O czym myślę przed Mundialem?

Za chwilę zaczną się mistrzostwa świata w piłce kopanej. Część kobiet zawczasu jęczy, że będzie to kiepski czas i może lepiej od razu pojechać do SPA (albo wyprowadzić psa na dłuuugi spacer). Jednak niektóre babki czekają na ten mundial z zupełnie innymi emocjami. Reżyser Ana Brzezińska napisała nam o "futbolowym opium", którym zamierza się odurzać.

Jeśli miałabym powiedzieć, o czym myślę przed Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w Brazylii, to nie mogę pominąć rozdzierającego konfliktu pomiędzy naszym ukochanym, coraz bardziej oderwanym od rzeczywistości widowiskiem sportowym a brutalnością realiów, w których się ono rozgrywa. Nie wchodząc w szczegóły, na które nie ma miejsca, przypomnę krótko: największe święto futbolu odbywa się tym razem w upiornym świetle biedy, wyzysku, cierpienia i niesprawiedliwości społecznej. Jest to nowa odsłona dawnego dramatu, ponieważ kontrasty materialne są coraz głębsze, pazerność korporacji coraz większa a nasza bezradność coraz bardziej dotkliwa.

Gdy usłyszymy pierwszy gwizdek zapomnimy o tym. Poddamy się wpływowi futbolowego opium, utoniemy w strumieniu ekstatycznych emocji i będzie po nas.

Kto nie wie, co dzieje się w Brazylii, niech sięgnie po teksty Artura Domosławskiego, lub dowolny reportaż BBC lub Guardiana. A następnie niech przyjrzy się soczystym reklamom, żarłocznym kampaniom pełnym Boga, dziewczyn w bikini i dzikich emocji rodem z „Gladiatora”. Wyciskaczom łez, które mają tylko jedną puentę: BUY NOW. Czasem myślę, że to hasło powinni nosić na piersiach mieszkańcy Brazylii, żeby świat wielkiego biznesu opamiętał się w swej chciwości.

 Fuleco - maskotka Mundialu 2014

Ale gdy usłyszymy pierwszy gwizdek zapomnimy o tym. Poddamy się wpływowi futbolowego opium, utoniemy w strumieniu ekstatycznych emocji i będzie po nas. Prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać; nie tylko dlatego, że od dawna jestem na bakier z rzeczywistością. Mundial to najpiękniejszy czas dla każdego kibica, cokolwiek by się nie działo.

Myślę więc przede wszystkim o tym, że będzie to fascynujący turniej. Już w fazie grupowej czekają nas przepyszne spotkania: mecz otwarcia Brazylia - Chorwacja, następnie Hiszpania - Holandia, Hiszpania - Chile, Anglia - Włochy, Urugwaj - Anglia, Niemcy - Portugalia. To tylko wybrane mecze. Będę z równie dużym zainteresowaniem przyglądać się formie reprezentacji Argentyny (Angel di Maria i 'Kun' Aguero sprawiają, że chcę wyciągnąć z szafy biało-błękitną koszulkę), Belgii (moi prywatni ulubieńcy i czarny koń turnieju to właśnie chłopcy z 'plat pays', za Hazarda, Januzaja i Courtois, żeby wymienić tylko część znakomitego składu tej cudownie odrodzonej drużyny, poszłabym na koniec świata) i oczywiście Francji, co tłumaczę dziecięcymi wspomnieniami potęgi Les Bleus (wiem, to se ne vrati ale w piłce nożnej tak już bywa, że nie jest jasno powiedziane gdzie góra, gdzie dół, gdzie sacrum, gdzie profanum).

Myślę o tym, jak zagrają gospodarze i ile ich będzie kosztować ewentualna przegrana. Myślę o tym, że Oskar na boisku może być znacznie ciekawszy niż Neymar, mimo że nie zdominował bombastycznych reklam przed turniejem w takim stopniu, jak młody zawodnik Barcelony. Myślę też o tym, że w reprezentacji Brazylii w zasadzie nie ma nieciekawych piłkarzy, co samo w sobie generuje irytujący przymus oglądania każdego ich ruchu. Myślę o tym, jak zniosą zróżnicowany, brazylijski klimat zawodnicy z Europy i czy potwierdzi się teza, że na skutek ich złej reakcji fizycznej na trudne warunki gry, turniej zamieni się w pojedynek drużyn z Ameryki Południowej.

Wbrew logice i wyliczeniom będę ze ściśniętym żołądkiem patrzyła na losy reprezentacji złożonej z najlepszych zawodników świata.

Myślę o tym, czy istotnie Anglia (zanim znów spektakularnie przegra grzebiąc nadzieje swoich kibiców) ma większe szanse na sukces ze względu na relatywnie bardziej wypoczętą kadrę (zawodnicy Liverpoolu grali znacznie mniej meczów w sezonie i ich siły ofensywne stanowią zapas energetyczny, który dla drużyny Roya Hodgsona może okazać się kluczowy) i jak wypadnie wyścig o palmę pierwszeństwa w grupie D. Przeciętnemu widzowi nie będzie łatwo wybierać pomiędzy Anglią, Włochami a Urugwajem (Urugwaj!). Chyba tylko kibice Kostaryki wiedzą od dnia losowania, jak będą dysponować swoimi emocjami podczas rozgrywek grupowych.

Myślę o tym, czy Bóg Futbolu zadrwi z tych, którzy ogłosili śmierć Hiszpanii zanim piłkarze Vincente Del Bosque zdążyli przywitać się ze sobą na pierwszym treningu. I chociaż trudno nie zgodzić się z tym, że taktyczne podstawy gry Hiszpanii odchodzą do lamusa (tiki-taka umarła już ze sto razy, posiadanie piłki to dziś niemalże obelga), a kadra powoli starzeje się i zużywa (jak długo można być mistrzem?), to nie mogę odmówić sobie wizji Hiszpanii triumfalnie wychodzącej z grupy i na przekór niedowiarkom siejącej postrach wśród rywali. Pamiętamy, że na Euro Hiszpanie grali niezbyt efektownie aż do samego finału, podczas którego pokazali, że są niekwestionowaną, bezlitosną potęgą. Nie grzebmy Hiszpanii; wbrew logice i wyliczeniom będę ze ściśniętym żołądkiem patrzyła na losy reprezentacji złożonej z najlepszych zawodników świata (jeśli ktoś jeszcze nie zorientował się, że pisze te słowa kibic Realu Madryt, teraz ma szansę to odnotować).

Noce zarwane na kłótniach z kolegami i koleżankami, dni spędzone na leczeniu zdartego gardła. Znów przyjdą letnie świąteczne wieczory, kiedy nie istnieje nic innego.

Myślę o tym, czy Niemcy pochorują się od brazylijskich przekąsek i wody w kranie. Dobra, taki żarcik. Tak naprawdę, to myślę, kto w tym sezonie będzie największym koszmarem Manuela Neuera. I boję się, że nie będzie to CR7, który z powodu kłopotów kondycyjnych może nie zagrać na takim poziomie, jaki w ciągu roku gwarantuje kibicom Realu Madryt. Nie wierzę, że Nani jest w stanie nawet częściowo załatać wielką wyrwę po tegorocznym zdobywcy Złotej Piłki. No więc tak, boję się o Portugalię.

Myślę o tym, że chętnie przyjrzę się reprezentacji Chile, o której tak pochlebnie mówił w wywiadzie dla "Kopalni" w rozmowie z Michałem Zachodnym brytyjski analityk i publicysta Jonathan Wilson.

Myślę wreszcie o tym, że od finału Ligi Mistrzów przebieram nogami i czekam na start mundialu. Że w moim prywatnym oczekiwaniu na turniej kumulują się zarówno wspomnienia z dzieciństwa, jak i marzenia o przyszłości (Kiedyś tam pojadę!). Że mundial przyniesie mi nowe spojrzenie na zawodników, których oglądam przez cały rok w ligach i pozwoli odkryć tych, których przeoczyłam. Że wyzwoli we mnie serdeczność wobec tych, którym ze względu na barwy klubowe na codzień złorzeczę. Że przyniesie noce zarwane na kłótniach z kolegami i koleżankami, dni spędzone na leczeniu zdartego gardła, że znów przyjdą letnie świąteczne wieczory, kiedy nie istnieje nic innego - tylko my i oni, my i wy, oni i ja.

Ana Brzezińska

*Ana Brzezińska, reżyser filmowy i producent. Kocha piłkę nożną i żyje nią cały sezon, o czym informuje na Twitterze jako @leni_lennox

Więcej o: