16 powodów, dla których fajnie być mamą

Dziś Dzień Matki, więc nie napiszę o pracy w biurze, tylko o ciężkiej orce na ugorze - o wychowaniu. Bo wychowanie to najcięższa praca, najtrudniejsze zadanie, które przede mną stoi. Serio? Nie do końca.

Przedstawię Wam 16 powodów, które sprawiają, iż cieszę się, że jestem mamą. Są absolutnie subiektywne i nieracjonalne.

1. Mam okazję powrócić do książek z dzieciństwa. Śmieję się razem z dziećmi z nieśmiertelnych historii o Mikołajku. I to jest super, bo wiersz „Gdzie się podziały moje daktyle” Danuty Wawiłow mogę wyrecytować o drugiej w nocy, na wyrywki.

2. Mogę pokazywać dzieciom świat. Pokazywać, objaśniać i na nowo się nim zachwycać. W ubiegłym roku w połowie sierpnia na Mazurach obserwowaliśmy deszcz meteorytów. Nazywają się przepięknie - Perseidy. Razem ze znajomymi i ich dziećmi rozstawiliśmy leżaki i wpatrywaliśmy się w gwiazdozbiory. Była gorąca herbata, soczyste papierówki wprost z jabłonki rosnącej kilka metrów obok, rój meteorytów, nietoperze i kilka tysięcy zabłąkanych komarów. Przepis na magiczną noc i poznanie podstawowych gwiazdozbiorów gwarantowany.

(fot. NASA/Fred Bruenjes)(fot. NASA/Fred Bruenjes)

3. Więcej czasu spędzam na świeżym powietrzu. Dla osoby, która nie posiada psa to świetna okazja do kontaktu z przyrodą w mieście i jednodniowych wypadów pod Warszawę. Deszcz czy śnieg, wyjść trzeba, bo w przeciwnym wypadku niewiniątka dokonają zniszczeń większych niż jakakolwiek Godzilla.

4. Mogę pobiegać z młodymi na bosaka w deszczu. I bawić się z nimi w dzieci burzy.

5. Mogę poznać przystojnego pediatrę.

6. Jestem na bieżąco z farmaceutycznymi nowościami. Okazuje się, że istnieje wiele innych leków oprócz paracetamolu, nurofenu i nospy (bo kiedyś poruszałam się w obrębie tych trzech medykamanetów). W zaprzyjaźnionej aptece mam już stały rabat ze względu na gigantyczną kwotę, którą tam zostawiłam - równowartość biletu do Dubaju.

Z pamiętnika młodego farmaceutyZ pamiętnika młodego farmaceuty

7. Mogę rozwijać talenty dydaktyczne i aktorskie zarazem. Uczę dzieci, że sprzątanie jest ekstra zabawą. Dzięki temu, gdy syn odkurza mieszkanie, a córeczka ściera kurze, mamusia może sobie posiedzieć i poczytać głupoty w internecie. Wychowuję ich na małe czyściochy i pucusie. Jasne. To nawet na blogu psychofanki porządku by nie przeszło. Rzeczywistość wygląda mniej więcej tak, że każę im sprzątać, oni się buntują, padają teksty z rodzaju: „to najgorszy dzień mojego życia” (okazja do doskonałego ćwiczenia z aktorstwa: próba zachowania poważnej miny).

8. Pogodziłam się z mamą. Z moją mamą, z którą toczyłam nieustanne boje, bitwy, potyczki i wojny podjazdowe. O jakieś kompletne bzdury. Urodziwszy córkę (celowo użyłam słowa „urodziwszy”, gdyż nada temu zdaniu głębszego emocjonalnego sensu) zrozumiałam motywy jej działania. Otworzyłam swoje trzecie oko na prawdę macierzyństwa (prawie jak Coelho). Ale tak na serio, to jednak coś w tym jest, ponieważ od kilku lat zaczęłyśmy się dogadywać i doceniam ogromną pracę, którą musiała włożyć w moje wychowanie.

9. Odkryłam na nowo warszawskie parki i ich place zabaw. Wróć: poznałam place zabaw w warszawskich parkach. Mogę się bawić z dziećmi na placu zabaw i nikt nie patrzy na mnie podejrzanie. Te wszystkie pajęczyny do wspinania są czaderskie, kuszące i nie było ich w czasach mojego dzieciństwa.

10. Mogę zadbać o zdrowe zęby dzieci. Czyli zjeść im wszystkie czekoladowe prezenty od teściowej. A wszystko to z matczynej miłości. Ok. Czy jest ktoś kto nie wyjada dzieciom słodyczy?

11. Kupuję synowi sobie klocki Lego i składam z nim sama po kryjomu, żeby zobaczyć czy to nie za trudne te wszystkie Monster Trucki z serii Technic.

12. Mogę narobić dziecku obciachu. Mogę czasem, prawda? Tak przy kolegach. Powstrzymuję się bardzo, ale to nieuniknione i wiem, że zahartuję synowi charakter. Mentalnie go wzmocnię i przygotuję na trudy życia. W Polsce.

13. Rozwijam zdolności negocjacyjne i trenuję asertywność. Gdzie? w sklepie, przy torze przeszkód z lizaków, gum balonowych i jajek z niespodzianką. Mam wypróbowany tekst: „kupię ci nowe, jak zjesz te słodycze, które mamy w domu”. A mamy niekończące się zapasy (patrz: teściowa).

14. Dziecko doceni Cię jak nikt inny. Narysowałam mu misia, który bardziej przypomina worek na ziemniaki, ale dla niego był to najpiękniejszy miś na świecie.

I love my Mum she makes me smile

15. Rozwijam też talent wokalny, a dodam, że słoń nadepnął mi na ucho. To nic, bez serii pięciu kołysanek na dobranoc nie ma spania. Mam tylko nadzieję, że dzieci nie będą miały spaczonego gustu muzycznego.

16. Uwielbiam też patrzeć jak śpią, jak się zmieniają, jak rosną. Przytulać się do nich, słuchać bicia serc. I mówić im, że ich stopy śmierdzą jak stare brokuły - co zawsze je rozbawia.

Chciałabym, żeby były szczęśliwe, żeby akceptowały siebie, ale bez przesadnego samozachwytu. Chciałabym nauczyć je szacunku do innych ludzi i przyrody. Chciałbym, żeby potrafiły cieszyć się z tego co mają i żeby miały marzenia. Żeby były odważne, samodzielne i posiadły umiejętność obrony własnych poglądów. Chciałabym być dobrą mamą.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: