, wymykającego się wszelkim szufladkom (grał już noise, jazz, extreme metal, grał z Sun o))) i Merzbowem, grał z Mają Ratkje, przede wszystkim zaś nie ustawał w eksperymentach z dźwiękiem) Lasse Marhauga. Można też spróbować nabyć ostatnie żółte egzemplarze albumu "Both Ends" fantastycznie improwizującego trio Ballister. Proszę kupić teraz, choćby i na czarnym winylu (ten też został wytłoczony), proszę brać i mieć, zanim zostaną ikonami oraz bogami jazzu. Wtedy będzie za późno i będzie wam przykro, że nie macie takiej płyty w domu.

Na polskim RSD będzie jeszcze wielu innych wydawców, kilkunastu artystów i kilku przedstawicieli małych sklepów, giełd płytowych i tym podobnych inicjatyw. Po "dziennej" części odbędzie się nocna impreza, na której didżeje, dziennikarze i zbieracze winyli będą puszczać jeden po drugim TYLKO JEDEN UTWÓR z wybranej płyty ze swoich zbiorów. Takie wydarzenia to doskonała okazja by usłyszeć sporo ciekawych kompozycji. Dobrze, na koniec zostawiam taki deser, licząc na to, że nikt nie miał siły dobrnąć aż tutaj. Na Record Store Day w Warszawie będę również ja, ponieważ od pewnego czasu pracuję w takiej bardzo fajnej, niezależnej polskiej wytwórni muzycznej Monotype Records. Będę mieć dla was dużo pięknych albumów, również na winylach. Właśnie przyjechał z tłoczni uroczy siedmiocalowy krążek "#33" Jakuba Pokorskiego z urzekającą ilustracją na okładce.

Pokorski, palmy, plan na relaksPokorski, palmy, plan na relaks

Będę też miała dla Was nowy winyl Tomka Mirta, grafika i muzyka grającego na syntezatorach modularnych, które sam buduje (ludzie, jakie one są piękne, a jak ładnie grają, sprawdźcie koniecznie XAOC). Czekają nowe płyty na CD, też ładne - ja się zakochałam we Florinie Speth, bo ona jest nie tylko świetną kompozytorką i muzykiem, ale też naukowcem, bada móóóóózgi. Zakochałam się w Dereku Piotrze, ale nie dlatego, ze przypomina mi z twarzy Jamesa Blake`a, tylko dlatego, że ma szalone pomysły. Wszystkich naszych podopiecznych kocham. Klientów też, dlatego mam taki wyjątkowy album w limitowanej ilości egzemplarzy. Na tym krążku usłyszycie dźwięki nagrane przeze mnie w podróżach i w domu - od świstu wiatru w oknach mojego mieszkania, przez chrzęst śniegu na lodowcu, po śpiew muezinów w Stambule. Na szczęście to nie ja robię z tego muzykę - znalazło się dwoje utalentowanych artystów: We Will Fail i Czarny Latawiec, którzy "zagrali" na tych odgłosach zmieniając wszystko w utwory.

Będę mogła też opowiedzieć osobiście każdemu, kto zapyta, o projekcie komiksowo-winylowym, nad którym pracowałam przez ostatni rok. "Stefek" to takie słuchowisko - czytadlisko. Ja napisałam mini scenariusz, który zilustrowała Karolina Danek, stworzyłam też coś w rodzaju partytury, a kolejni muzycy to sobie interpretowali. Jedni z partyturą, inni tylko z wytycznymi słownymi. Ponieważ bardzo Was lubię, udostępniam Wam jako pierwszym miks dźwięków z tego winylowego projektu. Biorą w nim udział wyjątkowi artyści: Marcin Cichy, którego część z Was kojarzyć może z duetu Skalpel, Teielte i Maciek Szymczuk oraz dwie genialne debiutantki - Ola Grunholz (We Will Fail) i Natalia Zamilska. Całość ukaże się w mniej niż 300 kopiach, a dla pierwszych chętnych w przedsprzedaży przygotujemy coś wyjątkowego - ręcznie kolorowane wersje komiksu dołączanego do krążka. Teraz już oficjalnie możecie się mnie bać. Winyli nie musicie. Miłego świętowania. Zawsze to jakaś odmiana od wielkanocno-majówkowego szaleństwa.

Więcej o: