Po trupach do celu. Kobiecie to nie uchodzi?

"Niech trup będzie z wami! Filozofia sukcesu nie zmienia się od wieków." - pisze zaprzyjaźniona z naszą redakcją specjalistka od finansów, matka dwóch Godzilli i kobieta (niejednego!) sukcesu Agnieszka Durska.

Za kobietami sukcesu ciągnie się ogon trupów. To naturalna konsekwencja odważnego działania. Masz jaja, żeby coś robić, licz się z tym, że ktoś przypnie ci łatkę, że zmierzasz do celu po trupach. Nieważne, czy twoja kariera związana jest z korporacją czy np. jesteś zajebistą kasjerką w osiedlowym sklepie.

Powiedzenie „po trupach do celu” prawdopodobnie zawdzięczamy francuskiej hrabinie Mahaut d'Artois (1267-1329). Nie jest to postać powszechnie w historii znana, ale w swoim czasie wywołała spore zamieszanie i wpłynęła na losy kilku koronowanych głów. Bez wdawania się w szczegóły, kobieta ta miała na koncie kilka otruć i niezliczoną liczbę intryg. W tamtych czasach były to wprawdzie dość popularne metody zarządzania zespołem, w tym wypadku dworskim. Wyjątkiem nie była. Trudno powiedzieć, dlaczego jej akurat przyznano zaszczyt wprowadzania do języka tego znanego związku frazeologicznego. Być może decydująca tu okazała się skuteczność i wyjątkowy upór, być może jakieś szczególne zrządzenie losu.

Gdyby hrabina urodziła się współcześnie, mogę dać się otruć, zostałaby szefową wielkiej korporacji. I nie dlatego, że miała talent do dobierania odpowiednich trucizn, tylko dlatego, że była nieprzeciętnie konsekwentna w dążeniu do celu, ona ani na moment nie przestała ciężko pracować (intrygować). A że akurat po drodze zdarzyło jej się parę trupów, skutek uboczny.

W czasach współczesnych trup też się ściele. Ba, stawiam tezę, że jakiekolwiek działanie obliczone na zawodowy sukces nie może się bez niego obejść. Raczej nie dosłownie oczywiście. Trupy jednak psują atmosferę. Wypuszczają smrody - że to zła kobieta, że bura suka, podła jędza i tak dalej. Nie znam żadnej konsekwentnej, uparcie dążącej do zawodowego celu kobiety, która choć raz nie była tak określona.

Mnie też się zdarzyło. Tyle że, przyznaję, hasło, że idę po trupach dało mi powód do dumy. Bo, do cholery, widać, że idę i ciężko pracuję, by zrealizować swój cel. A już sam ten fakt irytuje. Mało tego, wcale nie ukrywam swoich ambicji pod płaszczykiem jakiejś cnotki niewydymki. Nic z tych rzeczy. To musi boleć, nie ma siły. Boli, bo trzeba nauczyć się mówić "nie" i przyjmować "nie" od innych, trzeba nauczyć się, że tak naprawdę ze swoim celem jest się samemu, bo znalezienie zrozumienia wcale nie jest oczywiste. Pewnie, wspierają najbliżsi, ale ci trochę dalsi mogą mieć już inne zdanie. A trupy latają i krytykują.

Kobiety, którym się udaje, wzbudzają w otoczeniu mnóstwo emocji. Można je albo lubić i podziwiać albo wręcz przeciwnie. Zobaczcie, taka Prada. Nie da się ukryć, że suka. Uparta baba, której byle gówno nie wytrąci z równowagi. Twarda, mocna, godna podziwu, choć zapewne również przez wiele osób znienawidzona.

Moja była szefowa, wręczając mi wypowiedzenie tuż po urlopie macierzyńskim (oczywiście, że mogła), powiedziała: chcesz osiągnąć sukces, to nie przejmuj się, co mówią o tobie inni. Nie bądź taka smutna cipa, jak chcesz coś zrobić, to rób, krytyka i trupy wliczone są w koszty każdego działania.

Sheryl Sandberg, szefowa Facebooka, zresztą powiedziała to samo, tylko ładniej. Że same sobie podcinamy skrzydła, bo jesteśmy pasywne, bo kto ma za nas osiągać zawodowe sukcesy, jeśli nie jesteśmy w stanie same o siebie zadbać? Grzeczna dziunia i szara mysz? No w życiu, takie nie mają szans. Nie jest to rzecz kompetencji czy umiejętności. To można nadrobić. Kwestia odwagi i sposobu myślenia. A jak już się zmobilizujemy, to zaczynają się trupy. Te, które zaszły naprawdę wysoko, po drodze zostawiły całe łąki ciał - krytyków, niedowiarków, zazdrośników wszelkiej maści i płci oraz ofiar sytuacji. Masz jaja, by wziąć sprawy w swoje ręce, znaczy jesteś burą suką i na pewno idziesz po trupach.

Ale suka nie jest tu określeniem negatywnym. Suka bowiem jest synonimem kobiety sukcesu, konsekwentnie realizującej swój życiowy plan. Takiej, która się nie zawaha, by ewentualne przeszkody zmieść z powierzchni ziemi. Nieważne jak zmieść. Bura suka równie dobrze może zamiatać ulice, jeśli taki ma akurat pomysł na siebie. Jak będzie dobrze zamiatała, to zostanie szefem ekipy sprzątającej, a potem wezmą ją na kadrową, z kadrowej pójdzie do biura zarządu, po drodze się douczy i zostanie szefem. Niemożliwe? Kwestia sposobu myślenia. Wy myślicie, że tej Sandberg albo Pradzie zawsze wszystko wychodzi? No litości. Tylko one idą dalej. Tak jak hrabina. Trup to drobiazg.

Klapki na oczach? Nic z tych rzeczy. Dam sobie rękę uciąć (skoro już dałam się wcześniej otruć), że bure suki widzą i rozumieją więcej, a te ich trupy są wynikiem kalkulacji. Planowania całej kariery, a nie, że w tym tygodniu dokopię Marysi z księgowości. Bo Marysia sama w sobie nie ma tu nic do rzeczy. Ona oberwie za to, że nie przygotowała dokumentów na czas (paznokcie robiła akurat), równie dobrze mogłaby być na jej miejscu inna dziunia. Ważne, że dokumenty miały znaczenie dla działań burej suki. Tych działań, które przecież obliczone są na realizację celu. A teraz cała księgowość jedzie po burej, która robi swoje po prostu. To, że trup Marysi wala się w dziale pod nogami i zatruwa powietrze, to po prostu nieuchronność. I bura wcale nie musi być intrygantką, nie posługuje się podłymi gierkami, w ogóle jest miła i fajna, tylko taka rzeczowa, a ten trup po prostu padł, bo musiał. Tak to jest urządzone.

A teraz powiem to samo, tylko takim typowym coachingiem.

Jeśli chcesz osiągać sukcesy zawodowe, musisz wyzbyć się chęci mówienia za każdym razem:

- nie chcę tego robić

- to się nie uda, ja nic nie osiągnę

- ktoś inny będzie ode mnie lepszy

- a co inni powiedzą, nie będę się wychylać

Musisz działać, a żeby działać, musi być trup. I należy tego trupa mieć w dupie. Niech leży, trudno.

I jeszcze przykład z rodzimego podwórka (aktualny, nie taki wiekowy jak hrabina). Kaśka Szpor z Na Temat:

(...) jestem zastępcą dyrektora zarządzającego w najbardziej innowacyjnym serwisie newsowym w kraju. Poza tym jestem dyrektorem butiku kreatywnego, czyli miejsca, w którym wymyślamy akcje reklamowe. Robię to bardzo dobrze - wymyślane przeze mnie akcje generują wielkie zaangażowanie użytkowników, mają lekkość, a jednocześnie wartość dla reklamodawców. Tak dobrze, że wymyślone przeze mnie akcje zapewniły w ubiegłym roku 50% niemałego dochodu firmy. Jestem skuteczna, logiczna i kreatywna, dzięki temu jestem niezłym liderem i dobrym strategiem.

A ja - między innymi - jestem jej trupem. Startowałam jakiś czas temu do pracy w Na Temat. Odbyłyśmy rozmowę, podczas której punktowała z życzliwym uśmiechem kolejne obszary mojej wiedzy lub niewiedzy. Ja byłam beznadziejna, czując przez skórę, jak bardzo odstaję, znaczy jaki ze mnie trup, a ona brylowała. Na zimno, czysta kalkulacja. Ależ ja jej nienawidziłam wtedy. A jak już wróciłam po rozmowie do domu, napisałam jej żałosną wiadomość, że mimo wszystko się nadaję, że jestem (w skrócie) - niezłą menadżerką, z dużym doświadczeniem w różnorodnych projektach i na różnych rynkach, która ma komunikację w małym palcu i osiągnęła już sporo sukcesów.

I nadal zamierzam je osiągać, znaczy trup się będzie walał tu i ówdzie. Pani Katarzyno, Twoje zdrowie. Mam w gdzieś, co o mnie pomyślałaś, idę dalej.

Agnieszka Durska

*Agnieszka Durska - Na co dzień Matka Godzilli, blogerka, copywriterka i politolog z nadgryzionym doktoratem i specjalnością w komunikacji. Pisze do pieniądze.gazeta.pl, prowadzi swoją firmę, klnie jak szewc nawet przy dzieciach i namiętnie pochłania kryminały, słuchając Bacha.

Więcej o: