Każda piękna przeszłość jest podejrzana. Rzecz o mocno niepoprawnym elementarzu

"To dworek. Rodzina Janka pochodzi z dworku. Wszyscy Polacy pochodzą z dworku". Takie zdania możemy przeczytać w nowym darmowym elementarzu "Nasza historia". Spokojnie! Ta ironiczna publikacja nie jest skierowana do dzieci, może za to otworzyć oczy niektórym dorosłym.

Kobieta. Jakaś dziwna. Niby wesoła, a oczy podkrążone. Robi obiad tacie. Tata wraca z pracy... Na stole prosię i warzywa. Na ścianie portret wąsacza i papieża, Polaka oczywiście. Nie ma wesołych biało-czerwonych chorągiewek i krzykliwych kolorów na ubraniach, nie ma dymków z wesołymi tekstami, ale mama Janka jest taka podręcznikowa. I tylko kolejne zdania, tak jak te cienie pod oczami, jak ten uśmiech i cała zatopiona w blaknącej sepii oprawa graficzna, powodują mieszane uczucia.

To Janek, a to jego rodzina

Mama ma siniaki. Wczoraj dostała klapa. Pewnie coś przeskrobała. Janek też dostaje klapa, gdy się nie słucha. Jak to w rodzinie.

Pierwsze skojarzenie? Drwina z podręczników - tych, które dzieci dostają do rąk, gdy debiutują w szkolnych ławach. Sarkastyczna odpowiedź na teksty o nieco gapowatej mamie, która przypaliła obiad, lub o mamie bizneswoman, której trzeba szybko pomóc w rachunkach, bo się bidula pogubiła z liczeniem, o tacie, który wraca zmęczony z pracy i trzeba mu ładnie opowiedzieć, co się widziało z siostrą na spacerze. Wierszem, bo dzieci lubią mówić wiersze. Rodzice z radością ich słuchają. Wiersze o Polsce, ojczyźnie naszej, o domach, mostach fabrykach, o sójkach i bocianach w październiku. Polskie elementarze są takie idylliczne. W rozmowie ze mną autorka posługująca się pseudonimem Yagna Magna przyznała, że nie śledzi publikacji edukacyjnych.
- Z podręcznikami dla dzieci w zasadzie nie mam do czynienia. Pisząc te swoje czytanki, opieram się raczej na tym, co sama pamiętam ze szkoły - wyjaśnia, wspominając choćby słynne "Litery" Ewy i Feliksa Przyłubskich...

Elementarz Elementarz "Nasza historia". Autor: Yagna Magna. źródło: http://karo.iwasz.pl/blog/

Obrazki z rewolucji

Mimo braku aktualnych punktów odniesienia pastisz wyszedł jej znakomity. Nie o to jednak autorce chodziło przede wszystkim. - Elementarz powstał pod wpływem impulsu. Bezpośredniej inspiracji dostarczyła lektura "Prześnionej rewolucji" Andrzeja Ledera - mówi Yagna i dopowiada jeszcze, że dla niej tych kilka stron jest czymś w rodzaju komentarza do kontrowersyjnej publikacji - umieszczonego, dodajmy, na prywatnym i czytanym głównie przez wąskie grono stałych czytelników blogu. Książka, na którą powołuje się Yagna - wydana w marcu tego roku "Prześniona rewolucja. Ćwiczenia z logiki historycznej” - to propozycja innego spojrzenia na dwudziestowieczne przemiany obyczajowe i gospodarcze w naszym kraju.

Od 1939 do 1956 roku trwała w Polsce wielka rewolucja społeczna, której nie traktujemy jak rewolucji. Wyparliśmy ją ze świadomości zbiorowej. W wyobraźni, w języku, w naszej tożsamości jest słabo wyrażona. Wiemy, owszem, że ''coś'' się wydarzyło, ale bez naszego udziału. To nam zrobił ktoś inny - Niemcy i Rosjanie. Zmiana społeczna, która miała dla Polaków fundamentalne znaczenie, jest doświadczana trochę jak sen. Koszmar senny. To się naprawdę stało? Ja tego chciałem? No ależ skąd! Nie chciałem!

- powiedział w niedawnym wywiadzie sam Leder. W jego ujęciu owa cicha rewolucja została "prześniona" - bo dokonana cudzymi rękami, za cichym przyzwoleniem. W tym samym wywiadzie autor, filozof kultury, dodaje jeszcze jedną obserwację:

W genezie dzisiejszych elit i klasy średniej jest wstydliwa pokątność. Jest wejście do pożydowskich domów, rabowanie dworów, wstępowanie do partii, wszystko moralnie ambiwalentne. Masy idą do wojska, do milicji, zapisują się na studia prawnicze, kończą różne kursy, ''nie matura, lecz chęć szczera''. Zajmują nowe pozycje w sposób, który dla nich samych jest moralnie wątpliwy, bo odbywa się pod osłoną armii radzieckiej, towarzyszy temu niszczenie dawnych przedwojennych elit. To wszystko była wielka rewolucja społeczna, ale nigdy nie mieliśmy dość odwagi, by to uznać.

Frywolne szlachcianki i leniwi chłopi

"Nasza historia” stała się czymś więcej niż komentarzem do lektury Ledera. To prosty, zwięzły ironiczny obrazek pewnego wycinka naszej rzeczywistości - utrwalanej w relacjach rodzinnych i zawodowych mentalnego folwarku. Choć elementarz Yagny powstał pod wpływem impulsu, wszystko jest tutaj dobrane w sposób przemyślany. - Najpierw powstał tekst, więc przystępując do pracy nad układem graficznym, wiedziałam, gdzie pojawią się ilustracje. Od początku też chciałam namalować je akwarelami. Uznałam, że dobrze się sprawdzą przy niby-zdjęciach. Nieprzypadkowo też praprababcia głównego bohatera, Janka, wzorowana jest na damie z "Huśtawki" Fragonarda - ten obraz znajduje się na okładce polskiego wydania "Teorii klasy próżniaczej" (wyd. Muza, 1998). To, żeby zdjęcia w albumie miały ząbki, wymyślił mój mąż, on też użyczył ząbków z rodzinnych fotografii - wyjaśnia autorka. Nie jest też dziełem przypadku, że uchwycona w chwili igraszek dama na huśtawce z obrazu Fragonarda "widzi się” z chłopami z obrazu "Bociany" Chełmońskiego.

Szlachcianka i chłopi. Elementarz Szlachcianka i chłopi. Elementarz "Nasza historia", rys. Yagna Magna, źródło: http://karo.iwasz.pl/blog/

 

Janek mieszka w Wilanowie. Każdy Polak mieszka w Wilanowie. W Wilanowie są ładne drogi i aleje, eleganckie kawiarnie i sklepy, a po ulicach chodzą pawie. W Wilanowie nic brzydko nie pachnie. Tata Janka nie lubi, jak coś brzydko pachnie, dlatego rodzina Janka z rzadka opuszcza Wilanów. Rodzina Janka nigdy nie odwiedza dzielnic, gdzie od czasu do czasu coś spłonie. Płonące tworzywa mają brzydki zapach.

- to już równie ironiczna praca domowa autorstwa Radeczka. Pytam autorkę o tego Ojca, o ten Wilanów, o skojarzenia z "korpodorobkiewiczami”, "seniormanagementem” i pozorowane szlachectwo.
-Tu chodzi nie tyle o pozorowane szlachectwo, ile o naszą tożsamość w ogóle i to, na czym się ją buduje. I rzecz nie tylko w tym, czy historia rodzinna jest prawdziwa czy doklejona. Rodzina Janka z Elementarza to nie muszą być wyłącznie korpodorobkiewicze, dziadków było czworo, praprababcia mogła naprawdę być szlachcianką, a pradziadek powstańcem. Istotne jest także to, jakie mówienie o historii rodzinnej ma sens. Jeśli się miało babcię szlachciankę, to może warto powiedzieć, skąd miała pieniądze na swoje wstążki, na przykład - mówi Yagna i dodaje jeszcze: - Podejrzewam, że co najmniej 1/4 rodziny Janka wcale nie była z dworku. Chodzi mi o to, że nie tylko piękna polska przeszłość dorobkiewiczów jest podejrzana. Każda piękna przeszłość jest podejrzana.

Wszystkie nasze mity

O co pytają czytelnicy samą Yagnę? - A wiesz, że nie pytają? Większość po prostu klika "lubię to" i udostępnia. Na naTemat pojawił się link, pod linkiem sporo hejtu, ale pytań chyba żadnych. O, mam! Ktoś się zainteresował tym, kogo przedstawia portret taty Janka - mówi autorka. Z portretem taty Janka sprawa jest prosta, choć nie oczywista. Wisi na ścianie obok Papieża, wąsacz taki. Aż chciałoby się, by był to Wałęsa, ale prezydent-elektryk nie pasuje do szlachecko-pańszczyźnianego rodowodu rodziny bohatera elementarza. Człowiek z plebsu? Nie, nie godzi się. Ten wąsacz to wzbogacony o zarost Mieczysław Wilczek, przedsiębiorca i były minister przemysłu.

Symboliczna cukiernica i podejrzany świecznik. rys. Yagna Magna, źródło: http://karo.iwasz.pl/blog/Symboliczna cukiernica i podejrzany świecznik. rys. Yagna Magna, źródło: http://karo.iwasz.pl/blog/

 

W Powstaniu spłonął dom rodziny Janka. Została tylko cukiernica. A ten świecznik? Ma tyle ramion i litery takie dziwne. Co to za litery? Nieważne.

- czytamy dalej w elementarzu. Przywołanie tych dwóch przedmiotów symbolizujących z jednej strony dyskretne pomijanie niewygodnych fragmentów przeszłości, z drugiej zaś mitologizowanie innych, jest rezultatem rozmów autorki z przyjaciółmi: specjalizującym się w tematach gospodarczo-historycznych dziennikarzem Radosławem Korzyckim, oraz pisarzem, tłumaczem i badaczem literatury Grzegorzem Franczakiem. Temu pierwszemu zawdzięczamy cukiernicę, drugiemu zdanie „Jak Janek będzie duży, też będzie walczył w Powstaniu Warszawskim”.

- Grześ opowiadał, że w Muzeum Powstania Warszawskiego młodzież może kupić koszulkę z napisem "Też byłbym powstańcem" (dla chłopców) albo "Też byłabym sanitariuszką" (dla dziewczynek). MPW wydaje mi się czymś w rodzaju wesołego miasteczka, w którym brak miejsca na dyskusję, wątpliwości pytania. "Też byłbym/byłabym powstańcem/sanitariuszką", kropka. Ale już nie "Też siedziałbym w piwnicy" - zauważa Yagna. Ona sama lubi od czasu do czasu wziąć na warsztat jakiś mniej lub bardziej współczesny mit. Elementarz nie jest jej pierwszym graficznym komentarzem do pewnych aktualnych tematów. Na jej blogu znaleźć można zarówno krótkie formy komiksowe, jak i cykl ikon, nie mniej wymownych niż elementarz. Wśród nich święty Żyd z pieniążkiem, święta Katastrofa i święta Mała Madzia.

Nowy święty. rys. Yagna Magna, źródło: http://karo.iwasz.pl/blog/Nowy święty. rys. Yagna Magna, źródło: http://karo.iwasz.pl/blog/

Wszystko dziś staje się obiektem kultu

- Trochę chodzi o to sakralizowanie, trochę o to, że masową wyobraźnią rządzą czasem naprawdę dziwne twory opakowane w pozłotko - tłumaczy autorka. Nie bez znaczenia są tu też jej własne doświadczenia z religią. Same ikony, choć mocne, wzbudziły zainteresowanie zaledwie wśród stałych czytelników bloga. Elementarz - opublikowany na tym samym blogu - przyciągnął uwagę znacznie większej ilości odbiorców. Ludzie sobie go linkują, lajkują, kilka stron trafiło na serwis naTemat, dzisiaj pojawiła się także krótka notka na stronie TOK FM. Elementarz trafił widocznie na "lepszy moment" w internecie. Coraz więcej mówi się o Lederze i jego książce, publikacja kilku sugestywnych obrazków Yagny zbiegła się z dyskusją o nowym, państwowym elementarzu. Darmowy podręcznik dostępny dla każdego wprowadza zmiany. Więcej tu mowy o podziale ról w rodzinie, są nowe technologie: komputery i tablety, wśród dzieci w klasie są te, które reprezentują inny krąg kulturowy, oraz dzieci z niepełnosprawnością. Wciąż jednak nie jest idealnie.

Reakcje czytelników na Yagnowy alternatywny elementarz są zazwyczaj pozytywne.
- Chwalą, śmieją się, postulują używanie zamiast elementarza państwowego (wierzę, że w żartach), niektórzy dopisują ciągi dalsze. Widziałam też kilka negatywnych opinii, najciekawsza brzmiała: "to jakiś antysemicki blog". O podobnych mechanizmach także można przeczytać u Ledera - niektórzy, usłyszawszy "słowo na Ż", od razu umieszczają je w antysemickim kontekście. Podobał mi się też komentarz "tendencyjne ... raczej nie śmieszy .. pełne kompleksów i błędnych stereotypów" - wylicza twórczyni. Dopiero publikacje na naTemat i TOK FM przyniosły wysyp negatywnych komentarzy. Ciekawe, co by było, gdyby Yagna z podobną dozą dystansu i dawką sarkazmu spróbowała skomentować już nie owego "pana na Wilanowie”, nie współczesnego szlachcica z dużej firmy, a innych mieszkańców Polski - nowolondyńczyków i gastarbeiterów, Kaszubów, Ślązaków, kresowiaków i przesiedleńców - Nad kontynuacją początkowo nie myślałam, ale teraz niektórzy zaczynają się domagać. Nowe czytanki musiałyby jednak być o czymś innym, o historii rodziny Janka nie mam chyba nic więcej do powiedzenia.

Więcej o: