Słowa, których "dzisiejsza młodzież" już nie rozumie

Mowa bywa bardziej zabójcza niż najlepsza broń masowego rażenia. Kiedy więc jakiś dzieciak zaatakuje was "swagiem", pamiętajcie - nie jesteście bezbronni, też macie w zanadrzu słowa, których młodzież może zupełnie nie kojarzyć: cepeen, farelka, prodiż...

Język to bardzo fajne narzędzie. Można się nim bawić, można modyfikować, można sobie filozofować o języku - to bardzo przyjemne, choć z punktu widzenia ludu pracującego miast i wsi bezużyteczne zajęcie. Można też spojrzeć nań i zauważyć jak się zmienił przez ostatnich, powiedzmy, 25 lat.

Nowomowę socrealu naszpikowaną eufemizmami płynnie meandrującymi między przejściowymi trudnościami w zaopatrzeniu a burżuazyjnymi naleciałościami ideologicznymi w ruchu ludowym zastąpił język marketingu, proaktywny, zgodny z briefem i brandem, stargetowany na grupę fokusową, nastawiony na monetyzację i na co tam jeszcze chcecie.

Największy problem jednak stanowi slang młodzieżowy. Od zawsze. Dorośli próbują, ale albo wychodzi im to koślawo, niczym "siema ziomek, obczaj to" w ustach wydelikaconego aktora młodego pokolenia, który macha czipsami (logo w kierunku kamery) w polskim serialu na pierwszym programie Telewizji Polskiej. No cóż, możecie próbować swagować jak belieberki, ale nigdy nie będziecie tego czuć, #YOLO.

Nie martwcie się, skoro radio Eska (za moich czasów to było bardzo młodzieżowe radio, aż nazbyt) tłumaczy swoim słuchaczom o co chodzi, to znaczy, że kres jest bliski i lada chwila nowe pokolenie dzieciaków wypracuje sobie własny kod językowy.

Jeśli jednak czujecie się osaczeni i nie macie pojęcia jak odeprzeć atak (wszak prawdziwym znaczeniem słowa SWAG jest ponoć Satan's Worships Are Granted, a YOLO znaczy tyle, co Youth Obeying Lucifer's Orders), podpowiadamy: sięgnijcie w przeszłość! Założę się, że w głowie każdego z was czai się cały zasób słów, które dawno wyszły z użytku, ale wciąż potrafią się wyrwać z ust, opisać przedmioty i zjawiska, mimo starannego froterowania myśli produktami hi-tech zachodnich marek.

Załączam kilka przykładów, a wy możecie dodać swoje - słowa, których gimby nie znajom (dziatwie brak mniemania i pozostaje skonfundowana).

CPN

"Idę na cepeen",  "Znajdziesz to na cepeenie", "Kupiłam na stacji CPN". No. Wiadomo. Ja wiem i ty wiesz, że chodzi o to miejsce, gdzie można nabyć drogą kupna wszelkie priorytetowe produkty takie jak wódka, papierosy, piwo, napój energetyczny, paluszki, czipsy, ewentualnie lody (sorbetowe, jeśli jesteś straight edge) o dowolnej porze. Aha, można tam też zatankować samochód. Dzisiaj mówi się na to stacja benzynowa, może nawet Orlen, ale przecież kiedyś nie było wyboru.

FOT ANTONI ZDRODOWSKI DRUGI WYBOR MOTORYZACJA Fot. Antoni Zdrodowski

Katanka

Katana, jak taki miecz, tylko, że do noszenia. Mówisz dziewczynie, młodszej, takiej, co lada dzień odbierze dowód osobisty, ten pierwszy, najważniejszy bilet do raju wszystkich dorosłych, mówisz jej "włóż katankę”, bo widzisz, że zaraz się przeziębi nieboże, a ona właściwie nie wie jak zareagować. A ja, jeżeli państwo pozwolą, katankę mam po własnej mamie. Sztruksową, elegancka, żadna tam popeliniarska ramoneska z H&M.

Junkers

Dawniej był to postrach małych dzieci chcących zażyć kąpieli w ciepłej wodzie. Potwór ziejący ogniem, bydlę, które potrafiło raz splunąć z rur wrzątkiem, a raz zgasnąć nieoczekiwanie mrożąc doświadczającego uroków higieny delikwenta. Junkersem nazywano też motocykle Junak, ale kto to pamięta? A dziś? Mówisz im, tym gimbom, "bo zgaszę junkersa”, a one nawet nie wiedzą, że mają zaprzestać niesubordynacji.

Malakser

Malakser można zgasić, wyłączyć, bo hałaśliwa z niego szuja, ale z drugiej strony użyteczna przecież. To taki blender, tylko, że w wersji vintage. Do malaksera można wrzucić owoce sezonowe i mieć po chwili pyszny i zdrowy koktajl, czyli takie retro-smoothie. Warto mieć takie cudo w domostwie, zwłaszcza teraz, w przededniu upałów letnich.

Pepegi

Jak Pe Pe Gie, Przedsiębiorstwo Przemysłu Gumowego, dostawca naszych starych, dobrych tenisówek, butów ciężkich, odparzających stopy, niespecjalnie szykownych, ale za to dostępnych (po odpowiednim zaczajeniu się). Mianem pepegów u nas w domu określało się każdy rodzaj obuwia, który ważył więcej niż litr mleka w szklanej butelce. A były takie przecież, wiem, pamiętam. Generalnie jeśli chcesz obrazić młodzież, spójrz na jej Conversy All Star i z przekąsem wycedź "bierz te pepegi".

Bambosze

Słowo grozy. Nie będziesz chodzić po domu na bosaka, jak jakieś zwierzę, ani tym bardziej w tych swoich japonkach, bo to nie Fukushima. Załóż dziecko bambosze i nie siadaj na ziemi, bo złapiesz wilka.

FarelkaFarelka

Farelka

Każde małe i poręczne, zasilane energią elektryczną pochodzącą z gniazdka źródło ciepła, które da się wstawić pod biurko, lub postawić przy łóżku. Przyjaciel pracowników biurowych niższego szczebla i opiekunów zimowisk. Farelkę najlepiej jest załączyć. (przykładowe zastosowanie zwrotu: "załącz Farelkę, bo mi ciągnie po nogach")

Prodiż

Śliska sprawa, bo nie każdy miał taki prodiż w domu, więc trudno, by dziś używać masowo tego słowa w różnych kontekstach. Nie mniej jednak było to coś, co dawnym hipsterom zastępowało elektryczny wok, można było w środku piec ciasto, kiedy nie miało się własnego piekarnika, można było też ugotować tam eintopf. Prodiż można było też wybuchnąć. Czyli w sytuacji młodzieńczego swagu możecie odeprzeć atak słowami "puchniesz jak bigos w prodiżu".

27.10.1992 WARSZAWA UL. PULAWSKA SUPERSAM BUDYNEK ARCHITEKTURA SKLEP FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA DVD 008 A SLOWA KLUCZOWE: LATA 90 HANDEL ARCHITEKTURA ARCHIWALNE /FR/Fot. Sławomir Kamiński / AG

Supersam

I wszelkie pochodne: "sam", "uniwersam", "społem”, a także nieodłączne i czerstwe jak bułka wypieczona na trzynaste urodziny Jerzego Waldorfa żarty pokroju: "Społem, ale wstołem”. Dyskont spożywczy, tylko że bardziej oldschoolowy. Jak ci zacznie jedna z drugą wymachiwać stewią i brukwią wodną możesz zapytać: "A te chabazie to chyba z supersamu, bo takie mizerne, co?".

Pedet

"Wygląda jak z pedetu” - ostateczne poniżenie blogerskiej stylizacji. Pedet, Pe De Te. Państwowy Dom Towarowy. Wpisujcie miasta i przedmioty, które tam kupiliście.

Więcej o: