Nieuprzejmość nasza codzienna - 12 niewłaściwych zachowań

Trafiłam wczoraj na artykuł opublikowany przez Huffington Post, traktujący o dwunastu wyjątkowo niegrzecznych zachowaniach, które w naszych czasach stały się normą. Spróbuję zatem zrobić mały rachunek sumienia i podzielić się własnymi obserwacjami.

Kilka z tych "aktów nieuprzejmości" faktycznie uderza mnie dość często i nie ukrywam, że zastanawiam się czasem, czy pewne zachowania wynikają wyłącznie z bezmyślności czy po prostu pewnymi rzeczami ludzie najzwyczajniej w świecie (i z niejasnych powodów) przestali się przejmować. A może chodzi po prostu o ogólne przyzwolenie i problem jest tylko w głowach niektórych? Sami zresztą oceniajcie, bo ciekawa jestem czy Wasze obserwacje są podobne.

1. Patrzenie w telefon w trakcie składania zamówienia w restauracji/rozmowy z kimś

Nie ukrywam, że czuję się niewinna, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą wersję. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której rozmowę z obcym człowiekiem, nawet jeśli to tylko zamawianie kawy, traktuję jako czynność dodatkową i nie zwracam uwagi na rozmówcę. Wydaje mi się to skrajnie nieuprzejme i absolutnie nie do przyjęcia. Co więcej, trudno mi się z taką obserwacją zgodzić, bo nie miałam nieprzyjemności bycia świadkiem takiego zachowania. Być może po prostu nie zwracam uwagi, a może problem jest po prostu wyolbrzymiony. O wiele bardziej irytują mnie ludzie, którzy poruszając się po ulicy czy wnętrzu galerii handlowej, gapią się w telefon non stop, a zagapieni potykają się o innych ludzi lub na nich z całym impetem wpadają.

Jeśli jednak zastanowić by się solidniej - czemu zatem robię to, rozmawiając ze znajomymi? Rączka pisała o tym, że smartfony rujnują jej życie towarzyskie i faktycznie, ja zazwyczaj nie widzę nic złego w tym, że rozmawiam z koleżanką gapiąc się jednocześnie w telefon. Pomijam oczywiste sytuacje, kiedy praca wymaga ode mnie czujności nawet "po godzinach", ale jednak. Czuję się usprawiedliwiona, bo znajomi zazwyczaj robią dokładnie to samo i korzystam po prostu z ogólnej milczącej zgody na tę sytuację. Być może niesłusznie.

2. Chodzenie po niewłaściwej stronie chodnika

Jestem zdecydowanie winna tego grzechu, ale tylko dlatego, że to wymuszone. Powiedzmy sobie szczerze - ludzie chodzić nie umieją i nie wiem, czy to kiedykolwiek się zmieni. Daleka jestem od marzeń o równym tempie i grzecznym rządku, ale na litość boską, to właśnie poruszając się w chodnikowym tłumie często zastanawiam się nad tym, czy myślenie bardzo niektórych boli. Przedzieranie się przez chodnik, to czynność wymagająca sprytu, opanowania i odpowiedniej taktyki. Połowa użytkowników zachowuję się tak, jakby miała na sobie końskie okulary i biada temu, kto próbuje iść zgodnie z zasadami. Dorzućmy sobie do tego tych zagapionych w smartfony i myślicieli, którzy zaatakowani nagłą, a zapewne błyskotliwą myślą, zatrzymują się znienacka, a do tego często wykonują błyskawiczny zwrot, wpadając ci w czułe objęcia. Walnięć z łokcia czy ramienia już nawet nie liczę. Słowo daję, gdyby reprezentacji Polski w piłce nożnej kazać trenować drybling na chodnikach, może w końcu odnieślibyśmy spektakularne sukcesy. Albo wszyscy by zginęli. Także spektakularnie.

To samo dotyczy chodzenia po schodach (o tych ruchomych już nie ma co szerzej wspominać, bo to jest jakiś horror). Skojarzenia są nieuchronne.

Z tego powodu, kolejnym z punktów na liście Huffington Post jest:

3. Grupowe spacerowanie całą szerokością chodnika. Lałabym. Nahajem po białych plecach.

Skoro jesteśmy już przy kompletnej ślepocie i/lub bezmyślności, czas wspomnieć o kolejnym urządzeniu, z którego ludzie korzystać nie umieją.

4. Nieumiejętne korzystanie z drzwi

Rzecz prosta, a zabójcza. Huffington Post wspomina co prawda tylko o braku uwagi dla tych, którzy idą za nami, pozwolę sobie jednak rozszerzyć wątek, bo jest to coś, co doprowadza mnie naprawdę do białej gorączki. Nie oczekuję, że ktoś uprzejmie przytrzyma mi drzwi, gdy jestem pięćdziesiąt metrów za nim, ale to cholerne puszczanie drzwi, gdy ktoś znajduje się dwa metry za tobą, uważam za czyste chamstwo. Dużo bardziej wkurza mnie jednak totalne zlewanie prostej zasady, czyli "najpierw się wychodzi". Dobrze wychowani mogą stracić twarz - dosłownie - bo zderzenia bywają bolesne i wielce nieprzyjemne. Zawsze robię wyjątek dla osób poruszających się o lasce czy na wózku - jeśli to wygodne dla tej osoby. Do szewskiej pasji doprowadzają mnie też ludzie, który nie są w stanie poświęcić trzydziestu sekund na przytrzymanie dla kogoś takiego drzwi. To samo tyczy się sąsiadów z ciężkimi zakupami czy matek z wózkami.

Ubolewam nad tym, że doszło do sytuacji, w której gdy zachowam się poprawnie, ktoś mi za to dziękuje i to ze szczerym zdziwieniem w oczach. Smuteczek.

5. Lekceważenie zasady jazdy "na suwak"

Jeżeli gdzieś jest gorzej niż na chodniku, to tylko na drodze. Zwłaszcza przy zwężeniu jezdni. I tu także jestem winna, ale tylko częściowo. Twardo i bez mrugnięcia okiem będę się trzymała zderzaka samochodu przede mną, żeby tylko nie wpuścić tego dzwońca, który zamiast grzecznie czekać i wjechać wcześniej, przefrunął wolnym już od samochodów pasem (często na ścisk wymijając czekających w ogonku) i wpycha się bucersko tuż przed zwężeniem. Kij ci w oko. I inne narzędzia w inne miejsca.

Rozszerzając - bezmyślne młoty, które blokują skrzyżowanie, bo nie wpadli na pomysł, że może jednak warto poczekać i sprawnie przejechać na następnym świetle. Brrr.

6. Nieumiejętne korzystanie z komunikacji miejskiej

Temat poruszył już Mężczyzna Inaczej w swoim wywodzie o wybiegu egoistów, ale wydaje się, iż temat jest niewyczerpany. Z komunikacji miejskiej korzystam sporadycznie, zatem frustracje te są dla mnie obce, ale standardowe zachowania przetrwają zapewne przez wieki. Wystarczy wspomnieć o blokowaniu wejścia, naruszaniu wcześniej wspomnianej zasady "najpierw się wychodzi", a także o znanym i lubianym blokowaniu miejsc siedzących za pomocą toreb z zakupami. O ustępowaniu miejsca starszym i słabszym pewnie wspominać nie muszę - tu wracamy do gapienia się w smartfona lub książkę. Jakieś nowości? Dajcie znać w komentarzach.

7. Odbieranie telefonu w sposób wysoce niestosowny

Ok, nie spotkałam się z tym, co opisuje Huffington Post, czyli usłyszeniem słówka "co"? Nie liczę przyjacielskiego "co tam", bo to jednak nie ta sama kategoria. Raz w życiu usłyszałam w słuchawce ostre "czego" i zbladłam, na szczęście źle wybrałam numer, bo chyba nie byłabym w stanie kiedykolwiek zadzwonić do tak nieuprzejmej osoby. Do szału doprowadza mnie jednak sytuacja, w której dzwoniący zaczyna od pytania "kto mówi?". Jest kilka bardziej uprzejmych sformułowań dla ustalenia takich faktów.

Przesłuchani znajomi mają jednak rozmaite doświadczenia i nie zawsze przyjemne. Zwłaszcza w kontakcie z instytucjami publicznymi. A Wy?

8. Nieumiejętne korzystanie z toalety

Punkt, który ciężko mi opisać bez przyprawiania się o ciarki. Na szczęście temat wyczerpała już Kasia, w swoim poradniku dla zagubionych użytkowników. Jest jednak pewien ciekawy aspekt całej sprawy. Przeprowadziłam sobie dość obrzydliwe badania (na szczęście w internecie!) i wynika z niego, że w znacznie gorszym stanie są zazwyczaj damskie toalety. Okazuje się, że subtelne damy nie potrafią opanować tak skomplikowanych urządzeń jak szczotka toaletowa, a jeśli chodzi o celowanie do muszli, to cóż... Pomińmy to wstydliwym milczeniem. Nie wiem, gdzie szukać wyjaśnienia i chyba naprawdę nie chcę, ale może Wy macie jakiś pomysł? Czy wytarcie po sobie deski lub uprzątnięcie, hm, śladów bytności w kabinie jest w jakiś sposób uwłaczające godności? Stan damskich toalet wyraźnie mi na to wskazuje, a dodajmy, że nie mówimy tu tylko o publicznych miejskich toaletach, ale także tych, z których zazwyczaj korzysta stała grupa - na przykład nasi współpracownicy. Pod rozwagę...

Chcecie pogadać o myciu rąk po skorzystaniu z toalety? Nie? Tak myślałam. To może...

9. Publiczne wykonywanie zabiegów higienicznych

Ok, z tym, co opisuje Huffington Post, nie spotkałam się nigdy w życiu. Krótko mówiąc - nigdy na własne oczy nie widziałam osoby, która w miejscu publicznym (wyjąwszy publiczną toaletę) nitkuje sobie zęby lub obcina paznokcie. Nie ukrywam, że cieszy mnie to niezmiernie, bo samo wyobrażenie tego widoku jest dla mnie nieznośne. Redaktorka HuffPost twierdzi, że te czynności są powodem, dla którego przywróciłaby szlachetną instytucję pręgierza. Ja skłaniam się bardziej ku opinii, że przydałby się on dla tych, którzy publicznie, z zacięciem i bez skrępowania dłubią w nosie. Lub innych miejscach. Powiedzmy, że chodzi o uszy, ale zdarzyło mi się raz zauważyć jak ktoś... och, nieważne. Nie. Nie napiszę. Nie i już.

10. Czytanie książek i magazynów (których nie zamierzamy kupić) w księgarniach

Chyba wszyscy spotkaliśmy się z takimi praktykami choćby w większych Empikach, gdzie przejścia między półkami często tarasowane są przez siedzących na podłodze wielbicieli literatury. Powiem uczciwie - mnie to trochę oburza. Wiem, że ceny książek i czasopism wołają o pomstę do nieba, a czytanie to nawyk zacny i należy wspierać czytających. Ale jednak...

Pomińmy nawet to, że kupującym często przeszkadza potykanie się o nogi i plecaki tych, którzy aktualnie przebywają w Narni. Często książka lub magazyn trafiają na półkę w stanie, uniemożliwiającym przyjemne z nich korzystanie później. Nie wiem, jaka jest polityka Empiku w tej kwestii - sądząc po liczbie czytających mogę jedynie przypuszczać, że obsłudze to nie przeszkadza. Niestety, nawet jeśli coś robić wolno, nie oznacza to, że wypada. Spotkałam się nawet w jednej z kilku dyskusji na ten temat ze zdaniem, że takie praktyki to w zasadzie zawoalowana kradzież. Zgadzacie się?

11. Zaniżanie/brak napiwków

Pod każdym tekstem o napiwkach rodzi się zazwyczaj ognista dyskusja. Walczą ze sobą ci, którzy hojnie sypią monetami i ci, którzy uważają, że kelnerzy (fryzjerki, kosmetyczki etc.) są już przyzwoicie wynagradzani za pracę i nie ma powodu, aby dodatkowo ich wspomagać.

Jestem fanką napiwków za dobrą obsługę i zwykle wynagradzam ją dość hojnie. Zwłaszcza w miejscach, do których wracam często. Oczywiście, jest to zawoalowana forma kupowania sobie dobrej obsługi w przyszłości i tak to często działa, nie widzę w tym jednak nic zdrożnego dopóki jest to dla mnie też forma podziękowania dla obsługujących mnie ludzi. Nie potępiam ludzi, którzy napiwków nie dają - choćby z czystej oszczędności lub zwyczajnego skąpstwa - ale nie rozumiem dorabiania do tego jakiejś rozbudowanej ideologii, co często ma miejsce w tego typu dyskusjach. Ale każdemu jego porno...

12. Robienie obcym ludziom zdjęć i naśmiewanie się z uwiecznionych sytuacji/wyglądu

Na tym zachowaniu zbudowano choćby słynną stronę Faszyn from Raszyn i pozornie nic złego w tym nie ma. Pozornie, bo wracamy do odwiecznego pytania, czy robimy pewne rzeczy i oceniamy innych po to, żebyśmy mogli czuć się lepszymi ludźmi. I to jest naprawdę pole do solidnej dyskusji. Nawet nie wgłębiając się w temat wykorzystywania cudzego wizerunku, pewne rzeczy są wątpliwe moralnie. Żeby nie było, że taka jestem tu idealna, sama ostatnio nie oparłam się pokusie i zrobiłam zdjęcie koszulki stojącego przede mną chłopaka. Rzecz w tym, że pan był z mamą... Czy to mnie usprawiedliwia? Chyba nie.

fot. Agata Połajewska

Czy coś chcielibyście dopisać do tej listy?

Więcej o: