Ogląda się szybko, a robi długo - wywiad z twórcą animacji Michałem Sochą

Stworzył jedną z najlepszych dotychczasowych czołówek "Simpsonów" i animację jaką możemy oglądać na początku serialu "Filary Ziemi". Stoi też - wraz z braćmi - za wieloma reklamami. Michał Socha to polski animator, którego nazwisko, mam nadzieję, będzie wielkie nie tylko na naszym podwórku.

Michał Socha (fot. michalsocha.com)Michał Socha (fot. michalsocha.com)

Zawsze bardzo się cieszę, kiedy czytam o Polakach robiących karierę w wielkim świecie; docenianych i podziwianych za granicą za ciężką pracę, talent, umiejętności. Tak było w tym przypadku: wpadłam na link do tekstu o Michale u kogoś ze znajomych na Facebooku. Już przy pierwszym akapicie wiedziałam, że chcę z nim porozmawiać. Szczególnie, że w tekście pełnym zachwytów nad warsztatem Polaka, dziennikarz stwierdza, że przebił on swoją pracą genialną czołówkę "Simpsonów" francuskiego mistrza animacji Sylvaina Chometa, którego uwielbiam. Moim zdaniem obie czołówki są świetne, każda na swój charakterystyczny dla autora sposób. Stwierdzenie, która jest lepsza lub gorsza to jak porównywanie jabłek i pomarańczy - to jest lepsze, co ktoś bardziej lubi. Zresztą, sami zobaczcie.

Michał pracował też na czołówką do "Filarów Ziemi".

 

Jak to się stało, że zrobiłeś czołówkę "Simpsonów"?

MICHAŁ SOCHA: To nie było tak, że twórca Simpsonów Matt Groening zadzwonił do mnie i zapytał, "czy nie chcesz zrobić czołówki do Simpsonów?", złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim to wiele lat ciężkiej pracy nad wcześniejszymi, autorskimi animacjami, ale również spotkanie odpowiednich ludzi w odpowiednim momencie i na pewno trochę szczęścia, które niewątpliwie mnie spotkało. Mam w Stanach przedstawiciela, człowieka, którego spotkałem na jednym z festiwali animacji i on postarał się o ten projekt. Zanim jednak zacząłem pracę nad filmem, musiałem przedstawić producentom kilka naprawdę mocnych pomysłów na scenariusz i parę dobrych rozwiązań graficznych. Droga do pracy nad efektem końcowym była długa i niełatwa. Trzeba było trochę powalczyć. Na szczęście nie musiałem walczyć sam, bo tym razem pomagali mi moi bracia.

No właśnie: wasze studio BrosFX to firma rodzinna. Jak pracuje się z braćmi?

Bardzo dobrze! Tworzymy zgrany zespół. Każdy z nas ma inny temperament, ale potrafimy ze sobą współpracować. Mam dwóch braci, Bartka i Kubę. Każdy z nas specjalizuje się w czymś innym, dlatego też dobrze się uzupełniamy i świetnie nam się pracuje razem.

Patrząc na Twoje dokonania widzę przede wszystkim ogrom pracy. Domyślam się, że jak w każdym zawodzie, na sukces składa się talent i bardzo dużo pracy. A ile jest w tym sukcesie szczęścia, a może umiejętności zjednywania sobie ludzi?

Mało kto wie, że za każdą sekundą animacji kryje się kilka lub kilkanaście dni ciężkiej pracy. Zawód animatora jest ciężkim kawałkiem chleba. Trzeba się naprawdę sporo napracować żeby coś powstało. Na animację składa się wiele elementów: wymyślenie historii, praca nad scenariuszem, zaprojektowanie postaci, scenografii, wybór ujęć, kadrów, animatik, animacja, kompozycja, udźwiękowienie, muzyka. Jest to niewątpliwe ciężka praca, a odrobina talentu jest przydatna. Duże znaczenie dla animatora ma doświadczenie. Animator musi też być dobrym obserwatorem. To często też długie, nieprzespane, pracowite noce i dni. To jest praca dla wytrwałych i cierpliwych.

W moim przypadku, animacja dyplomowa "Laska", którą zrobiłem na studiach, otworzyła mi wiele drzwi. Została doceniona na wielu festiwalach i dała wspaniałe możliwości, które odpowiednio wykorzystałem. Jak widać, czasami jedna, dopracowana produkcja, w którą włoży się mnóstwo serca i chęci, potrafi otworzyć drzwi do nowych wyzwań i do nowych kontaktów. Umiejętności tworzenia siatki kontaktów w tym zawodzie są niezbędne, zwłaszcza jak ma się na celu pozyskiwanie lepszych zleceń i robienie ciekawszych animacji komercyjnych. Ja miałem w tym przypadku dużo szczęścia.

CHICK from Mayki on Vimeo.

Czy animatorem może zostać każdy?

Tak samo jak może zostać każdy malarzem, rzeźbiarzem, pisarzem czy piosenkarzem. Przede wszystkim trzeba chcieć i mieć dużo samozaparcia w dążeniu do celu i się nie poddawać. Ten zawód wymaga mnóstwo cierpliwości, ale i doświadczenia. Nie można zostać animatorem z dnia na dzień. Ja się cały czas uczę warsztatu, jest tu tak wiele różnych zagadnień, kierunków, gry aktorskiej postaci, i tak dalej. Trzeba się również nauczyć obserwować. Animator uczy się całe życie i to jest właśnie fajne, bo nie ma miejsca na nudę.

Z czym powinni się liczyć młodzi ludzie marzący o tym zawodzie?

Z tym, że w zawodzie animatora nie jest tak kolorowo jak w samych animacjach! Animacje ogląda się bardzo szybko, a robi bardzo długo. Są to często lata nauki, studiowania ruchu i mnóstwo tak zwanych "dupo-godzin". Czasami produkcja animacji trwa rok albo kilka lat, wiec się trzeba dobrze zastanowić czy się chce tak długo nad jedną rzeczą pracować. Młodzi ludzie powinni się też liczyć z tym, że mogą nabawić się wad kręgosłupa, oraz osłabić wzrok od patrzenia w monitor i w podświetlarkę.

Z finansowego punktu widzenia animacje autorskie nie przynoszą zbyt dużych pieniędzy jako takich. W zasadzie w ogóle ich czasami nie ma. Autorskie animacje to jest prezentacja swoich umiejętności,  prestiż i możliwość podróżowania po świecie, poznawania ciekawych ludzi i zdobywania kontaktów, co oczywiście procentuje na przyszłość. Zysk daje animacja komercyjna, w której trzeba się już mocno nagiąć. Nieliczni mają możliwość zarabiania na tym co uwielbiają robić tak naprawdę. Mi się to powolutku udaje.

PROPOZYCJA ANIMACJI DLA NIKE AUTORSTWA BROSFX

NIKE from BROSFX on Vimeo.

Jak wygląda polska scena animacji? Czy można mówić o tym, że mamy markę jak niegdyś Polska Szkoła Plakatu? Czy trudno jest zrobić karierę za granicą?

Polska scena animacji ma się dobrze i się rozwija. Powstaje coraz więcej produkcji. Niektórzy wracają do tradycji polskiej animacji, ale i poszukują własnego środka wyrazu, eksperymentują. Jest duża wolność w tworzeniu, a technologia w tym pomaga. Na pewno polskie animacje są rozpoznawalne i się wyróżniają na festiwalach. Mamy naprawdę zdolnych animatorów. Co do drugiej części pytania, za granicą jest bardzo trudno zrobić karierę. Trzeba się mocno nagimnastykować, żeby się tam wybić. Trzeba być oryginalnym, elastycznym i mieć zawszę głowę pełną pomysłów.

Opowiedz o technicznej stronie pracy. Rysujesz ołówkiem klatkę po klatce, czy wszystko jest cyfrowe?

W dzisiejszych czasach wszystko jest cyfrowe, jednak zawsze zaczynam od rysunku na kartce, bo jestem zdania, że tylko wtedy powstanie film w moim stylu, z charakterem. Szkice, koncepty, pomysł, przeważnie powstają tradycyjnie: na papierze przy użyciu tradycyjnych narzędzi. Reszta powstaje już na komputerze. To nie znaczy, że jakiś program generuje nam taki obrazek jaki widzimy na przykład w czołówce do Simpsonów. To wszystko też zostało narysowane klatka po klatce, tyle ze cyfrowo, przy użyciu współczesnych narzędzi.

To jeszcze zapytam o plany. Nad czym obecnie pracujecie?

Obecnie kończę trzyminutową animację. Będzie to jeden rozdział, niezależna animacja, która znajdzie się w pełnometrażowym filmie "Prorok" na postawie książki Dżubrana Chalila o tym samym tytule. Jest to duża Hollywoodzka produkcja, producentami są Salma Hayek, Clark Peterson i Ron Senkowski. Film zapowiada się ciekawie, bowiem każdy z rozdziałów książki wyreżyseruje inny animator. Oznacza to współpracę z twórcami z całego świata. Wszystkie części połączy w piękną opowieść Roger Allers. Premiera zapowiada się na październik tego roku, także już niedługo. A komercyjnie, czyli jako BrosFX, jesteśmy w trakcie przetargu na serię animacji reklamowych. Sam natomiast mam w planach realizacje kilku krótkich, autorskich filmów animowanych, które chodzą mi od dłuższego czasu po głowie.

Nie mogę się doczekać.

Więcej o: