Matko, czy na pewno możesz mieć wszystko?

Oszukali nas. Nakłamali. Powiedzieli, że my, matki, wszystko możemy mieć, że wszystko jest możliwe. Że dziecko nie przeszkadza ani w życiu, ani w karierze. Na wszystko wystarczy czasu. Bo przecież liczy się JAKOŚĆ, a nie ILOŚĆ.

fot. Anna RączkowskaIlość czy jakość?

Czego jakość? Oczywiście czasu spędzanego z dzieckiem. Spytaj matkę pracującą, każda ci to powie. "Jakość, jakość ma znaczenie. Co z tego, że jakaś tam Stefa siedzi z dzieckiem cały dzień, kiedy ona wcale się nim nie zajmuje? Bo tu zupę musi ugotować, tu zakupy zrobić, tam do ciuchlandu zajrzy, potem na kawie spotka się z koleżanką. A co w tym czasie dzieje się z dzieckiem? Nic specjalnego. Pałęta się tylko pod nogami, mama każe mu bawić się samemu pod stołem. Bo nie ma czasu, zajęta problemami życia codziennego. Czasem tylko w pośpiechu pokiwa głową, że tak, ładnie ta lala uczesana. Tak, domek dla samochodzików też niezgorszy. I te kwiatuszki na łące też takie śliczniutkie, kolorowe, aj, jakie piękne, masz córeczko prawdziwy talent. I jeszcze gada podle, że ta jej obecność to najlepsze, co może dziecku dać. Phi."

Matka pracująca nie ma siły na kreatywne zabawy, bo stresujący dzień w pracy był i  strasznie jest zmęczona.

Matka pracująca ma inaczej. Dla niej jakość jest ważna, ona musi wycisnąć moc z każdej minuty. Rano ma jakąś godzinę, albo i pół, od wstania do czasu, kiedy dziecko musi odstawić do przedszkola. "No to buzi buzi, tuli tuli, kocham cię, jesteś wspaniała, ale już szybko szybko te rajstopki, sukienka, gdzie ta czapka do jasnej cholery? Nie, nie będziemy teraz jeździć wózkiem, nie, lale nie idą na lekcje do szkoły. MY idziemy do przedszkola, i to już. Głodna? Jaka głodna, w przedszkolu zjesz śniadanie, albo na dole w sklepie bułkę ci kupię. Nie zdążymy w domu twoich ulubionych placuszków zrobić, nie ma szans". Udało się załapać na śniadanie? Uff. Ok, później dziecko JAKOŚCIOWO spędza czas w przedszkolu, tak do 17 czy do 18, a potem, jak dobrze pójdzie, odbiera je mama. Albo tata. W końcu ta opcja też istnieje. I zostaje cała kupa czasu do wykorzystania, bo przecież dziecko padnie DOPIERO gdzieś tak o 20. Bo znowu w przedszkolu nie spało. Ale od tej 18 to już się właściwie słania na nogach, uff, tak, matka pracująca też za bardzo nie ma siły na kreatywne zabawy, bo stresujący dzień w pracy był i ona strasznie jakoś tak zmęczona. Więc byle do wieczora, kiedy kreatywnie i jakościowo padnie razem z dzieckiem. No cóż. W weekend sobie odbije.

Weekend. Rano skoczy na fitness, matka, nie dziecko. Może w tym czasie ojciec poda dziecku śniadanie i będzie z głowy? Potem zakupy trzeba zrobić, w jakimś tesko czy innym realu, duże, na cały tydzień. Woda, mleko, danonki, takie tam. Dziecko na szczęście da się jeszcze wpakować do wózka, w sklepie kreatywnie pokażę mu, gdzie jest mąka, a gdzie cukier. Co? Już pierwsza? Obiad trzeba robić, pobaw się teraz koteńku tutaj sama pod stołem klocuszkami, zaraz pomalujemy razem, obiecuję. Po obiedzie drzemka. Po drzemce plac zabaw. Porób sobie tutaj babeczki z piaseczku kochanie, mamusia tylko zadzwoni do jednej koleżanki, ważną sprawę ma do załatwienia "No i ona wtedy jemu, że nie, nigdy w życiu, rozumiesz, co za historia?”. "Tak, tak skarbeńku, zaraz zamek zbudujemy, jeszcze tylko wrzucę zdjęcie na fejsa jak się pięknie bawimy”. "Leć teraz na zjeżdżalnię i na huśtawkę, bo zaraz idziemy do domu.” W domu kolacja, jakościowa, a jakże, jakieś parówki czy coś z bułeczką. "Aha, tak, już do ciebie idę, tylko pranie rozwieszę i kolejne wstawię. Kwiatki na balkonie podleję. Szybciutko odkurzę. Przejrzę tylko te "Wysokie Obcasy", o, jaki fajny wywiad, rzucę jednym okiem. Ojej, oczki trzesz, kąpiemy się i do łóżeczka. Poczytać ci? Ok, trzy wierszyki i spać”. To był wspaniały dzień. Kolejny. Taki intensywny. Tak JAKOŚCIOWO dobrze wykorzystany.

Rodzicielstwo to nie wieczne fajerwerki. To nie wymyślanie 30 rozwijających zabaw dziennie. To te zakupy, to gotowanie, nudzenie się razem.

Jestem matką pracującą i nie może być inaczej. Nie stać mnie. Czasu dla dzieci mam mało. Przez wiele lat dawałam się mamić hasłu, że ważna jest jakość. Ale już przestałam. Bo rodzicielstwo to nie wieczne fajerwerki. To nie wymyślanie 30 rozwijających zabaw dziennie. To te zakupy, to gotowanie, nudzenie się razem. To próba opanowania złości i stresu przy dziecku. To zmęczenie, kiedy razem zasypiamy wieczorem. To czas, kiedy jestem obok, ale wcale nie muszę być potrzebna. Ale jestem. Zawsze można podbiec. Mało jest tego czasu. Powinno być więcej. Ale jest, jak jest. Życie to nie bajka.

Więcej o: