Subiektywny niezbędnik kosmetyczny na lato

Zawartość kobiecej kosmetyczki powinna zmieniać się wraz z porami roku - oczywista oczywistość. Czego nie może zabraknąć w niej latem oprócz kremu z wysokim filtrem, lekkich kosmetyków do wykonania minimalnego makijażu i dobrego dezodorantu?

Bądź gotowa na przyjście lata (Fot. ML)Bądź gotowa na przyjście lata (Fot. ML)

Fala tegorocznych upałów nieco mnie zaskoczyła. Wygląda na to, że lato nadeszło szybciej, niż planowałam. Mam nadzieję, że zostanie też na dłużej, a nie skończy się w ciągu tygodnia czy dwóch. I że w związku z tym dłuższym prawdziwym polskim latem, mój tekst będzie aktualny nie tylko w tym tygodniu, ale i w ciągu kilku następnych. Chciałabym bowiem przedstawić wam mój subiektywny letni kosmetyczny niezbędnik.

Kiedy myślę o słońcu i upałach, to pierwszy kosmetyk, który przychodzi mi do głowy to... no właśnie, prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: krem z filtrem. Przyznam, że kosmetyki z filtrami traktowałam po macoszemu. Uznawałam je za zbędne. Nie dlatego, że nie wierzę w szkodliwość działania UV, tylko dlatego, że nie wierzyłam w skuteczność preparatów. Miałam złe doświadczenia z kremami z filtrem - większość mnie uczulała. Kiedyś próbowano mi wyjaśnić, że to z powodu kiepskiej jakości filtrów i fotoreakcji, które zachodzą. Nie zgłębiałam tematu. Dziś mylę, że może trafiałam notorycznie na filtry, które nie były fotostabilne i ta ich niestabilność destabilizowała też mnie. W końcu jednak przyszła kryska na matyska! Tegoroczne lato spędzam w miejscu, gdzie nawet, kiedy słońca nie widać, to czuć i widać efekt jego działania na skórę. I po raz pierwszy zapragnęłam bardzo gorąco posiadać specjalny krem z filtrem do twarzy. Wymarzyłam sobie Vichy Capital Soleil, niestety, w okolicznych aptekach go nie odnalazłam. Pozostaje mi zamówić w sklepie internetowym. „Na szybko” kupiłam krem Nivea SENSITIVE SPF15. Nie polecam tego produktu. Na trzecim miejscu w składzie emolient, a dalej jeszcze więcej emolientów oraz dwa filtry, z czego jeden fotostabilny (to dobrze), a drugi nie (to bardzo źle). Przegląd preparatów z filtrami oraz podział funkcjonalny znajdziecie tutaj, mam nadzieję, że pomoże on wybrać wam coś dla siebie.

Latem zazwyczaj ograniczamy ilość używanych do makijażu kosmetyków. Czasem ta decyzja podyktowana jest chęcią zbliżenia się do, jakże pięknej latem, natury. A czasem chłodną kalkulacją, z której wynika, że makijaż i tak nie przetrwa. W tym drugim wypadku pomóc może baza silikonowa. Zanim jednak wrzucicie ją do swojej letniej kosmetyczki jako produkt do zastosowania na co dzień, warto rozważyć argumenty za i przeciwko jej stosowaniu. Argumenty za? Baza silikonowa „zabezpieczy” skórę, przed działaniem gorącego powietrza i powstrzyma jej pocenie się, a co za tym idzie, zwiększy trwałość makijażu. O mrocznej stronie działania silikonów na skórę można natomiast poczytać tutaj.

Produkt tylko dla odważnych? (Fot. ML)Produkt tylko dla odważnych? (Fot. ML)

Jeśli jesteście zwolenniczkami nieobciążania skóry kosmetykami kolorowymi latem i jesteście gotowe zrezygnować z korektorów i podkładów, a jednak chciałybyście wyrównać kolor, czy zatuszować niedoskonałości, to możecie sięgnąć po podkład mineralny. Najczęściej podkłady mineralne mają konsystencję pudru (sypkiego lub prasowanego), ale oczywiście lepiej kryją. Najbardziej popularne są produkty firm Annabelle Minerals, Lily Lolo oraz Sephora. Jeśli natomiast lubicie kosmetyki wielofunkcyjne, to oczywiście kremy BB i CC są dobrym rozwiązaniem.

Są wśród nas takie szczęściary, które nie potrzebują wyrównywania koloru cery. Nie mająteż czego tuszować. Ale, o ile nie są kosmitkami, nawet one będą potrzebowały lekkiego zmatowienia skóry. Lato jest doskonałą porą, żeby przetestować lekkie, naturalne pudry bambusowe. Chociaż mają postać białego proszku, na skórze większości z nas będą niewidoczne. Doskonale matują i pochłaniają nadmiar sebum. Krzemionka, którą zawierają ma także działanie antybakteryjne, wspomaga gojenie, a także rozprasza światło, przez co optycznie wygładza. Tak, kolejne maleńkie kobiece oszustwo, żeby ująć sobie lat spłycając zmarszczki. Godny polecenia jest puder bambusowo-jedwabny Pease, który ma doskonałe opinie wśród użytkowniczek. Ja natomiast wybrałam produkt z Biochemii Urody i jestem z niego naprawdę zadowolona. W BU można kupić „czysty” puder bambusowy, albo zestaw do przygotowania pudru bambusowego z filtrem UV, z jedwabiem oraz z jedwabiem i owsem.

Puder bambusowy dla lubiących mat (Fot. ML)Puder bambusowy dla lubiących mat (Fot. ML)

Puder brązujący z drobinkami to kosmetyk, który najlepiej prezentuje się latem. Nawet, jeśli natura była dla was łaskawa, żeby nie napisać, że nazbyt hojna, i nie potrzebujecie nakładać czegokolwiek na twarz, by pięknie wyglądać, ten produkt mimo wszystko i wam zalecam. Nic tak pięknie nie podkreśli letniej opalenizny, jak puder brązujący. Tylko uwaga - bronzer z drobinkami, bo o nim tu mowa, w odróżnieniu od bronzerów matowych nie nadaje się do konturowania twarzy, a jedynie podkreślenia kości policzkowych! Produkt nakładamy POD kośćmi policzkowymi. Doskonałym bronzerem, niestety dość kosztownym, jest Ziemia Egipska. Ale spokojnie, wiele marek ma dobre brązujące produkty w swojej ofercie w znacznie niższych cenach. Bardzo dobre bronzery Vipery i Catrice już prezentowałam. Popularny jest także bronzer ze słońcem firmy L'Oreal Glam Bronze, dobre produkty znajdziecie także w szafach firm IsaDora i Gosh.

Bronzery dla lubiących lśnienie (Fot. ML)Bronzery dla lubiących lśnienie (Fot. ML)

Każdy szanujący się dział urody przygotowując listę kosmetycznych "must have" na lato wymienia na niej tusz wodoodporny. Ja także polecam. Zastanawiam się tylko, czemu tego produktu, z równą gorliwością, nie poleca się na dżdżystą jesień, śnieżną zimę, czy wilgotną wiosnę? Wodoodporny tusz ma rację bytu przez cały rok. Do lata przypisałabym raczej w sposób szczególny tusze kolorowe (chodzi o te kolory poza czarnym, grafitowym i brązowym). Żeby jednak tradycji stała się zadość, oraz chcąc oddać należyty honor tuszowi Clinique, który pominęłam przy tworzeniu listy 10 ulubionych tuszów, pozwólcie, że przedstawię jeden z tych produktów, który nie zawiedzie was latem: Lash Power Mascara. Odporny na pot, zwiększoną wilgotność powietrza oraz łzy. Łaskawy dla alergików.

Woda termalna, kolejny produkt obok kremów z filtrami, który dotąd traktowałam nieco po macoszemu. Owszem, przyznam, używałam podczas podróży, szczególnie jeśli w środkach transportu była klimatyzacja. Woda w sprayu, czy mgiełka, doskonale nawilżają, odświeżają i przedłużają trwałość makijażu. W tym roku po raz pierwszy zatęskniłam za przerzucaną z kąta w kąt butelką wody termalnej, podczas codziennych, długich spacerów z dziećmi. Do tej pory używałam wody Avene, ale czytałam bardzo pochlebne opinie o Uriage. Jeśli zależy wam na ekonomicznej wersji mgiełki, proponuję małe DIY z hydrolatu. Możecie dodać do niego ulubionego olejku eterycznego i mieć własny kosmetyk o autorskiej kompozycji zapachowej.

Pisząc o kosmetykach na lato nie sposób nie napisać o rozświetlaczach do ciała, czyli o tych wszystkich balsamach, olejkach i innych produktach, które zawierają połyskujące drobinki. Ich wybór w drogeriach jest ogromny i na pewno, o ile tylko lubicie mienić się w słońcu, znajdziecie coś dla siebie. Szczególnym uznaniem wśród tych produktów cieszy się, zasłużenie zresztą, sucha oliwka Nuxe. Niestety, jej cena nie należy do atrakcyjnych. Ale, ale, jeśli lubicie DIY, to i tutaj mogę wam zaproponować własnoręcznie przygotowany produkt. Potrzebujecie jakiegoś sympatycznego oleju, na przykład migdałowego lub arganowego. W wersji ekonomicznej możecie po prostu użyć oliwki pielęgnacyjnej dla dzieci (proponuję firmy Hipp lub Rossman). Jeśli natomiast wolicie konsystencję kremową, użyjcie swojego ulubionego balsamu. Jeden spośród tych produktów będzie stanowił bazę rozświetlacza, którą należy wymieszać z cieniem sypkim oraz drobinkami. Skąd je wziąć? No przecież z drogerii. Warto kierować się kryterium ceny, naturalnie! Przecież nie chodzi nam o super trwałość, bo i cień i drobinki będą dobrze związane bazą. Jeśli dodacie same drobinki (wybieramy złote naturalnie i najlepiej jak najdrobniejsze), to wasz kosmetyk będzie po prostu się mienił. Natomiast jeśli wzbogacicie go dodatkowo sypkim cieniem, nadacie mu delikatny kolor, który pozostanie na waszej skórze. Jeśli zatem wasza skóra ma ciepły odcień, cień powinien z nim współgrać swoją temperaturą, jeśli chłodny - cień powinien także być chłodny. Cienie i drobinki sypcie na raty i z umiarem. W przeciwnym razie zamienicie się w posągowego złotego człowieka. Takiego, jaki zbiera pieniądze na Starówce, kojarzycie? Korzystajcie, bo kolejna okazja do zastosowania takich kosmetyków będzie dopiero na balu karnawałowym!

Moim hitem na lato są... rajstopy w sprayu Sally Hansen. Kocham, uwielbiam, nie wiem, jak mogła bez nich żyć. Wiem, pewnie powiecie, że mogłam użyć samoopalacza... otóż nie! Samoopalacze śmierdzą. I nie kryją. A wierzcie mi, na moich nogach jest sporo do ukrycia. Zanim odkryłam rajstopy w sprayu, na ważne wyjścia robiłam moim nogom retusz przy pomocy fluidów. Było to dość upier czasochłonne. Dzięki rajstopom w sprayu, make up moich nóg robię często i szybko. A efekt jest cudny - skóra jest jedwabna, kolor równiuteńki, nic nie spływa, nic się nie rozmazuje a moje hodowle pająków (bo to nie są już pajączki) są ukryte przed światem. Produkt może nie jest najtańszy, ale za to bardzo wydajny. Ponieważ należę do tych kobiet, które nie lubią nosić rajstop, szaleństwo z rajstopami w sprayu zaczynam już wiosną, tak przy dwunastu stopniach Celsjusza.

Rajstopy w sprayu - dla mnie hit absolutny! (Fot. ML)Rajstopy w sprayu - dla mnie hit absolutny! (Fot. ML)

Nie wyobrażam sobie lata bez dobrego antyperspirantu. I niech się dzieje, co chce, wiem, że powinno się unikać aluminium, które stosuje się w tych produktach. Mam jednak wrażenie, że jeżeli ja zacznę latem unikać aluminium, bliźni zaczną unikać mnie. Chociaż, w temacie dezodorantu, przyznam się wam, że w tym roku eksperymentuję trochę z ałunem i zamierzam sprawdzić jego skuteczność w upały.

Lato jest też sezonem odsłoniętych stóp. A stopy są kolejnym miejscem na odrobinę koloru. Tak, piszę to z błyskiem szaleństwa w oku, bo jak wiecie, kocham kolory. Porządny pedicure i odpowiednio dobrany (do stroju i okoliczności) kolor lakieru do paznokci, to dla mnie latem absolutna podstawa. To rzecz równie ważna, jak filtr antyUV w kremie!

Kolory! (Fot. ML)Kolory! (Fot. ML)

Więcej o: