Dziewięć rzeczy, których masz nadzieję, że twoje dziecko nie zrobi publicznie (zrobi na pewno)

Czasem trzeba zabrać dziecko "do ludzi". Zabieranie dziecka "do ludzi" jest stresujące. Dziecko może bowiem zrobić coś takiego, że będziesz miała ochotę zapaść się pod ziemię. Albo odczujesz naglącą potrzebę odnalezienia teleportu. Niestety, człowiek nie zapada się ot tak pod ziemię, a teleporty nie istnieją. Żabę trzeba połknąć.

Chowanie jedzenia w zakamarkach

Czy też nosiliście w przedszkolu takie fartuszki z kieszonką z przodu? Otóż, ta kieszonka była idealna do przechowywania tych składników posiłku, które nie nadawały się do zjedzenia. Z kieszonki można było wygrzebać a to ziemniaczki, a to marcheweczkę, a to kotlecika. Ja w kieszonce upychałam wątróbki na przykład. A moja koleżanka, która nie lubiła kawy Inki, wlała tam kiedyś zawartość swojego kubeczka. Ale to nie był dobry pomysł, bo fartuszki, choć bezlitośnie plastikowe, jednak były przemakalne... W każdym razie, dziś już dzieci nie noszą takich fartuszków. I chować jedzenie muszą gdzie popadnie. Byle było dobrze ukryte przed wzrokiem dorosłych. Idealne są przestrzenie między poduszkami kanapy, czy fotela. Co nieco zmieści się pod talerzem, czy obrusem. Dzieci także, niezwykle dyskretnie i wprost niezauważenie potrafią rzucić jedzenie na podłogę. I przydeptać butem. Że spadło? Nie, nic nie spadło. O proszę - nie ma. A później elegancko się wdepcze w dywan i po sprawie.

Wypijanie alkoholu

Nie do końca rozumiem, skąd dzieci mają alko detektor. W każdym razie, jeśli na stole zostanie kilka szklanek z niedopitymi przez gości napojami, a wśród ich jedna z napojem alkoholowym, to dzieci bezbłędnie wybiorą tę z procentami. Co innego, jeśli działają planowo. Czyli zasadzają się na kieliszki i dopijają z nich resztki. Tu nie jest potrzebny żaden detektor, tylko zdolność obserwacji. A tę dzieci posiadają, oj posiadają. Tak czy inaczej, zamiłowanie milusińskich do alkoholu stawia rodziców w złym świetle. Wiadomo, sami piją, dziecko to widzi, a czym skorupka za młodu...

Używanie czegokolwiek zamiast serwetki lub chusteczki

Zauważyłam, że nawet jeśli w zasięgu dziecięcych rączek położymy na stole serwetkę czy chusteczkę, w którą mogą wytrzeć wybrudzone jedzeniem łapki (o wycieraniu ust nawet nie marzę), to dzieci i tak znajdą sobie do tego coś innego, oczywiście "lepszego". Inne i lepsze jest na przykład obicie krzesła. Dyskretnie, niby to się chce na krześle dziecko poprawić, a niby to już skończyło posiłek i chce się podeprzeć, żeby wstać i siup, buraczkami po krzesełku. Inne i lepsze jest także ubranie - i siup, w sukienunię umorusane sosikiem łapeczki. I siup, bananek w spodnie (bananek jest niespieralny, jakby kto chciał wiedzieć). A czasem dzieci robią zasadzkę na rodziców. Niby chcą wylewnie podziękować za pyszny obiad, niby okazać uczucie i siup, brudne (ale jakże kochające) łapeczki w sukienkę mamy, albo koszulę tatusia.

Załatwianie się w miejscu do tego nie przeznaczonym

Podzielę się historią prawdziwą. Podczas przyjęcia urodzinowego, mały chłopiec poczuł, że musi iść do toalety. Został zaprowadzony nie do ubikacji, a do łazienki, w której były jedynie wanna i umywalka. Jako że był dzieckiem nieśmiałym, nie miał odwagi wyjaśnić obcej, dorosłej osobie, że nie chodzi mu wyłącznie o umycie rąk, a raczej o dwójeczkę. Postanowił zatem wykorzystać infrastrukturę istniejącą. W swojej skromności nie skorzystał z ogromnej wanny, a z nieco mniejszej umywalki. Wdrapał się do niej, ale niestety, mocowanie umywalki nie uwzględniało siadającego na niej siedmioletniego chłopca. Toteż chłopiec i umywalka wylądowali na podłodze. Czy muszę dalej wyjaśniać, jak bardzo dzieci są pomysłowe?

Zabawa genitaliami

Wiadomo, że dzieci są zafascynowane przyrodą. Same też zaliczają się do przyrody, a co za tym idzie, bardzo gorliwie badają własne ciała. Dziś nikogo to już nie powinno bulwersować ani szokować. Ot, odkrywanie własnej seksualności. Przecież to naturalny etap rozwoju. Tylko, czy muszą sobie przypominać o konieczności odkrywania seksualności u cioci na imieninach?!

Rozbieranie

Dzieci rozbierają się spontanicznie. Taka chwilowa rozrywka. Były misie, klocki, samochodziki, karuzela. To teraz ściągnę ubranie i pobiegam trochę nago. Albo rozbiorę mamę. To doskonały pomysł. Patrzcie wszyscy, jaki mama ma dziś piękny staniczek, wystarczy nieco szarpnąć za bluzkę, a odsłonią się koronki, fiszbinki, haftki...

Chowanie się pod spódnicę

Niby niewinne. Dzieci na pewnym etapie rozwoju wstydzą się. Ich prawo. Zawstydzone chowają się za opiekunów, o ile opiekunowie noszą spodnie. Niestety, czasem opiekunowie noszą spódnice. I wtedy dziecko stosuje metodę wypracowaną i z powodzeniem wykorzystywaną przez kolejne pokolenia - chowa się pod spódnicę. Ale, żeby się pod nią dostać, musi ją zadrzeć. Wysoko. A później przemieszcza się pod nią, bo przecież dzieci nie stoją w miejscu - to sprzeczne z ich naturą. A przemieszczając się zadziera spódnicę ponownie, szarpie, miętosi, ściąga w dół. W każdym wypadku wystawia na widok publiczny to, co zgodnie z panującymi normami, powinno jednak pozostać osłonięte.

Zdradzanie (intymnych) rodzinnych sekretów

Dzieci to gadatliwe istoty. Nie byłby to problem, gdyby nie to, że dzieci mają bardzo złe wyczucie czasu. I w bardzo nieodpowiednich momentach informują donośnymi głosikami, że na przykład tatuś sika na stojąco, a mama goliła dziś nogi. Potrafią też poinformować otoczenie, że zdaniem mamy/taty (niepotrzebne skreślić) X jest głupi, a ciocia Y za gruba, wujek Z, co ma nowy samochód, pewnie znowu wziął w łapę... albo zapytać: „tatko, co to znaczy FRAJER, bo mama mówiła, że to ty!”.

(Dobry) przykład idzie z góry(Dobry) przykład idzie z góry

Używanie brzydkich wyrazów

Twoje dziecko rzuciło mięsem. No tak! Już teraz wiadomo, jak się u ciebie w domu mówi! Tymczasem dzieci mają niezwykle selektywny słuch i pamięć. Raz wysyczysz sobie cichutko k..., a one nie dość, że usłyszą, to zapamiętają i użyją wkładając w to całą swoją energię i objętość płuc.

Więcej o: