Uwielbiam towarzystwo mądrych bab - rozmowa z autorką sztuki "Strzelić focha"

Czy foch to "nasza broń kobieca"? Czy powielamy te same błędy, co nasze matki i babki? Po co kobietom inne kobiety? O tym wszystkim mówi mi Ania Kapczyńska, autorka sztuki "Strzelić focha", związana z poznańskim teatrem Mplusm.

Po "foszej" znajomości zostałam zaproszona do Poznania na spektakl "Strzelić focha". Nie, żadna snobistyczna premiera - skromna scena w osiedlowym domu kultury, inscenizacja na miarę możliwości amatorskiego teatru. Ale niezmiernie się cieszę, że się tam wybrałam. Poznałam bowiem kilka bardzo mądrych, ciekawych, obdarzonych pasją kobiet, które robią w życiu inspirujące i pożyteczne rzeczy. Jak założycielka działającego od siedmiu lat i robiącego wspaniałą robotę edukacyjną i terapeutyczną teatru Mplusm Anna Szymczak. I jak autorka sztuki (brawurowo wcielająca się też w jedną z ról) Anna Kapczyńska, z którą udało mi się porozmawiać. Trochę o sztuce, bardziej o życiu. Bo z kim gadać, jak nie z fajnymi, mądrymi babami?

fot. Joanna Sekulakfot. Joanna Sekulak

Czy kobiety popełniają wciąż te same błędy? Współczesne nie są wcale mądrzejsze od swoich matek i babek?

ANNA KAPCZYŃSKA: To jest właśnie najbardziej irytujący element procesu wychowawczego, wciąż powtarzający się schemat. Większość kobiet buntuje się przeciwko zachowaniu i postawom swoich matek i to nie tylko jeśli chodzi o relacje damsko-męskie i inne poważne aspekty życia, rzecz rozbija się również o drobne nawyki. Zarzekają się, że nigdy nie popełnią tych samych błędów, że będą zupełnie inne. Po latach zaczynają u siebie dostrzegać identyczne zachowania, odnajdują w sobie własne matki. Dzieje się tak dlatego, że to nie słowa wychowują, tylko przykład, pewne zachowania, który kodujemy głęboko w swojej podświadomości jak obraz, a który po latach wyskakuje w naszym własnym zachowaniu jak królik z kapelusza, czy nam się to podoba, czy nie. Powielamy błędy naszych matek, ale i powtarzamy wiele dobrych nawyków i zachowań. Dlatego zamiast się buntować, lepiej jest się skupić na tym, co najbardziej lubimy w naszych matkach, pocieszając się tym samym, że i my będziemy też takie fajne.

Scena wizji, w której spotykają się matka, babka i córka i zwierzają się sobie ze swoich losów, stanowi mocny punkt sztuki. Myślisz, że gdyby kobiety bardziej się wspierały, to byłoby im lepiej, łatwiej?

Oczywiście, że tak. Kiedyś myślałam, że najlepiej kumplować się z facetami, że kobiety są jakieś niekonkretne, rozmemłane. Teraz uwielbiam towarzystwo mądrych bab. Brakuje wspierania międzypokoleniowego, buntujemy się przeciwko matkom, a babcia co tam może wiedzieć, skoro nie potrafi zrozumieć na jakiej zasadzie działają telefony komórkowe. Zaczytujemy się w podręcznikach "Jak żyć”, "Jak wychować dzieci”, przepisów szukamy na blogach kulinarnych, internet zastąpił nam wiedzę, która była dotychczas przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ta wiedza jest w zasięgu ręki, odpalając komputer znajdziemy odpowiedzi na wszystkie pytania, ale internet nie da nam ani ciepła, ani emocji i serdeczności, którymi obdarują nas bliskie kobiety, jeśli tylko damy im szansę. A tymczasem zabiegane machamy ręką na biadolenie starszych, doświadczonych kobiet, nie mamy czasu na ich ględzenie. Zaczynamy doceniać rady matek i babć, kiedy jest już za późno, kiedy już ich zabraknie i kiedy nie możemy ich o nic zapytać, a odpowiedzi, których one by nam udzieliły, nie udzieli nam żadna wyszukiwarka. Weronika w tym względzie miała trochę więcej szczęścia.

fot. Joanna Sekulak

Weronika, bohaterka sztuki, w swoim uzależnieniu od mężczyzny i oddaniu mu wydaje się mało realistyczna. To raczej karykatura, niż postać. Myślisz, że mimo zmian obyczajowych i ekonomicznych kobiety wciąż wchodzą w takie role? Są tak bezradne?

Ile kobiet, tyle historii. Znam kobiety, które są zupełnie wyzwolone i niezależne, niektórzy mężczyźni wręcz uważają, że za bardzo - chyba nie bardzo pomimo „zmian obyczajowych i ekonomicznych” lubią spotykać się z kobietami, które zarabiają więcej od nich. Faktycznie, typowej Weroniki nie znam, ale pewne elementy jej zachowania są bardzo popularne. Wciąż pokutuje pogląd, że „przez żołądek do serca mężczyzny”, a na Facebooka ochoczo wrzucane są zdjęcia przygotowanych dla mężów potraw. Z czego to wynika? Czyżbyśmy w domu były za mało chwalone i potrzebujemy od społeczeństwa potwierdzenia własnej wartości? Weronika jest kretynką, oczywiście jest przerysowana i irytująca, zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Drażni jej brak ambicji, brak pomysłu na siebie i nadskakiwanie swojemu facetowi. Drażni również i jego, co nietrudno zauważyć. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy nie było we mnie niczego z Weroniki, wszak dawno temu myślałam, że kobieta musi być miła, ciepła i kochana, dopóki się nie przekonałam, że za taką postawę można się najszybciej doczekać kopa w dupę, a na pewno nie wdzięczności. Rządzą nami prymitywne instynkty, każdy z nas lubi zdobywać, a ktoś dawno zdobyty, przypominający o swojej usłużności na każdym kroku, nie ma szans na jakikolwiek szacunek. Teoretycznie kobiety są dziś silniejsze, mają świadomość własnej wartości, ale czasami strach przed samotnością zamienia nas w kretynki. Znam przykład kobiety, której mąż po ślubie zaczął się zachowywać jak rozwydrzony dzieciak - rzucił pracę, zaczął szlajać się po knajpach i postanowił skupić się na rozwijaniu swojej pasji, czyli zdradach, a ona codziennie raczyła go obiadem, bo przecież inaczej byłby głodny. Jaki był taki był, ważne, żeby był. Chore, prawda? A jednak to nie jest odosobniony przypadek.

Twoja sztuka jest o kobietach, mężczyźni występują w roli ożywionych rekwizytów - ich siła sprawcza jest niewielka, choć wokół nich toczą się kobieco-kobiece "wojny". Kobiety wydają ci się bardziej interesujące jako bohaterki?

Nie, to przypadek. Tego wymagał pomysł na "Focha” i stereotypy, które chciałam przedstawić. Wszak popularne kawały są o teściowych, a nie o teściach, a wścibskie bywają sąsiadki, a nie sąsiedzi. W drugiej mojej sztuce pt. "Nie taki Anioł ładny jak go malują” występuje więcej mężczyzn niż kobiet. I to mężczyzna gra tytułową rolę. A najnowszy tekst przeze mnie napisany osadzony jest w męskim świecie i dotyczy głównie zachowań facetów.

Sportretowałaś kilka typów relacji między kobietami, m.in.: matka-córka, synowa-teściowa. Czy one zawsze muszą być takie skomplikowane?

Oczywiście, że nie. To znów stereotypy, znów przerysowania na potrzeby sztuki. Przecież bywają świetne teściowe, które mają swoje życie i ani myślą wtrącać się w życie swoich synowych. Są też takie, które z synowymi trzymają sztamę. Albo mieszkają na tyle daleko, że się praktycznie nie znają, widują się tylko od święta. A z matkami- to temat rzeka i śmiem twierdzić, że to układ skomplikowany z natury rzeczy,  nie może być łatwo, ponieważ kumuluje się tak dużo emocji i wiele lat wspólnie spędzonych na wzajemnym uczeniu się od siebie. Kobieta rodzi rozkosznego bobasa, który później przemienia się w pyskatą nastolatkę, a następnie w niezależną kobietę. Z punktu widzenia córki to jej całe życie, ale dla matki 20 lat mija jak z "bicza strzelił”, nie zawsze zdąży zauważyć jak to się stało. A do tego każda córka jest inna, wychowywanie jest intuicyjne, brak instrukcji obsługi. W takich warunków nie sposób uniknąć błędów. Ale córki muszą się nauczyć doceniać, zamiast doszukiwać winy.  Nie ma idealnych matek i nie ma idealnych córek, o czym zdajemy się zapominać obwiniając nasze matki o własne błędy. Bardzo mi się podobał list pewnej mamy publikowany jakiś czas temu na foch.pl, w którym kobieta dobitnie się wyraziła, co sądzi na temat młodych kobiet obwiniających swoje matki o całe zło tego świata.

fot. Joanna Sekulakfot. Joanna Sekulak

Czemu wybrałaś dla siebie rolę babki? Z nią identyfikujesz się najbardziej?

Dlatego, że chciałam zagrać postać drugoplanową, najchętniej bardzo przerysowaną, ponieważ najlepiej odnajduję się w parodii. I zrealizowałam w ten sposób swoje marzenie - spotkać ukochaną babcię, która umarła wiele lat temu.

"Strzelić focha" ma w sobie - zwłaszcza w kontekście sztuki - drugie dno, ukryte znaczenie. Foch to nasza broń kobieca?

W efekcie przemian obyczajowych, o których wspomniałaś, foch stał się również bronią męską. Witek strzelił focha  strategicznie i bardzo skutecznie, nic tak nie irytuje i nie pobudza do agresji jak ignorowanie, chociaż nie sądzę, żeby marzył o takim zakończeniu. Z kolei Weronika strzeliła focha z bezradności, impulsywnie, na oślep. Jakiekolwiek by nie były przyczyny focha i jakiego foch nie odniósłby skutku- wg mnie jest ogromną dziecinadą w relacjach między ludźmi. Nie znoszę fochów. Nie cierpię, kiedy ktoś zamiast powiedzieć o co mu chodzi milczy wymownie i nie wiadomo jaka jest przyczyna milczenia - czy jest obrażony, smutny, zły czy ma zapalenie gardła i nie może mówić. Nie cierpię fochów u kobiet, a u facetów wydają mi się wyjątkowo niemęskie. Faceci twierdzą, że nie lubią jak się do nich mówi dookoła, jak się każe im czegoś domyślać. A sami fochują. Cóż - to znak naszych czasów, kobiety mężnieją, a faceci niewieścieją. Każdy foch oddala ludzi od porozumienia, a prawdziwą sztuką jest umieć rozmawiać zamiast "dawać do zrozumienia”. I opanowania tej sztuki wszystkim kobietom, w tym i sobie, z całego serca życzę. Z drugiej strony - gdybym potrafiła mówić wprost, nie napisałabym "Strzelić focha”. Kolejny dowód na to, że jedna słuszna odpowiedź na dane zagadnienie nie istnieje. Ile kobiet, tyle odpowiedzi.

Więcej o: