Curry Godne. "U nas je się nosem"

Katarzyna Nowakowska
Mody na jedzenie zmieniają się sezonowo. W tegorocznej kolekcji przybyło kilka nowych smaków, między innymi curry z food-trucka Curry Godne. Czy hinduskie żarcie podbije nasze podniebienia, tak jak hambuksy?

Hamburgery - zarówno te sprzedawane z ulicznych jadłodajni, jak i te serwowane w stacjonarnych lokalach - od mniej więcej trzech lat królują na naszych talerzach. Kolejne "burgerownie” opanowują polskie miasta, a historia BobbyBurgera, który zaczynał od objazdowej jadłodajni obecnie zaś ma sieć lokali opartych na zasadach franczyzy, dowodzi, że w tym biznesie jest szansa na spory sukces, także finansowy. Oczywiście kotlety w bułce nie wyczerpują listy dań serwowanych z ciężarówek z jedzeniem. Festiwale "food-trucków”, m.in. Żarcie na kółkach oferują wiele innych atrakcji: frytki, zapiekanki, klasyczną kiełbasę z grilla, hot-dogi, taco, naleśniki - jest w czym wybierać. W tym wachlarzu smaków i aromatów do tej pory nie było jednak jeszcze curry. Czy będzie to kolejny wielki hit po erze suszi, kebaba, belgijskich frytek i hamburgera?

Natalia, Zuza, Maciek i Piotrek, czyli zespól tworzący Curry Godne, uważają, że curry to godna alternatywa dla wszystkich szukających wśród oferty ulicznego jedzenia czegoś pożywnego i zdrowego. Ciepłe, aromatyczne i nie zawierające tak wiele tłuszczu curry występuje też w wersji wegańskiej, więc ma potencjał zwłaszcza dla tej grupy klientów.

fot. Natalia i Marcin Kontraktewiczfot. Natalia i Marcin Kontraktewicz

"Weganie i wegetarianie nie mają tylu opcji ulicznego jedzenia, co pozostali klienci. Brakowało takiej alternatywy dla osób kręcących się nocą po mieście latem, chcących znaleźć coś, co nie jest hamburgerem ani kebabem, a ma wartości odżywcze” - mówi Natalia.

"Ten rodzaj kuchni to oczywiście nic nowego, ale do tej pory trzeba było pójść do restauracji żeby jej posmakować. A to się wiąże z czasem i wyższą ceną. My zapewniamy te same walory smakowe a jest szybciej, taniej i także nocą” - dodaje Zuza.

"To co oferujemy jest chyba lepiej dostosowane do miejskiego rytmu życia, kiedy w weekendy młodzież i post-młodzież, do której sami się zaliczamy, wylega na miasto i chce coś szybko zjeść” - zauważa jeszcze Natalia.

W ofercie Curry Godne znajdują się szybkie zestawy, nakładane wedle zamówienia na oczach klienta - zaletą food-trucków jest ta pełna transparentność. Do wyboru jest ryż basmati lub dziki i trzy sosy - w tym jeden bezmięsny. Do tego świeże posypki: siekana kolendra, pietruszka, imbir i prażone migdały. Curry podawane jest w trzymających ciepło, przykrywanych wieczkiem poręcznych misko-kubkach o pojemności ponad pól litra. Jest to więc solidna porcja, którą można się porządnie najeść, a kubek da się trzymać w jednej ręce bez żadnego kłopotu. Cena dania waha się między 16 a 21 złotych. Na tle cen hamburgerów - nieźle, ale z zapiekankami nie będzie już tak łatwo konkurować. Poza tym powiedzmy sobie szczerze curry, choć smaczne, nie wygląda super atrakcyjnie - ma małe szanse, by trafić na setki zdjęć robionych przez smakoszy miejskiego jedzenia i umieszczanych codziennie na Facebooku czy Instagramie.

fot. Natalia i Marcin Kontraktewiczfot. Natalia i Marcin Kontraktewicz

"U nas je się nosem, nie oczami” - śmieje się Zuza. Rzeczywiście, aromatowi hinduskich przypraw trudno się oprzeć.

"Nasza kuchnia jest inspirowana indyjską i tajską. Bazujemy na oryginalnych recepturach, które dostosowujemy do europejskich gustów. Zależy nam jednak na wysokiej jakości składnikach i oryginalnych przyprawach. Maciek, który odpowiada w naszym teamie za gotowanie i całą kuchenną logistykę, bardzo dba o to, by kupować dobre produkty od sprawdzonych, wyspecjalizowanych dostawców” - opowiada Natalia.

Zuza i Natalia to żeńska połowa zespołu Curry Godne. Dziewczyny są siłą napędową i kreatywną, odpowiadają m.in. za budowanie wizerunku i brandu firmy. Zuza, z wykształcenia i zawodu architekt - na bazie wspólnych ustaleń i pomysłów stworzyła m.in. logo i oprawę graficzną oraz zaprojektowała wnętrze furgonetki, wymyśliła też chwytliwą nazwę. Panowie: Maciek posiadający wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu gastronomią oraz Piotr z doświadczeniem w szeroko rozumianych finansach wzięli na siebie kwestie logistyczne i organizacyjne. Piątym członkiem ekipy jest roczny synek Natalii i Piotra. Bardzo ważnym członkiem, bo od jego dobrego lub złego humoru zależało, jak dużo dorosłym udawało się ustalić. Bo stworzenie własnego biznesu od podstaw - choćby była to tylko obwoźna jadłodajnia - wymaga wiele wysiłku, zabiegów i ustaleń. Od pomysłu luźno rzuconego przy winie podczas przyjacielskiego spotkania do furgonetki z wymalowanym na boku logo i pachnącym curry w środku minął rok.

"Spotykaliśmy się gdy nasz syn już spał lub spacerowaliśmy godzinami po Polach Mokotowskich czy Powiślu i wtedy opracowywaliśmy szczegóły koncepcyjne. Były też momenty trudne, kiedy trzeba było opanować pewne emocje, które pojawiały się, gdy wizja nam się trochę rozchodziła, albo wkradał się jakiś niepokój. Niejednokrotnie spędzałyśmy z Zuzą na balkonie po dwie-trzy godziny debatując. Chłopcy nas też trochę studzili. Oni byli bardziej racjonalno-pragmatyczni, a my więcej bazowałyśmy na emocjach” - wspomina Natalia. Ona z kolei, zawodowo zajmująca się pracą w korporacyjnym dziale HR, kładła też duży nacisk na to, by tworzony z przyjaciółmi biznes opierał się na określonej metodologii.

"Wszystkie nasze ustalenia i kolejne kroki staramy się spisywać i analizować na bieżąco, żeby móc to w pewnym stopniu oprocesować, na wypadek gdyby się okazało, że widzimy potencjał w tym samochodzie i kupujemy kolejnego trucka, czy robimy franczyzę. Możliwych scenariuszy jest kilka. Musimy o tym myśleć przez pryzmat procesów, pewnej metodologii: zakupy, gotowanie, wyjazdy na miasto. Czyli trochę to obudować w powtarzalne schematy działań” - tłumaczy Natalia.

Zakładanie wspólnego interesu z przyjaciółką i życiowymi partnerami to zawsze ryzyko i wymaga sporej higieny pracy, ale daje też wiele pozytywnej energii.

"Na razie po raz pierwszy mamy coś własnego więc musimy się z tym oswoić, ale myślę, że we czwórkę mamy potencjał aby zaplanować to sensownie jako działalność z większym rozmachem” - wierzy Zuza

"Jeśli przeżyłyśmy jako przyjaciółki odpalenie biznesu - to już chyba przetrwamy wszystko. Jedziemy do samego końca razem” - śmieje się Natalia.

fot. Natalia i Marcin Kontraktewiczfot. Natalia i Marcin Kontraktewicz

Póki co food-truck Curry Godne, kupiony po długich poszukiwaniach pod Wrocławiem i przerobiony z niemieckiej obwoźnej piekarni, zadebiutował na warszawskiej scenie gastronomicznej. Słoneczno-żółte logo i pachnące curry pojawiło się już na kilku zlotach ciężarówek z jedzeniem. Przyjęcie z jakim się spotyka jest generalnie pozytywne, choć zdarza się, że ktoś rozczarowany pyta, czemu nie serwują frytek. Frytek nie ma, ale bezprzewodowy terminal do obsługi kart płatniczych - owszem. W planach także poszerzenie oferty o samodzielnie przygotowywane napoje na bazie imbiru, mięty i lukrecji. Przez okres wakacyjny Curry Godne będzie się pojawiać m.in. na terenie Nowego Teatru w ramach projektu Plac Budowy, tworzącego alternatywną przestrzeń kulturalną i gastronomiczną na Mokotowie oraz na kolejnych zlotach - informacji o tym, gdzie ich znaleźć najlepiej szukać na profilu facebookowym.

"Środowisko foodtrucków kooperuje ze sobą, organizuje się na zasadzie solidarności ponieważ na dzień dzisiejszy, prawo nam nie sprzyja. Wiemy już, że są osoby negocjujące z miastem lepsze warunki dla rozwoju streetfoodu, ale póki co - łatwiej nam funkcjonować na zlotach" - tak Natalia tłumaczy mnogość imprez (często nocnych) z udziałem furgonetek.

fot. Natalia i Marcin Kontraktewiczfot. Natalia i Marcin Kontraktewicz

Oczywiście poszukiwaczy ciekawych smaków nie interesują kłopoty młodych przedsiębiorców. Chcą teraz, szybko, dobrze i ciekawie. Aż dziwne swoją drogą, ze jeszcze nikt nie wpadł na pomysł stworzenia mobilnej aplikacji lokalizującej food-trucki - widzę szansę na kolejny biznes!

"Musimy wyczuwać sygnały płynące z miasta i się do nich dostosowywać” - mówi Zuza.

www.ugryz-fotografie.blogspot.comwww.ugryz-fotografie.blogspot.com

Na razie chyba idzie im nieźle. Kiedy odwiedzam Curry Godne na Polu Mokotowskim na zlocie trucków, z podziwem obserwuję jednego z klientów, który je swoją porcję curry trzymając na rękach małe dziecko. Zapytany, jak udaje mu się ta sztuka śmieje się, że wbrew pozorom to łatwiejsze od jedzenia hambuksa, którego trzeba trzymać oburącz. A i tak połowa wypadnie na ziemię. Ja swoje zamówienie (Maciek doradza sos z kurczakiem, bo szczególnie dobrze mu dziś wyszedł) zabieram w dalszą drogę - jak zwykle spieszę się do dzieci. Dobrze zapakowane curry wytrzymuje przejazd do innej dzielnicy i nie wylewa mi się do torebki, czego trochę się bałam. Kiedy wyciągam je na placu zabaw, na którym spotykam się z dziećmi jest nadal ciepłe i pachnie obłędnie. Co najmniej kilka osób patrzy z zainteresowaniem, ewidentnie zwabionych aromatem mojego curry (dzieci akurat nie robiły nic godnego uwagi). Widzę, że szybkie hinduskie żarcie ma potencjał. To, że tak długo brakowało go w gastronomicznej panoramie miasta jest doprawdy karygodne.

Więcej o: