"Wiersze z Google", czyli jak trafić do galerii sztuki współczesnej

Nigdy nie miałam specjalnych aspiracji artystycznych. Wiadomo, za młodu pisało się wiersze (pewnie kiepskie, boję się zajrzeć do tych starych notatników), ale nigdy nie przypuszczałam, że ?coś mojego? trafi kiedyś do galerii sztuki współczesnej. No ale stało się, mogę umierać.

A najdziwniejsze jest to, że tworząc Wiersze z Google nawet nie myśleliśmy o nich w kategorii sztuki.

Był początek lipca ubiegłego roku. Słońce świeciło, jak to w lipcu, zapowiadał się kolejny zwykły dzień w pracy. Ale już się pewnie domyślacie, że wcale taki nie był. Wszystko zaczęło się od wiersza, który Piotrek Gnyp, wówczas dziennikarz z konkurencyjnej redakcji, opublikował na Twitterze.

Wiersze z GooglaWiersze z Googla

Wiem, to nie jest najlepszy wiersz na świecie. Ale pomysł nam się spodobał i postanowiliśmy go wspólnie rozwijać. Piotrek założył bloga na Tumblr.com. Tak powstały Wiersze z Google. I zaskoczyło. Początkowa popularność Wierszy przerosła nasze oczekiwania.

Wiersze z GooglaWiersze z Googla

 

Wiersze z GooglaWiersze z Googla

 

Wiersze z GooglaWiersze z Googla

Oczywiście, sam pomysł na wiersze generowane przez Google nie był nowy. W anglojęzycznym internecie znany jest Google Poetics, a my stworzyliśmy jego polski odpowiednik. Zasada działania jest banalnie prosta - znacie pewnie mechanizm autouzupełniania w Google. Zaczynacie wpisywać jakąś frazę, a wyszukiwarka sama podpowiada, co jej zdaniem może nas zainteresować. Przypatrzcie się, co powstaje w Google przed naciśnięciem „Enter”. Wyniki są czasem zabawne, czasem straszne, a czasem po prostu liryczne. A co więcej - autouzupełnianie „uczy się” i dopasowuje do najpopularniejszych wyszukań. Tak właśnie powstają Wiersze z Google. Taka poezja ma dwie główne cechy:

- mówi o emocjach ludzi. Naszych emocjach, bo oparte są o słowa które sami wpisujemy w wyszukiwarkę. Są w nich radość, obawy, nadzieja - po prostu samo życie

- jest demokratyczna. Każdy, kto używa Google dołożył do nich swoją cegiełkę wpisując jakąś frazę w wyszukiwarkę. No i każdy może wygenerować taki wiersz. A skoro tak, to naturalnie każdy mógł nam zgłaszać „swój” wiersz, a my go publikowaliśmy.

Niektóre wiersze do dziś mnie zachwycają. Zostały wygenerowane przez algorytm, ale i tak bywają wśród nich naprawdę poruszające i liryczne.

Wiersze z GooglaWiersze z Googla

A w końcu, zupełnie niespodziewanie, zgłosił się do nas kurator wystawy „Śmierć internauty” z pytaniem, czy zgodzimy się, żeby Wiersze z Google stały się jej częścią. Wystawa odbyła się we Wrocławiu w galerii sztuki współczesnej Mieszkanie Gepperta. Co sprawiło, że Wiersze zostały uznane za interesujące na tyle, żeby trafić do galerii. Marcin Ludwin, kurator wystawy, wyjaśnia:

Wiersze z Google nie są działaniem na wskroś generatywnym. Opiera się to na wyborach dokonanych przez autorów. Pierwszym z nich jest wybór wyszukiwarki Google jako tej najczęściej używanej w Polsce. Już na tym poziomie zostaje podkreślona chęć opisania Polaków, stworzenia wizerunku statystycznego Jana Kowalskiego (co uzmysławia tylko niemożliwość istnienia takiego bytu). Uzmysławia on również pewien lęk przed gromadzeniem informacji na temat nas samych. Poza tym, należy również pamiętać, że to autorzy Wierszy z Google wpisują pierwszą część sentencji, co odzwierciedla ich własne poszukiwania, jeszcze bardziej uniemożliwiając stworzenie wizerunku statystycznego Jana Kowalskiego. Te trzy cechy można uznać dopiero za początek analizy zjawiska jakim są Wiersze z Google. Zjawiska tym bardziej ciekawego, że istniejącego nie tylko na gruncie polskim, ale również w innych krajach. Ta złożoność, jak i kontekst narodowościowy, skłoniły mnie do wyboru projektu Wiersze z Google, do zaprezentowania na wystawie Śmierć Internauty.

Wystawa / fot. Marcin LudwinWystawa "Śmierć internauty"/ fot. Marcin Ludwin

I niby mogłabym powiedzieć „mój trud skończony, mogę umierać”. Ale tak naprawdę, to niezbyt duże osiągnięcie. Dlaczego?

Bo każdy jest artystą

Wyzwolenie sztuki z norm formalnych zawdzięczamy dadaistom. Demokratyzację sztuki - Josephowi Beuysowi. Artysta ten był sławny zwłaszcza w latach 60. i 70 ubiegłego wieku. Jego dzieła wystawiane były na całym świecie, a sam Beuys napisał przewrotny tekst zatytułowany „Każdy artystą”. Wskazywał w nim, że kreatywność nie jest czymś specjalnie wyjątkowym, lecz charakteryzuje każdego człowieka. Artysta (przez duże A) był wcześniej uznawany za namaszczonego przez Boga, to przez niego mogliśmy obcować ze Sztuką (przez duże Sz). Beuys dowodził, że potrzeba twórczości charakteryzuje wszystkie dziedziny życia, a przez to wszystkich ludzi.

„Musimy przede wszystkim rozszerzyć definicję sztuki poza specjalistyczną działalność prowadzoną przez artystów aż po kształtowanie społeczeństwa przyszłości, opartego na całościowej energii owej jednostkowej kreatywności w ludziach, przez ludzi oraz dla ludzi, lecz z położeniem nowego akcentu na (..) procesie twórczym”

- pisał Beuys.

I tak się właśnie stało. Sztuka stała się egalitarna. A wraz z internetem każdy może dać wyraz swojej kreatywności - grafoman, mistrz pióra, wybitny kompozytor i najgorszy malarz. Każdy może robić zdjęcia i publikować je na Instagramie albo Facebooku. Każdy może tworzyć muzykę i wrzucać ją na SoundCloud. Każdy może robić ładne rzeczy i sprzedawać je w sieci.

Lem to przewidział

Elektrybałt to robot, który tworzył poezję. Lem opisał go w jednym z opowiadań z cyklu „Cyberiada”. Elektrybałt był maszyną, która do perfekcji opanowała tworzenie poezji. W szranki próbowali stawać z nim prawdziwi poeci, lecz robot zawstydzał każdego z nich.

„Wiersze Elektrybałta znali wszyscy; powietrze trzęsło się od błogich rymów, a natury co wrażliwsze, rażone specjalnie skonstruowani metaforami czy asonansami, nieraz mdlały nawet; lecz i na tę okazję był przygotowany gigant natchnienia, albowiem zaraz wyprodukował odpowiednią ilość sonetów trzeźwiących”.

Nie twierdzę, że Wiersze z Google mają siłę choćby porównywalną z twórczością Elektrybałta, albo docenianych poetów. Ale czy wiersze generowane przez algorytm mają być gorsze tylko dlatego, że zostały stworzone przez maszynę?

Śpieszmy się być artystami

Tylko poeta może napisać wiersz? Tylko dziennikarz może napisać artykuł? Tylko kompozytor może stworzyć przebój? Jak widać na przykładzie Elektrybałta i Wierszy z Google - nie. Są do tego też zdolne algorytmy, które coraz szybciej uczą się nowych umiejętności. Już teraz dokonują transakcji giełdowych, analizują wyniki sportowe, albo uczą się jak obchodzić zabezpieczenia, które miał przejść tylko człowiek. Co więcej - o tym, czy piosenka będzie hitem decyduje często właśnie algorytm, który swobodnie może komponować własne nagrania.

Wiersze z GooglaWiersze z Googla

Sztuka generowana komputerowo staje się faktem. W tekście „Algorytmy czują bluesa, czyli przepis na przebój idealny” czytamy, że przeraża to krytyków i specjalistów którzy ubolewają, że ludzki talent i iskra boża wkrótce może być nieodróżnialna od algorytmu.

„Filozofów martwi z kolei już sam udział algorytmów w procesie twórczym. Zdobywca Nagrody Pulitzera i znany myśliciel Douglas Hofstadter w książce zatytułowanej „Virtual Music” żalił się: „Przeraża mnie i jednocześnie zadziwia fakt, że zjawiska dotykające istoty mojego jestestwa mogą być wytwarzane przez mechanizmy miliony razy prostsze od misternej biologicznej konstrukcji, która mieści ludzką duszę”.

Ale z drugiej strony Marcin Ludwin, kurator wystawy "Śmierć internauty" stwierdza, że:

Sztuka generowana przez algorytmy, jak najbardziej może być traktowana jako działanie artystyczne. Jest to nawet sytuacja bardziej klarowna od sztuki przypadku. W tym kontekście, rozumiem algorytm jako wytwór ludzkiej kultury – ktoś musiał go stworzyć i umieścić w odpowiednim środowisku, aby ten zaczął działać.

Lemowski Trurl, twórca Elektrybałta, musiał w końcu wyłączyć swojego robota, bo „prawdziwi” literaci zaczęli obrzucać jego dom kamieniami i atakować samą maszynę. Elektroniczny poeta został ostatecznie odholowany do innego systemu gwiezdnego. Tylko że Elektrybałt miał wtyczkę, którą można było wyciągnąć. A jak wyłączyć algorytm, który może okazać się bardziej twórczy od ludzi?

Joanna Sosnowska

Więcej o: