Smutek za hidżabem - czy najbogatsze księżniczki świata są szczęśliwe?

Idealne, zjawiskowo piękne, uległe. Własność swoich mężów. Wydawane często za mąż w bardzo młodym wieku za starszych o kilka dekad mężczyzn. Saudyjskie księżniczki żyjące w złotych klatkach, w odległej Ameryce zrzucają hidżaby i buszują po luksusowych butikach wydając fortunę. Ale czy są szczęśliwe?

Rodzina królewska przyjechała do los Angeles na zakupy, więc sądziłam, że praca nie będzie zbyt wymagająca. Okazało się, że Saudyjki przyjechały do Miasta Aniołów nie tylko po zakupy, lecz także na operacje plastyczne. Sklepy odwiedzały codziennie, spędzając w nich cały dzień. Jeśli nie buszowały po centrach handlowych, były w klinikach, gdzie poddawały się upiększającym kuracjom, albo w restauracjach, gdzie odpoczywały między zakupami a zabiegami.

Tak opisuje swoje doświadczenie usługiwania saudyjskiej rodzinie królewskiej Jayne Amelia Larson, w książce "Woziłam arabskie księżniczki”. Siedem tygodni, w czasie których spędziła za kierownicą setki godzin. Tysiące przejechanych kilometrów i doświadczenie znalezienia się w hierarchii władzy i sieci intryg dworskich zmieniło ją na zawsze. Jayne była jedyną kobietą wśród wszystkich szoferów, co jest o tyle ciekawe, że w Arabii Saudyjskiej kobiety nie mogą w ogóle prowadzić samochodu, a Saudyjczycy zazwyczaj nie życzą sobie, by kobiety woziły ich poza granicami kraju. Co więcej, nie życzą sobie by jakkolwiek wpływały na ich "wolność" do tego stopnia, że saudyjscy piloci odmawiają często lądowania, gdy kontrolerem na wieży lotów jest kobieta. Nie będzie mu przecież kobieta wydawać poleceń!

Jayne jednak przypadkiem okazała się być dla Saudyjczyków wartościowa. Jako jedyna "rdzenna" mieszkanka Los Angeles znała miasto lepiej i potrafiła dyskretnie załatwić więcej niż inni szoferzy - często imigranci żyjący w mieście stosunkowo niedługo. Jej opowieść o siedmiu tygodniach spędzonych z arabskimi księżniczkami, to mieszanka historii o niewyobrażalnym przepychu, rozrzutności i wielkiej pustce, jakie stoją za wydawanymi milionami dolarów.

Od czasu do czasu jedna z młodych służących przybiegała do samochodów z siatami butów od Jimmy'ego Choo, naręczem sukienek Diora albo torebkami Birkin z krokodylej skóry od Hermesa we wszystkich dostępnych kolorach (nawet po sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów za sztukę). Saudyjskie kobiety robią zakupy nie tylko dlatego, że lubią mieć piękne nowe rzeczy, lecz także dlatego, że dzięki temu czują się lepiej.

W Arabii Saudyjskiej wiele kobiet musi wysyłać na zakupy mężczyzn z najbliższej rodziny - nawet jeżeli chodzi o kupienie bielizny. Tradycyjnie sprzedawcy to mężczyźni, bo konserwatywni muzułmanie nie pozwalają kobietom pracować poza domem, gdzie mogliby oglądać je obcy mężczyźni. A obcy mężczyźni - sprzedawcy też nie mogą przecież zobaczyć ani rozmawiać z saudyjską księżniczką! Nic dziwnego więc, że w Stanach Zjednoczonych czy Europie Saudyjki kupują masę. Nie tylko dlatego, że mogą, ale też musi im to dawać nagłe poczucie władzy i możliwości decydowania o sobie - nawet jeżeli jest to decydowanie w kwestii tak banalnej jak dobór koloru torebki. Poza granicami Królestwa przechodzą szokującą przemianę.

Kiedy wchodzą na pokład wyglądają jak czarna chmura, a potem kiedy samolot opuszcza saudyjską przestrzeń powietrzną, nagle zrzucają ciemne czadory i przeobrażają się w roznegliżowane, błyszczące elegantki.

Jak to? Ano tak. Poza granicami Arabii Saudyjskiej mogą nosić co chcą i chętnie z tego korzystają.

Fot. Materiały promocyjneFot. Materiały promocyjne

Nie zdołałam dociec, o kim jest książka, ale to zadanie niemal niewykonalne. Saudyjska księżniczka nie jest bowiem kimś tak wyjątkowym jak - powiedzmy - księżniczka Monako. Dlaczego? Jest ich zbyt wiele. Autorka wykonuje nawet szacunkowy rachunek, w którym księżniczki są w pewnym sensie niewiadomymi, narodzin córek w królewskiej rodzinie często bowiem w ogóle nie rejestrowano.

Nie dlatego, że córki są mniej kochane, ale pewnie jako mniej cenne nie musiały być dokumentowane. Obecnie Arabia Saudyjska ma tysiące książąt. Szacuje się, że król Fahd, zmarły w 2005 roku syn Abdula Aziza, miał ponad sto żon.

Zgodnie z saudyjskim zwyczajem mężczyzna może w ciągu życia mieć tyle żon, ile mu się podoba, ale nie więcej niż cztery równocześnie i wszystkie musi traktować tak samo, jeżeli chodzi o standard utrzymania, spędzany czas, prezenty, bicie i tak dalej. To, co w przypadku prostego Beduina mieszkającego na pustyni jest dość łatwe w wykonaniu - cztery identyczne namioty i tyle - w przypadku księcia milionera oznacza identyczne pałace i identycznie wydawane fortuny. Ponoć wiele Saudyjek ceni sobie poligamię. Przynajmniej mogą odpocząć od męża, kiedy spędza czas z innymi żonami. Co nie zmienia faktu, że zawsze muszą być do jego dyspozycji i dbać o utrzymanie jego zainteresowania. To oznacza - w przypadku najbogatszych - kosztowne zabiegi w najlepszych klinikach chirurgii plastycznej w Beverly Hills. Jedna z księżniczek opisywanych przez autorkę "odwraca się powoli, bardzo ostrożnie, bo jest zabandażowana od bioder po uszy". Mężczyzn dbanie o cokolwiek, poza zapewnieniem takiej samej stopy życiowej wszystkim żonom, nie dotyczy (choć i to nie jest wymogiem - irytującą lub nieposłuszną można bez wątpienia po cichu usunąć).

Zabij mnie ale uczyń mnie piękną! Kobiety na całym świecie wyrażają to w różnych językach. Nie znam żadnego męskiego ekwiwalentu.

Młodsze księżniczki, które poznały już trochę smak życia w świecie zachodu często cierpią z powodu ograniczeń narzucanych im przez rodziny i surowe zasady. Często, same przez wiele lat tłamszone wyżywają się na słabszych - pracujących po kilkanaście godzin służących z Afryki i Filipin. Cóż, władza, sadyzm i patologia bywają niebezpieczną mieszanką.

Wiele z sytuacji czy historyjek przytoczonych w książce nie wnosi niczego nowego do wiedzy o "kobietach islamu", ale jakoś, mimo wszystko, dobrze się to czyta. Może dlatego, że życie księżniczek zawsze jest w jakiś sposób abstrakcyjne i fascynujące. Czuję jednak niedosyt poznania rzetelniejszego opisu "zakulisowego" życia księżniczek, tego wszystkiego, co dzieje się za zasłoną.

Więcej o: