Co jest dla Ciebie ważniejsze, sprawiedliwość w związku czy seksualne zaspokojenie?

To nie ja jestem autorką tezy, że to się wyklucza. Nie jestem też nią przesadnie zachwycona. Czytając w najnowszych "Wysokich Obcasach Ekstra" rozmowę Krystyny Romanowskiej z Pawłem Droździakiem, psychologiem i psychoterapeutą, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że prócz chwytliwych kontrowersji, pojawia się w niej coś niepokojąco gorzkiego i anachronicznego.

Autor założenia, że to niesprawiedliwość gwarantuje udane pożycie, czyli Paweł Droździak pojawił się w moim życiu kilka lat wcześniej. Kiedy to trafiłam na świetną książkę, napisaną przez niego i Renatę Mazurowską „Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach”. Rozmowie dziennikarki specjalizującej się w tematach psychologicznych ze wspomnianym już terapeutą z początku przyglądałam się dość ostrożnie. Obawiałam się klasycznego poradnika. Tymczasem stałam się obserwatorem błyskotliwej dyskusji (niekiedy kłótni), w której Paweł Droździak zrobił wszystko, aby mnie zainteresować, zirytować, oczarować i jednocześnie obedrzeć z umiłowanych złudzeń. Przede wszystkim tych związanych z partnerstwem w związku, równouprawnieniem i seksualnością. Nie, nie otrzymałam gotowych odpowiedzi, ale na wiele zagadnień spojrzałam inaczej. Zapamiętałam jego punkt widzenia. Bo na tle pocieszających, poprawiających humor terapeutów, on jeden prezentuje zupełnie inny sposób przekazywania swoich poglądów. Szczery i to boleśnie. Z lekkością i nonszalancją charakterystyczną dla tych, którzy dobrze wiedzą gdzie uderzyć, żeby zabolało najbardziej.

Nie inaczej zachowuje się podczas rozmowy z Krystyną Romanowską. Punktem wyjścia był sprawiedliwy podział obowiązków w związku. Kto zmywał naczynia po 23.00, prasował męskie koszule czy sprzątał po dzieciach zabawki, podczas gdy partner emocjonował się filmem lub po prostu odpoczywał, ten wie, jak jątrzące jest to zagadnienie. Sprawiedliwość jest tym, czego kobiety w związku domagają się chyba najdłużej i najgłośniej. Tymczasem Paweł Droździak co do słuszności tego zachowania nie jest jednak przekonany. Ostrzega, że zbyt wiele chemii gospodarczej w dłoniach ukochanego przekłada się bezpośrednio na brak chemii w sypialni.

„On nie ma być księciem na białym koniu, a one księżniczkami, które obsypuje kwiatami. On dziś ma stać na zmywaku, sprzątać, gotować i zmieniać pieluchy dzieciom. Tak mówią media do kobiet (...). Tylko czy to jest istota ich (kobiet) pragnień? Czy marzą i fantazjują o mężczyźnie, który zmywa?”

Szanowny Panie Pawle, a jeśli zmywałby nago? Cóż uwłaczającego jest w tym zajęciu? I dlaczego nie ujmuje ono atrakcyjności seksualnej kobiecie, a mężczyźnie i owszem? Niech to tylko przeczytają feministki... Czuję krew i pożogę.

Rozmowa Krystyny Romanowskiej z Pawłem Droździakiem iskrzy się od bon motów. Trudno nie ulec ich czarowi, trudno o nich zapomnieć, a chyba jeszcze trudniej się z nimi, mimo wszystko, w pełni zgodzić. Psychoterapeuta bezlitośnie rozprawia się z nowoczesnym (a może idealistycznym?) spojrzeniem na związek. Rozmawianie o uczuciach i potrzebach erotycznych nazywa pobłażliwie modnym i określa jako przereklamowane. Podkreśla różnice w męskim i kobiecym pojmowaniu świata, widzenia rzeczywistości, a tym samym różnym podejściu do domowych obowiązków. Oczywiście kobieta jest tą, która domem niejako naturalnie martwi się bardziej. To ona przegląda katalogi o urządzaniu wnętrz. Mimochodem wspomina o tym, że ludzka, cywilizowana część naszej osobowości, nie zawsze ma tyle do powiedzenia, ile byśmy chcieli.

Wspomina również o badaniach, które udowodniły, że w związkach w których jest równy podział obowiązków, uprawia się mniej seksu. I choć natychmiast asekuruje się stwierdzeniem, że w badaniach można udowodnić wszystko, to przyznaje, że w swoim gabinecie dość często słyszy opowieści kobiet, które nie pożądają swoich partnerów. I to mimo że oni pomagają im we wszystkim.

„Seksualność jest nieuczciwa. Seksualność jest bliska instynktu, a instynkt jest zwierzęcy. Dlatego jest w nas, ludziach, pęknięcie, którego nie da się skleić. Nie da się i koniec.”.

Moc swoich słów Paweł Droździak potęguje stwierdzeniem, że relacje najsilniej nasycone erotyzmem (wręcz zahaczający o kontrowersję), niekoniecznie były takimi, w których partnerzy mówili do siebie per „Dziubusiu” czy ”Misiaczku”.

„Seksualność nie jest bliska, empatyczna, miła. I w tych związkach, niestety albo może stety nie było sprawiedliwie.”

Rozmowa daje do myślenia. Jest nasycona i dość gorzka. Zwłaszcza gdy przytoczy się jedno z ostatnich zdań psychoterapeuty, a mianowicie: „Stosunki damsko-męskie w ogóle nie ewoluują”. I choć daleko mi do postępowej bojowniczki i bardziej czuję się po prostu kobietą niż feministką, to zastanawiam się, czy ktoś tutaj przypadkiem nie przespał ostatnich kilkuset lat? A może to właśnie ja żyję w bańce urojeń, że ludzie jako gatunek nieustannie się rozwijają.

Zachęcam do przeczytania rozmowy Krystyny Romanowskiej z Pawłem Droździakiem w całości. Jest tam jeszcze bardzo interesujący wątek o samotnych kobietach sukcesu. Jak się zapewne domyślacie, Paweł Droździak i w tym przypadku nie pozostawia złudzeń. Nie, nie zdradzę Wam jego słów. Pozostawię i złudzenia, i pewien niedosyt.

Więcej o: