Misjonarz, kanapowiec, filozof... Przedmałżeńskie fascynacje i romanse

Linda jest mężatką i sprawy małżeńskiej alkowy zostawi pod kluczem, bo nawet schowana za Lindą czuje, że ten intymny fakt pożycia i użycia należy schować przed światem. Ale Linda nie zawsze była mężatką i to też było przyjemne. Dziś pozwólcie się Lindzie wyspowiadać z jej wspomnień, przypadków i pomyłek. Przedślubnych.

Linda nigdy nie miała śmiałości do chłopców. Kochała ich, ale duszą, nie ciałem. Całowanie budziło w niej lęk i lekkie obrzydzenie. A co dopiero jakieś bliskości. Nie, Linda była zbyt zajęta poszukiwaniami kogoś, z kim nastąpi porozumienie dusz. I Linda bardzo nie chciała być jak te puszczalskie. Albo chciała, ale jej nikt nie chciał - nie wnikajmy w to. Nie zdarzyło się długo, żeby się Lindzie zdarzyło to coś.

Dopóki nie zjawił się ON. Wielce zakochany. Nie dawał się zbyć, nie chciał sobie pójść. On był tym pierwszym i ona była pierwszą. Mieli dużo czasu na odkrywanie o co w tym chodzi, ale gdy bariera nieśmiałości prysnęła jak bańka przy pierwszym pocałunku - wszystko poszło jakoś szybko. Przetestowane zostało wszystko, o czym którekolwiek z nich kiedykolwiek zamarzyło. Och, jaki to był seks. Pełen namiętności na zawołanie. Wszędzie. Nagle okazało się, że istnieje taki wspaniały świat. Tyle radości, przyjemności na wyciągnięcie ręki. To ciało, te pośladki, ta spontaniczność w gestach i pragnieniach. Ta zwierzęcość i romantyzm w jednym. Dość powiedzieć, że choć związek nie był przyszłościowy, to relacja fizyczna trwała jeszcze długie lata.

Po krótkim, ale owocnym romansie nowa Linda-kobieta nabrała wiatru w żagle. W oczach pojawiły się takie błyski, które jedna z posłanek specyficznie określała. Linda wiedziała już, na czym to polega, jak się to robi, w co się gra i czego się można po sobie i po kolegach spodziewać. Zabawa dla dorosłych. Linda postanowiła sprawdzić, czy to tak łatwo mieć seks. Czy wystarczy chcieć i już? Tak, ale czy warto?

Ach, to spojrzenie! / fot. Wojciech Surdziel /AGAch, to spojrzenie! / fot. Wojciech Surdziel /AG

Kolejni nowi koledzy pojawiali się w Lindy życiu, łóżku lub w pochwie. Różnie to było. Bardziej lub mniej przypadkowo. Czasem seks był efektem długiego zabiegania o względy Lindy lub Linda musiała się nabiegać. Czasem wychodził zupełnie okolicznościowo. Ale każdy miał jakiś feler lub popełniał kilka podstawowych błędów - nie kochał się z Lindą, nie wziął jej nawet porządnie tylko starał się odegrać przed nią kochanka wielkiego. Staranie to bywało pokraczne. Najpierw całowali, potem cośtam pluli do ucha - to nawet fajnie łaskocze, potem zaczynali się bawić piersiami - i to był pierwszy dyskretny ziew - żaden przecież nie zapytał, czy to Lindzie sprawia przyjemność, czy coś czuje - nie, brali i bawili się kawałkiem ciała zostawiając głowie pole do popisu. A znudzona głowa czasem planowała już podróż powrotną, bo znowu jakiś schemaciarz ją dorwał.

Potem trochę lizania brzucha i kwintesencja ich oddania i inwencji - seks oralny. Nie minęły 4 minuty od pocałunku, a facet ląduje z głową między Lindy nogami, zanim ta zdążyła nawet zareagować - wszak to jednakowoż przyjemne i na minutę można się skoncentrować na tym miłym doznaniu. Na minutę właśnie. Bo potem znów głowa Lindy jest zupełnie gdzie indziej, a Linda ma orgazmy głową, a nie łechtaczką. On nie kocha się z Lindą tylko idzie według schematu. Każdy on. Zadziwiająco wielu ich idzie według tego samego schematu, w dobrej wierze, że stają się super kochankami. A Linda wolałaby gdyby powiedział wprost: „choć tu Lindzinko - zrób mi laskę, potem zerżnę Cię, aż się spocisz, a na koniec mój język doprowadzi Cię na Giewont”. Linda lubi, gdy ktoś z nią, a nie przed nią się kocha. Potem robili te swoje dziwne ruchy, ale często było już za późno i podniecenie umykało przed znudzeniem.

Byli koledzy dziwni - jeden doprowadziwszy Lindę do negliżu i wielkiego podniecenia, po wzajemnym lizaniu genitaliów obwieścił, że jest katolikiem i chce zachować czystość przedślubną, więc tylko seks francuski lub analny. Powstrzymując parsknięcia śmiechem Linda doceniała, że był w tym mimo wszystko dobry.

Był misjonarz. Pełen poświęcenia - robił dla Lindy wszystko, ale nie pozwalał Lindzie doprowadzić jego samego do przyjemności, bo on wolałby zachować ascezę - więc robić dobrze kobiecie tak, ale jemu nie. Niby sytuacja idealna, ale na dłuższą metę nie sprawdzała się w życiu.

Był filozof - taki prawdziwy. Linda go pozdrawia serdecznie. Kochał się w Lindzie - dusze się splotły, ale po miesiącu przyznał, że on wiele kobiet kocha. To nawet zostałoby mu wybaczone - ale miał bardzo małego penisa. Linda uznała, że nie ma się czym dzielić i zostawiła wszystko koleżankom.

Był zawodowiec - kolega, który odkrył, że większość kobiet wystarczy tylko wziąć - ot zapytać - chcesz seksu? Z jego statystyk wynika, że odpowiedź twierdząca pada nadzwyczaj często. On nie narzeka. To doświadczenie Linda dzieli z wieloma koleżankami - wszystkie wspominamy go z rozrzewnieniem. Bo to mistrz tego fachu, a przy okazji uczciwy do bólu. Nie obiecywał niczego poza przyjemnością i dotrzymywał słowa.

Był bardzo namiętny Francuz. Bardzo. Tak namiętny, jak trzeba. Ten nie leciał schematem i brał Lindę z wielką atencją. Ale chciał syna, a to jakoś ostudziło zapał Lindy do tego przypadku.

Był wygodny kanapowiec - ten nie bacząc na wygodę Lindy kładł się na niej jak na kanapie, moszcząc się łokciami pomiędzy żebrami. Bolało w sposób zupełnie nieprzyjemny.

Był programista - z takim błyskiem w oku, choć niezbyt urodziwy. Nawet oblatany w temacie. Ale seks dopiero, gdy napisze program i tylko w czasie, gdy on się przelicza. Pozycja na C++ to jego wielki minus. Odpadł.

Mężczyzna idealnyMężczyzna idealny

Linda ma taki swój prywatny horoskop, w którym rozmiar penisa wpływa na charakter mężczyzny. I czasem to działa w dwie strony - po penisie Linda zgadywała, co to za typ, a czasem po charakterze - czy warto dla niego zdejmować buty. Zazwyczaj się sprawdzało.

Więcej o: