Mam cię na oku, śmieciarzu! Czy zachowujemy się lepiej, gdy ktoś nas widzi?

Nie przymykaj oka na ludzi śmiecących na ulicy, czy tych, co nie sprzątają po swoim psie. Okazuje się, że otwarte oko może zdziałać cuda. Nawet gdy jest szklane...

Zainspirował mnie list Czytelniczki o załatwianiu potrzeb fizjologicznych dzieci w parkach. Pół biedy, gdy to małe niewinne siusiu na uboczu, ale sytuacja opisana przez nią pasuje mi dokładnie do mojej tezy: gdy nikt nie widzi, to jakby się nie zdarzyło. Jakby te chusteczki pod krzaczkiem zniknąć miały w magiczny sposób bezpośrednio po tym, jak wszyscy odwrócą wzrok.

Coś wypadło z kieszeni czy torebki - stary rachunek (jak za te buty, co to jednak je oddać trzeba, to okazuje się, że każda z nas jest sprinterką), lekko nadwyrężona chusteczka, złotko po czekoladce? Trzeba dogonić (jeśli wicher dmie), schylić się, podnieść, zlokalizować kosz na śmieci (nie takie proste) i wyrzucić. Zajmuje to parę sekund (chyba, że wicher dmie naprawdę solidnie), ale sądząc po stanie naszych ulic wciąż wiele osób woli zaniechać wysiłku. Do tego dochodzi grono uroczych „śmieciorzucaczy”, którzy dzielą się na dwie grupy: jedni ze śmieciem w ręku rozejrzą się i, zlokalizowawszy kosz, chcą wyrzucić po bożemu, ale czasem, z rozmachem rzucając, nie trafią i tak zostawią. Drudzy nawet o rozejrzenie się nie pokuszą - po prostu upuszczą nonszalancko, ups! i pójdą dalej.

Gdy jajka patrzą, człowiek nie zgrzeszy / fot. Joanna JędrasikGdy jajka patrzą, człowiek nie zgrzeszy / fot. Joanna Jędrasik

Podobnie sytuacja wygląda z parkowaniem na miejscach dla niepełnosprawnych - tu co prawda widać auto, po rejestracji można na upartego dojść kto zacz, ale póki da się wyskoczyć szybko, załatwić sprawę (sklep, fryzjer, poczta) i odjechać bez ostrzału spojrzeń, zawsze się znajdą entuzjaści tego pomysłu. Trochę psuje przyjemność takiemu sprytnemu kierowcy, gdy wlepi się w niego natarczywe spojrzenie. Choć są i tacy twardziele, którzy udają, że ZUPEŁNIE tego nie widzą. Ja lubię się tak wrednie pogapić. W pyskówki wdawać się nie lubię, za bardzo się denerwuję. A pytanie skierowane do dziarskiego karka: przepraszam, na jaką niepełnosprawność pan cierpi? - może się skończyć przemocą z jego strony - werbalną, ale kto wie, czy nie jakąś inną. Lepiej nie wychowywać dorosłych ludzi.

Nie będę się już wypowiadać na temat osób, które idą wykupkać pieska do parku i AKURAT odbierają BARDZO ważnego smsa, gdy piesek sadzi wielkiego klocka na środku chodnika. Piesek skończy, pociągnie pańcię za sobą na smyczy i pańcia kupy nie sprzątnie, bo nie zauważyła. Taki pech.

W sklepach często mamy lusterka - po to byśmy mogli się w nich przejrzeć mierząc kolczyki, czapki, apaszki itp. Ale lusterka mamy też przy półkach z serkami czy przy koszach z owocami w marketach. Po to, by się wydawało, że jest tego całego dobrodziejstwa więcej. Ale jak się okazuje, nie tylko. Pełnią one swoistą funkcję stróża. Oczywiście nie była to ich pierwotna funkcja - chodziło jedynie o możliwość obejrzenia swej twarzy w potencjalnie wartej zakupu czapce czy cudownym rozmnożeniu przestrzennym kolorowych jabłuszek.

Naukowcy z Uniwersytetu Newcastle przeprowadzili badanie "śmieciowych" zachowań ludzi w kawiarni. Osoby, które miały świadomość, że ktoś na nie patrzy - sprzątały po sobie. Żadna rewelacja, dość oczywista sprawa, prawda? Gdy badani byli pozostawieni sami sobie - zachowywali się bardzo różnie: niektórzy sprzątali, inni zostawiali po sobie jeden wielki syf i znikali bezpowrotnie. Ale gdy nie było fizycznie żadnego świadka, za to w zasięgu wzroku był plakat przedstawiający ludzkie oczy - ludzie wciąż zachowywali się wzorowo. Gdy w tym samym miejscu był plakat przedstawiający kwiatki - znacznie częściej zostawiali po sobie bajzel.

Wiele par oczu patrzy, jest szansa, że nikt nic nie buchnie / fot. cheezburger.comWiele par oczu patrzy, jest szansa, że nikt nic nie buchnie / fot. cheezburger.com

"Kiedykolwiek coś robisz, rób to tak, jakby cały świat na ciebie patrzył" - powiedział dawno temu Thomas Jefferson. Widownia jest gwarancją, że będzie to (z)robione porządnie, elegancko, właściwie. Niby oczywiste: gdy ktoś nas obserwuje, czy gdy przynajmniej wiemy, że ktoś nas MOŻE zobaczyć - zachowujemy się inaczej, niż wówczas, gdy mamy gwarancję, że nie widzi nas absolutnie nikt. Na ogół lepiej, choć pewnie znajdą się piewcy ostentacyjnego tumiwisizmu. Generalnie jednak - gdy ktoś widzi, staramy się bardziej. Począwszy od teatrzyków w przedszkolu, skończywszy na wszelkich wystąpieniach publicznych w dorosłym życiu. W nowoczesnych przezroczystych windach nie dłubiemy sobie w zębie, ni w nosie, w poczciwych zamykanych i szczelnych windach - ewentualnie sobie pozwolimy na ostatnie poprawki (och, zrolowała mi się rajstopka).

Działające, ale i fikcyjne kamery (bo umówimy się, nie wszystkie te maszynki pod sufitem naprawdę nas filmują), lustra, oka i oczęta, a nawet manekiny (wszystko, co człekokształtne i ma oczy czy choć ich namiastkę) - te wszystkie elementy sprawiają, jak się okazuje, że jesteśmy lepszymi ludźmi!

RedNacz nawet jak nie patrzy, to widzi - dlatego redakcja taka grzecznaRedNacz nawet jak nie patrzy, to widzi - dlatego redakcja taka grzeczna

Na koniec: zapraszam wszystkich do akcji społecznej, która umili nam wszystkim życie! Graficiarzy uprasza się o rysowanie w możliwie wielu miejscach publicznych (acz z poszanowaniem cudzej własności) WIELKICH OCZU, które widzą. Osoby uzdolnione manualnie mogą wydziergać, wykleić, narysować oczęta - przyklejajmy je w różnych miejscach, by obserwowały śmiecących. I w toaletach - nad klopem by się też przydały... Patrzące surowo. Można też nanizać na niteczkę szklane oczka z koralików. I wieszać wszędzie jak bombki na choince. Kto wie, może zdziwimy się, jak szybko przyjdą efekty.

Więcej o: