Dziewięć mądrości, których dorośli mogą (i powinni!) nauczyć się od dzieci

Wydaje się, że to dorośli wychowują i uczą najmłodszych. Czy na pewno? Ja się całkiem sporo nauczyłam od moich dzieci. Czy jesteś rodzicem, czy dopiero planujesz nim zostać, czy też może nigdy nim nie będziesz, te proste zasady, według których działają dzieci, warto zastosować w swoim życiu.

Domagam się tego, na czym mi bardzo zależy

Ile razy zdarzyło się, że dziecko o coś prosi, bardzo prosi, a nawet zaczyna używać silniejszych technik nacisku niż prośba. Jeśli nic, naprawdę nic tym nie jest w stanie osiągnąć, to idzie do kolejnej osoby. I prosi, prosi, bardzo prosi. I tak w kółko. Nawet jeśli chwilowo się pogodzi z odmową („pogodzi się”?), to i tak wkrótce powróci do tematu. I jeszcze raz. I znowu. Ile razy mnie zdarzyło się odpuścić coś, na czym mi bardzo zależało? Czemu rezygnowałam? Bo nie było sprzyjających okoliczności, bo ktoś zapomniał, a ja się nie chciałam narzucać, bo jestem dorosła i potrafię pogodzić się z tym, że nie wszystko o czym marzę jest osiągalne. A gdyby tak częściej i intensywniej powalczyć o to, na czym mi zależy? Może i moje marzenia zaczęły by się spełniać?

Nie chcę tego, co mi się nie podoba

Nie wiem, czy zauważyliście, ale kiedy dziecko dostanie zabawkę/książkę/ubranie, które mu się nie podoba, to natychmiast porzuca ten podarek i już więcej się nim nie zajmuje. A teraz powiedzcie proszę, ile razy uśmiechaliście się i dziękowaliście wylewnie za prezent, który wcale, ale to wcale wam się nie podobał? Te nieszczere „wow!”, „ale fajne”, „super, na pewno mi się przyda”. I bolące od nieszczerego uśmiechu mięśnie twarzy oraz uciekający wzrok. Nic dziwnego, że tak wiele osób nie lubi kupować prezentów - przecież nieszczera reakcja obdarowywanego nie jest niczym przyjemnym i zachęcającym. Dzieci piszą listy do świętego Mikołaja. A gdyby tak dorośli zaczęli układać swoje listy życzeń? Obdarowywanie i otrzymywanie byłoby prostsze i przyjemniejsze. A autentyczna radość obu stron - bezcenna.

Czasu nigdy nie jest za mało, jest go dokładnie tyle, ile potrzeba

Ja nerwowo rzucam okiem na zegarek, bo za chwilę trzeba wyjść i gdzieś pędzić. Łyknę na stojąco za gorącą herbatę, machnę szczoteczką po zębach, nie uczeszę włosów, bo nie mam czasu. Dzieci natomiast mają czas. Mają czas, żeby w drodze do łazienki zgarnąć ulubione zabawki, żeby te zabawki w łazience poustawiać w bardzo precyzyjny sposób, żeby pogadać troszkę przed myciem zębów, żeby, zanim zjedzą, rozmazać miód po talerzyku i rozkruszyć bułeczkę, żeby przebrać się koniecznie i bezwarunkowo w inną koszulkę, żeby porobić miny do lustra przed założeniem butów, żeby przemyśleć dokładnie wybór zabawki, którą się ze sobą zabiorą, żeby przypomnieć sobie, że jeszcze są głodne... Dalsze wymienianie czynności nie ma znaczenia, ponieważ czego bym jeszcze tutaj nie opisała, dziecko będzie miało na to czas, podczas gdy osoba dorosła - absolutnie nie. Czas dzieci jest rozciągliwy, dostosowuje się do tego, co akurat dziecko postawia robić. Myślę, że to dlatego, że dzieci nie znają doskonale nam znanego powiedzenia: „nie mam czasu”. I myślę też, że jeśli wyrzucę to sformułowanie z codziennego użycia (cogodzinnego użycia), to okaże się, że mam tyle czasu, co dzieci.

Bo dzieci wiedzą lepiejBo dzieci wiedzą lepiej

Chcę jeść wtedy, kiedy jestem głodna, a nie wtedy, kiedy wypada

Nic nie wyprowadza mnie z równowagi tak, jak dziecko odmawiające zjedzenia posiłku wtedy, kiedy szef kuchni (czytaj: ja) serwuje. Bo nie lubi, bo niedobre, bo w tej chwili jest zajęte czymś innym. A tak naprawdę dziecko nie chce jeść, kiedy nie jest głodne. Ewentualnie nie chce jeść, bo akurat ma ochotę na coś kompletnie innego niż to, co szef kuchni wrzucił na talerz. Czasem zdarza się sytuacja odwrotna - dziecko zaczyna głośno dawać wyraz swojemu niezadowoleniu z życia. Staje się marudne, męczące, nie do wytrzymania, a po nakarmieniu robi się ponownie całkiem znośne. Tymczasem, w świecie dorosłych, ile razy biegało się z pustym brzuchem załatwiając jakieś sprawy, strzelając fochy i będąc zwyczajnie nieprzyjemnym, podminowanym, rozkojarzonym? Ile razy szkoda było przerywać rozpoczętą pracę, żeby coś przekąsić? A w drugą stronę, ile razy musieliście siedzieć przy stole i dopychać pełen żołądek, bo nie wypadało odmówić? A może warto przyjąć taką zasadę, że je się wtedy, kiedy jest się głodnym. W końcu ani odmawianie sobie posiłku, ani przejadanie się, nie są zdrowe.

Sprzątanie nie jest najważniejszą czynnością na świecie

Co tam będziesz, mamo, sprzątać, lepiej się ze mną pobaw. Albo poczytaj książeczkę. A te puzzle, takie jeszcze nie ułożone. A pogoda, taka piękna, trzeba iść na spacer. Co tak będziemy w domu siedzieć. I sprzątać. Czy od braku posprzątania komuś coś złego się stało? Dobrze jest, jak jest bałagan - wszystkie zabawki leżą na wierzchu i nie trzeba ich szukać, bo są pod ręką. Po co je chować do szuflad, pudełek, skoro za chwilę trzeba będzie znowu wyciągać? Nie tylko zabawki leżą na wierzchu? A skąd, przecież WSZYSTKO co leży na wierzchu, to zabawki. Że niby co, ja mam sprzątać? Nie, ja nie mogę, ja się przecież bawię. A zresztą, daj mamo spokój z tym sprzątaniem, i tak za chwilę tu będzie bałagan. No właśnie...

Odnajduję przyjemność w prostych czynnościach

Wrzucanie kamyczków do pudelka i wyjmowanie kamyczków z pudelka, uderzanie łyżką o stół, przyglądanie się wirowi wody wypływającej z wanny, oglądanie płynu przelewającego się w butelce, czesanie włosów, zbieranie muszelek... To czynności, którym dzieci z upodobaniem poświęcają dluuugie minuty. Proste, nieskomplikowane rzeczy, stają się w dziecięcych oczach niezwykle pociągającymi zjawiskami. O wiele przyjemniej żyje się w świecie, w którym krojenie marchewki, czy wieszanie prania staje się niezwykłą przygodą!

Zachwyca mnie przyroda

Mrówka! Mamo, motylek cytrynek! Oooo, żuczki-nieboraczki! Zobacz, stonoga, jaka słodziutka, mogę ją wziąć?! Stokrotki! Patrz, listki tu leżą! Mewa! O, piaskowa meduza! Muszelka! Księżyc! Tęcza! Kot! Róża! Mały piesek! Owce! Szyszki! Ślimak! Grzybek! Jarzębinka! I wiele, wiele innych intrygujących, pięknych, zachwycających elementów przyrody ożywionej i nieożywionej, które można odnaleźć na każdym, dosłownie, na każdym kroku. I oglądać, dotykać miziać, brać na ręce, obserwować godzinami, w niemijającym zachwycie. I tak codziennie, i od nowa. Patrzcie, jaki świat jest piękny. A jaki interesujący. Pamiętaliście o tym?

Życie jest nieprzewidywane i nie daje się kontrolować

Dziś nie można ich dobudzić o 7.30, jutro wyskoczą z łóżek o 6.00. Dziś kochają jajka na twardo, jutro ich nie tkną. Wczoraj była miłość do koloru różowego, a dziś ukochana różowa hulajnoga jest brzydka, bo nie jest czerwona. Dziś padną bez sił o 19.00, jutro nie zasną przed 21.00. Zaplanujesz sobie kawę z koleżanką, kiedy dziecko pójdzie do przedszkola, a ono się właśnie rozchoruje i nie pójdzie... I to by było na tyle o planowaniu i przewidywalności w życiu. Owszem, planować należy. Ale równocześnie należy pamiętać, że może zdarzyć się coś, co te plany zniweczy.

Przytulenie i całus to lekarstwo na całe zło świata

I dlatego należy jak najczęściej całować i tulić. Nie tylko dzieci.

Więcej o: