"Dzieci z Bullerbyn" - lektura obowiązkowa dla... rodziców

Dajcie dzieciom spokój - mówi do nas Astrid Lindgren z każdej strony swojej najbardziej znanej powieści. I to właśnie sprawia, że książka ta nie uległa przedawnieniu. Przeciwnie. W czasach, kiedy staramy się zorganizować dzieciom każdą minutę życia, szwedzka opowieść sprzed kilku dekad wydaje się aktualna jak nigdy wcześniej.

Nie znam drugiej takiej książki. O zabawie w czystej formie, o byciu dzieckiem, o szczęśliwym dzieciństwie, o umiejętności tracenia czasu, o wolności. Jasne, że pisarka przemyciła tu masę ponadczasowych wartości, jak przyjaźń, więzy rodzinne, szacunek dla starszych ludzi, wrażliwość na losy zwierząt, zalety pracy fizycznej, kultywowanie tradycji i obrzędów. Ale przede wszystkim stworzyła uniwersalny przypominacz, że dzieciństwo powinno być dzieciństwem, niczym więcej.

 

fot. Ania Okafot. Ania Oka

 

Astrid Lindgren napisała „Dzieci z Bullerbyn” w 1947 roku. Dwa lata później ukazała się część druga „Więcej o dzieciach z Bullerbyn” a po trzech latach część trzecia „Wesoło jest w Bullerbyn”. Polskie wydanie objęło wszystkie tomy w jednym wydaniu pod wspólnym tytułem, przy czym szczęśliwie nikt nie pokusił się o tłumaczenie nazwy wioski, bo mielibyśmy lekturę znaną jako „Dzieci z Hałasowa”.

Bullerbyn nie zostało wymyślone, a jedynie opisane na podstawie pierwowzoru - osady Sevedstrop, w której wychowywała się pisarka. Tak jak w książce mieściły się tam jedynie trzy domy, czyli zagrody: Północna, Środkowa, Południowa. Treści i bohaterów nie ma co opisywać, bo książka jest od pokoleń lekturą obowiązkową w polskiej szkole, więc raczej nie ma siły, żeby ktokolwiek jej nie znał.

Dziś wybrałam tylko trzy propozycje książkowe, ale w końcu mówimy o jednym tytule. Więc jeśli nie macie jeszcze swojego egzemplarza, to podpowiadam co możecie sobie - przepraszam DZIECIOM, dzieciom oczywiście - kupić na wakacje.

Klasyka sprzed pół wieku

A dokładnie sprzed 57 lat, czyli pierwsze polskie wydanie książki z roku 1957, w opracowaniu graficznym i ilustracyjnym Hanny Czajkowskiej. Wydanie zdecydowanie bibliofilskie, chyba najbardziej znane, o niezwykłej wartości kolekcjonerskiej. W ostatnich latach wznowione przez Naszą Księgarnię i nadal możliwe do kupienia. Przed chwilą sprawdziłam - na stronie wydawcy można je teraz nabyć za 27.90 zamiast 39.90 złotych.

fot. Ania Okafot. Ania Oka

Czy książka jest dokładnie taka sama, jak ta sprzed ponad pół wieku? Porównałam. Mam wśród rodzinnych skarbów egzemplarz pożółknięty i mocno sfatygowany. Ten, który moja Mama dostała od swojego taty, jako pierwszą i jedyną książkę. Tak, wydanie jest prawie identyczne. W kilku miejscach nieco inaczej tekst układa się między ilustracjami. No i niestety - dla mnie prawdziwy cios - współczesna książka nie ma płóciennego grzbietu. Trochę też została zmieniona grafika okładki, na szczęście tak nieznacznie, że trzeba położyć obok siebie obie wersje, żeby to zauważyć.

fot. Ania Okafot. Ania Oka

Niby nie ma powodu, żeby upierać się na to wydanie książki, skoro można ją znaleźć w wielu innych, często tańszych, wersjach. Jednak ja cieszę się, że znowu można kupić dzieło Astrid/Czajkowska, bo - tak jak moi rodzice - na nim się wychowałam i ma dla mnie ogromne znaczenie sentymentalne. To wydanie czytał jako pierwszą, samodzielną lekturę mój syn. Opowieści z tego wydania próbowałam przemycić mojej pięciolatce, która niestety poległa po kilku rozdziałach. Ale ma prawo, jest jeszcze mała, może poczekać.

Trzy opowiadania

Jeśli chcecie rozkochać w książce młodsze dzieci, to sięgnijcie po nowość wydawnictwa Zakamarki - „Dzieci z Bullerbyn. Trzy opowiadania” z ilustracjami Ilon Wikland. Znajdziecie tu historie o wiośnie, Dniu Dziecka i Bożym Narodzeniu. Mały czytelnik będzie mógł więc poznać klimat Bullerbyn, bez mierzenia się z całą powieścią. I nie, nie będzie to tym samym, co przeczytanie kilku dowolnych rozdziałów z książki. Dlaczego?

fot. Ania Okafot. Ania Oka

Ponieważ „Trzy opowiadania” to książka obrazkowa, czyli bogato ilustrowana. Rysunki zajmują znacznie więcej (albo chociaż tyle samo) miejsca na stronie co tekst. Więc nawet dzieci nieprzyzwyczajone jeszcze do słuchania dłuższych treści będą mogły zająć się oglądaniem obrazków. W dodatku Ilon Wikland genialnie nakreśliła bohaterów i otoczenie Bullerbyn. Serce skradły mi głównie ilustracje czarno-białe z elementami barwnymi. Ale te w kolorze też są bardzo "bullerbynowe".

fot. Ania Okafot. Ania Oka

Właśnie dzięki bogatej szacie graficznej na powrót do książki udało mi się skusić Klarę. Wprawdzie zabrała ją i zajęła się oglądaniem rysunków, ale wykorzystałam to i czytałam przez jej ramię. Kla zdziwiły trochę zwyczaje ze szwedzkiej wioski, co było dobrym momentem, żeby porozmawiać o tym, jak wyglądało życie dzieci nie tyle w różnych krajach, co dawniej i dziś. Najbardziej podobało jej się oczywiście to, że cała grupa dzieci spędza razem tyle czasu. U nas taka gromada nie zbiera się nawet podczas zjazdów rodzinnych, a co dopiero na co dzień.

Samo wzięcie do rąk tak starannie wydanej książki pomoże wyrobić w dziecku dobry smak. Wygodny choć duży format, twarda oprawa, żółty, płócienny grzbiet z nadrukiem. Cudo, które polecam i do domowej kolekcji i na elegancki prezent - cena ok. 35 złotych na stronie wydawcy.

fot. Ania Okafot. Ania Oka

W trudnych warunkach

Jak już pisałam lato to świetny czas na sięgnięcie po dłuższą lekturę, taką jak Bullerbyn. Wakacje, wyjazd, długa droga w samochodzie czy pociągu, a nawet czytanie przed spaniem w nieznanych warunkach, na plaży, w przypadkowej kawiarni do której uciekliście przed deszczem. Mam wrażenie, że zwłaszcza podczas wyjazdów pojawia się masa momentów stworzonych do przemycania czytania, nawet jeśli mamy do czynienia z wyjątkowo opornym odbiorcą.

Najwygodniej mieć wtedy czytnik do książek. Tak, tak, powoli się do tego przekonuję. Wprawdzie jeszcze nie kupiłam, ale już wypróbowałam pożyczony i przestałam parskać gniewnie, że „jak to, oszaleliście, no książek dla dzieci na tym czytać się nie da”. Czytnik faktycznie może być wygodny i wskazany, zwłaszcza, gdy mamy w zwyczaju ciągnąć pół walizki książek - dla siebie i dzieci - na dwutygodniową eskapadę.

Myślę że czytnik przyda się tym bardziej, jeśli nie mamy pewności, czy dziecku już w tym momencie dana książka przypadnie do gustu. To zdarza się na tyle często, że warto mieć ze sobą kilka zapasowych propozycji. Ale „Dzieci z Bullerbyn” zabierzcie ze sobą na wakacje koniecznie. W Publio właśnie pojawił się e-book. Niewiele znam książek, które w podobny sposób oddają klimat dziecięcych zabaw i totalnej beztroski.

PS. A do tematu książek dla dzieci na czytniki wrócę, jak tylko się przełamię ostatecznie, kupię i przetestuję. Ściskam.

Więcej o: