Nie odpoczywaj, bo cię okradną! Jak nie zamienić swego mieszkania w łatwy kąsek dla rabusiów?

Wiadomo, że okazja czyni złodzieja. Zwłaszcza tak wspaniała okazja, jak wakacyjny wyjazd właścicieli mieszkania. Słyszeliście już zapewne milion porad dotyczących tego jak się uchronić przed kradzieżą. Pozwólcie, że dołożę tę wyjątkową - milion pierwszą - osobistą.

Drzwi antywłamaniowe powinny mieć atesty i stawiać opór przez co najmniej 20 minut. Okna też warto wybierać antywłamaniowe, wzmacniane, albo przynajmniej pokryte folią (antywłamaniową oczywiście). Do tego przyda się dobre ubezpieczenie i kilka nowoczesnych gadżetów - na przykład symulator obecności, który po odpowiednim zaprogramowaniu będzie imitował obecność domowników poprzez zapalanie świateł w poszczególnych pomieszczeniach i tym podobne manewry. Przed wyjazdem na wakacje mieszkanie warto zabezpieczyć, okna zamknąć, wtyczki powyjmować z kontaktów, lodówkę opróżnić, sąsiadów uprzedzić. Znacie to? Ja też.

Zwłaszcza pierwsza połowa brzmi dość abstrakcyjnie dla większości z nas, prawda? Co my takiego trzymamy w domu? To raczej bajka dla ludzi zamożnych, takich od których można wynieść "tego Kossaka, tego Kossaka i tego Buddę”. A co, jeśli nie mamy takich kosztowności? Jeśli jedziemy na grilla pod miasto na trzy dni, bo nie mamy w zanadrzu wolnego półtora tysiaka na tanie wakacje na tureckiej riwierze? Co, jeśli uważamy, że w domu mamy raczej byle jakie sprzęty, stary komputer i poza tym nic specjalnego? Kogo taki szmelc obchodzi?

A co, jeśli...

Wracacie po długim weekendzie do domu i zastajecie swoje drzwi wyrąbane, drzwiczki od szafek powyłamywane, stary komputer wyniesiony, stary aparat fotograficzny też. Wyniesiony ten obraz, który dostaliście w prezencie na rocznicę ślubu, perfumy i cienie do powiek, suszarka, monitory, a nawet dwie filiżanki z posrebrzanym brzegiem. Mało tego, zniknął komplet sztućców po prababci i pamiątkowy wisiorek. Co, jeśli złodziei nie sprowokowały wcale kraty w oknach, ten niechybny znak skarbów skrywanych w komnatach, bo takowych nie macie? Co, jeżeli nie zanęciły ciężkie stalowe drzwi z nowoczesnym zamkiem, tylko zwykłe, typowe, takie jak mają wszyscy inni w waszym w bloku? Co jeśli złodzieje okażą się mało obeznani i uznają, że skoro nie jesteście lumpami, to pewnie macie w domu coś, co nada się na handel? Niech to będzie cokolwiek, ot, tandetna pozłacana ramka, zabrana razem ze zdjęciem, bo kto miałby czas jakieś fotografie wydłubywać?

Wejdą, zniszczą, zepsują, zabiorą stos rzeczy o nikłej wartości rynkowej, za to dla was cennych, potrzebnych do pracy, emocjonalnie ważnych. Zburzą poczucie bezpieczeństwa, zmuszą do nieplanowanych, gruntownych porządków i nieoczekiwanego remontu mieszkania. No właśnie. Usłyszałam ostatnio od znajomej - "Myślałam, że takie rzeczy się już nie zdarzają”. A jednak - złodziejstwo ma się doskonale. Piszę więc po to, żeby wam przypomnieć: złodzieje kradną najczęściej typowe, nudne rodzinne samochody, a nie charakterystyczne, drogie fury. Nie okradają najczęściej tych najbogatszych, tylko szarych, nieszczególnie majętnych obywateli, bo tacy uważają, ze nie mają czego aż tak solidnie zabezpieczać. Dopiero po fakcie okazuje się, że straty tych drugich często stają się znacznie większe niż tych pierwszych, zwłaszcza w kontekście zarobków i oszczędności. Myśląc o dobrym zabezpieczeniu zwykłego mieszkania możecie myśleć jak kreatywni maksymaliści, jak Kevin sam w domu, albo jak ci ludzie, którzy razem z zespołem OK Go ustawiają te sprytne układy, dzięki którym złodziej po wtargnięciu do naszego lokum uruchomi precyzyjny mechanizm, który najpierw srodze go doświadczy, a następnie uwięzi.

Słodka zemstaSłodka zemsta

Cóż, nawet proste zasadzki z deską nabitą gwoździem i korytkiem kwasu pod drzwiami nie są właściwym rozwiązaniem. Ba! Są rozwiązaniem wysoce niestosownym, a niekiedy też niezgodnym z prawem.

A co z nagraniami z prywatnej kamery internetowej? - zapytacie. Oczywiście nie tymi z sypialni, tylko tymi drugimi, z korytarza. Tymi, na których pokazane jest, jak jakaś obca banda włazi do waszego mieszkania i spokojnie wychodzi bogatsza o telewizor, czy mikrofalówkę? Więc nagrania kamerką internetową - bo przecież nie będziecie inwestować w firmę ochroniarską i monitoring jakiegoś M2 w bloku prawda? - mogą się przydać przy łapaniu złodziei. Oczywiście, pod warunkiem, że zainwestujecie w sprzęt, a potem unikniecie sytuacji, w której kamera zostanie wyniesiona wraz z nagraniami z miejsca włamania, bo fajna, droga, można potem opylić w internecie. Tu znajdziecie wprowadzenie do świata internetowych kamer do nagrywania. Pamiętajcie, że mimo zarejestrowania złodzieja, Policji wcale nie musi się udać go złapać.

Pomimo wykonania wielu czynności sprawca nie został ustalony i sprawę umorzono z powodu jego niewykrycia. Nie znaczy to jednak, że sprawą nikt się nie zajmuje. Kryminalni pracują nad nią operacyjnie. Gdy tylko pojawią się nowe okoliczności, sprawa zostanie podjęta

Słyszeliście kiedyś podobną formułkę? Możecie być nowymi Szeryfami Internetu i próbować wrzucać potem filmiki do sieci (pamiętajcie tylko, żeby nie kontynuować tej drugiej, przestępczej działalności, jaką zajął się pan szeryf). Wszystko to jednak marność nad marnościami, bo dotyczy działania po fakcie, po włamaniu, po szkodzie. A jak być mądrym przed szkodą? Ha?!

Mówią "nie ufaj nikomu”, ale jednak komuś trzeba. Sąsiadowi jakiemuś. Jeśli nie na tyle, by przychodził i podlewał kwiatki, to chociaż tak, by nasłuchiwał i dzwonił na Policję słysząc każdy podejrzany odgłos w czasie waszej nieobecności. Zabawna (ironicznie i dość ponuro, ale jednak) anegdota: znajomej okradli raz mieszkanie. Drzwi rozwalali łomem. Zajęło im to co najmniej 30 minut, pracy było sporo, gruzu na klatce schodowej jeszcze więcej. Niestety nikt z sąsiadów nie zauważył niczego. Kilka dni później na miejsce przyszła ekipa remontowa. Zaalarmowana hałasem Policja przyjechała natychmiast wyjaśnić sprawę. Cóż, z sąsiadami lepiej żyć dobrze, i każdorazowo mieć na podorędziu jednego zaufanego. Warto sprawdzić, czy administracja ma aktualny numer telefonu do nas. Jeśli nie włamanie to powódź, pożar, wybuch gazu... Sami rozumiecie, apokalipsa nie będzie czekać, aż dopijecie piwo i zwiniecie manatki z plaży. Czy wspominałam już o sąsiadach? Żeby do nich dzwonić i dopytywać?

Kosztowności same się o siebie nie zatroszczą. Policjanci radzą najcenniejsze przedmioty złożyć w depozyt. Sugerują też, że najbezpieczniejszym miejscem przechowywania pieniędzy, dewiz, biżuterii, akcji i obligacji jest bank. Po 2008 roku nie jestem tego taka pewna, ale zawsze to coś. Przedmioty cenne warto mieć też obfotografowane, a zdjęcia przechowywać w jakiejś chmurze, dysku wirtualnym, czy innym takim zewnętrznym cudzie techniki. Co powinno być widoczne na zdjęciach? Oprócz samego przedmiotu ujętego całościowo także detale - zdobienie, uszkodzenia, jeśli to komputer albo aparat przyda się model, numer seryjny. Łatwiej potem szukać skradzionych przedmiotów w lombardach i na aukcjach internetowych. Serio, serio. Informowanie o wyjeździe w mediach społecznościowych - pierwsza szkoła nakazuje milczeć i trzymać w niewiedzy internet aż do naszego powrotu. Druga szkoła - wprost przeciwnie - naucza, że to nic nie da. Złodziej i tak się zorientuje, że was nie ma, a szybko zorganizowana, np. przez Facebook, samopomoc przyjacielska jest rzeczą bezcenną. Zwłaszcza, jeśli pozostajecie daleko od miejsca zdarzenia. Jeszcze jedna "zabawna" anegdota: po włamaniu do pewnego mieszkania Policja przez trzy dni nie umiała się skontaktować z właścicielami, choć nie było trudno znaleźć ich numery telefonu w internecie (że o e-mailach nie wspomnę). Uwaga: udało się odnaleźć właścicieli na Facebooku, ale był inny problem - wiadomości od zaniepokojonych włamaniem sąsiadów trafiły do skrzynki "inne”. Jak się domyślacie, czekały sobie tam spokojnie, nieprzeczytane. Jeśli więc myślicie, że odetniecie się od mediów społecznościowych na wakacjach, to cóż... Może lepiej nie? Warto też obserwować, co się dzieje wokół naszego mieszkania przed wyjazdem. Tak na wszelki wypadek. A co warto mieć pod ręką, jeśli jednak coś złego się (odpukać) stanie? Przyjaciół, albo chociaż ludzi dobrego serca, którzy przyjdą i wesprą przy porządkach po włamaniu, podtrzymają na duchu, albo pomogą się uspokoić przed rozmową z Policją.

A jak Wy sobie radzicie z zabezpieczaniem mieszkania przed dłuższą nieobecnością?

Więcej o: