10 najważniejszych lekcji, których uczą nas przyjaciółki

Przyjaciółki - te najbardziej podobne i krańcowo różne - nigdy nie stosują wobec nas taryfy ulgowej. I za to jesteśmy im najbardziej wdzięczne. Czego warto się nauczyć od każdej z nich - tej dojrzałej jak Matka Polka, tej spontanicznej jak gimnazjalistka i tej złośliwej jak Blair Waldorf?

Przyjaciółki pocieszą cię, kiedy twój chłopak woli mundial od romantycznej randki, opieprzą, kiedy użalasz się nad sobą, bo przez zimę przytyłaś trzy kilogramy, doradzą, gdy nie jesteś pewna, czy lepiej wyglądasz z grzywką czy bez. I, w przeciwieństwie do facetów, wcale nie wymagają od ciebie wyłączności.

W filmie „Frances Ha”, kameralnej historii o bolesnym i powolnym wchodzeniu w dorosłość, tytułowa Frances musi zmierzyć się ze swoimi ambicjami, frustracjami i marzeniami, gdy wyprowadza się od niej jej współlokatorka i najlepsza przyjaciółka, Sophie. To dla niej zarazem koniec starego i początek nowego życia.

Frances i Sophie: przyjaciółki na zawsze?Frances i Sophie, czyli Greta Gerwig i Mickey Sumner

Moment rozstania (albo chwilowej separacji) z Nią - pierwszą przyjaciółką, pocieszycielką i psychoterapeutką, rzuca nas na głęboką wodę. Nagle nie jesteśmy już połówką pary papużek nierozłączek, tylko samodzielną, samotną i samowystarczalną jednostką. Syndrom odstawienia od przyjaciółki bywa bardziej traumatyczny, niż żałoba po najfajniejszej pierwszej miłości. Bo przyjaciółki nas budują. Nawet wtedy, gdy krytykują, obśmiewają, szydzą. Nawet wtedy, gdy mamy ochotę wymierzyć im policzek i odwrócić się na pięcie. Choć buntujemy się przeciwko ich przemycanym mimochodem radom i wierzymy, że same wiemy najlepiej, gdy dopadają nas starcze sentymenty, doceniamy ich mądrość.>

Oto lekcje, które ja otrzymałam od moich Przyjaciółek.

Żaden facet nie jest wart twoich łez, ale jak chcesz, to płacz

„Słonko, on jest przecież taki dziecinny. Nie wymagaj od niego, żeby rozumiał, co się z tobą dzieje. Pozwól mu też być sobą”. Jedna z twoich przyjaciółek jest zawsze twoją najlepszą psychoterapeutką. Najczęściej ta, która wcale nie ma magistra z psychologii. To ta, która w środku nocy odbierze telefon, gdy zanosisz się szlochem, bo On nie odpisał na SMS-a. I zamiast mówić ci „będzie dobrze”, kategorycznym tonem każe ci wziąć się do kupy. To ta, która przegadała z tobą godziny na kawie o tym, dlaczego nadal jesteś córeczką tatusia, choć na pewno wolałaby pogadać o tym, co ostatnio rzucili w Zarze. To ta, która twoje myśli niepoukładane formułuje w proste i klarowne zdania. I nagle wiesz, o co ci chodzi. Bo ona jest od ciebie dojrzalsza. Czasem zgrywa ciotkę skandalistkę, która wszystko wie i wszystko widziała. Czasem się wymądrza. Czasem wkurza cię, że do wszystkiego ma dystans. Ale taka przecież rola terapeuty.

Przyjaciółka to siostra, której nigdy nie miałaś

To jak miłość od pierwszego wejrzenia, a nawet lepiej. W twojej przyszywanej siostrze przeglądasz się jak w lustrze, a czasem jak w krzywym zwierciadle. Dzięki niej stajesz się najlepszą wersją siebie. Rozpoznajecie się instynktownie. Płaczecie, gdy się kłócicie, dzwonicie do siebie w 30 sekund po spotkaniu, bo przecież już zdążyło się wydarzyć tyle godnych opowiedzenia rzeczy. A czasem nie macie kontaktu tygodniami, bo wiecie, że gdy się znowu zobaczycie, będzie tak samo. Przyjaciółkę-siostrę szanuj szczególnie. Drugiej takiej nie znajdziesz. I akceptuj to, że się zmieniła. Nawet jeśli wyjeżdża na drugi koniec świata, gdzie nie ma zasięgu, a ty wolisz zgiełk wielkiego miasta. Nawet gdy nie lubi twojego chłopaka, zapomniała o twoich urodzinach albo nie przyszła na twoją imprezę. Tu działa zasada: rodziny sobie nie wybierasz. A to ona jest przecież twoją najbliższą rodziną.

Gdy nauczysz się śmiać się z siebie, odpada ci połowa problemów

„Why so serious?”, pyta cię ta, której wcale tak łatwo w życiu nie jest. Właśnie rozstała się z narzeczonym, jej mama jest w szpitalu, a szefowa ją gnębi. Ale jakimś cudem nie traci poczucia humoru. Śmieje się z ciebie, że nie potrafisz wyluzować. Mówi: "Popatrz: wcale nie jest tak źle. Masz fajne ciuchy, randkę wieczorem, nowe zlecenie". I wszystko będzie jeszcze lepiej, jeśli na chwilę spojrzysz na siebie z boku. Zobaczysz tę głupią minę, którą robisz za każdym razem, gdy ktoś powie przy tobie słowo "seks". Albo to, że kratki jednak nie pasują do pasków, choć lansujesz ten trend od roku. Albo że twój tekst wcale nie jest taki świetny. Śmiej się z siebie. Śmiech to zdrowie.

Spełnienie ambicji nie zawsze przynosi szczęście

Nam - licealnym przyjaciółkom wydawało się, że będziemy pracować w strukturach unijnych w Brukseli, budować domy dla dzieci w Afryce albo chodzić po czerwonym dywanie, co najmniej na festiwalu filmowym w Gdyni. A jesteśmy prawniczkami, dziennikarkami, tłumaczkami. I dobrze. Gdy sadzimy się na rekrutację w wielkim korpo, przyjaciółki mówią: „luz”. Gdy koleżanki karierowiczki przestają widzieć w nas człowieka, bo zaszłyśmy w ciążę, mówią: „twój wybór, jej wybór”. Pożyczą ci pieniądze, pomogą załatwić pracę, założą z tobą biznes. Ale po wielogodzinnych negocjacjach albo wywiadzie z wyjątkowo wkurzającym bohaterem, biorą cię na wino i wcale nie chcą słuchać o twojej robocie. Wolą posłuchać, jak się czujesz, a nie co o tobie myśli twój szef. I wiedzą, że pod tą garsonką nadal nosisz T-shirt z Metallicą.

Rozstania są równie ważne jak powroty

To dzięki niej, twojej pierwszej przyjaciółce, frenemy, Nemezis, wiesz, że przyjaźnie są na zawsze. Poznałaś ją w piaskownicy, w ławce w pierwszej klasie albo na szkolnej akademii. Konkurowałyście o chłopaków, nagrody, oceny. Dziś jesteście duże. Wybrałyście inne drogi. Może nawet urwał wam się kontakt. Ale czasem, w najważniejszych momentach, przychodzi SMS: „Wszystko ok?”. I nawet jeśli nie jest, robi się trochę lepiej. Bo wiemy, że ona jednak jest. I że kiedyś wróci.

Nie warto oceniać ludzi (po pozorach i w ogóle)

Jest inna niż ty. Interesuje się ciuchami, chłopakami, imprezami. Albo wręcz przeciwnie - pędzi mniszy żywot w bibliotece. Jest twoim alter ego, rewersem, ciemną stroną mocy. Gdy się poznałyście, myślałaś, że nic z tego nie będzie. Ale ona - ta inna - weszła w twoje życie szybciej niż bratnie dusze, które zbierałaś na licealnych obozach i studenckich imprezach. Konfrontacja z nią utwierdza cię w tym, w co wierzysz. To, że nigdy nie zgadzacie się w ocenie filmów, sprawia, że piszesz jeszcze lepsze recenzje. To, że wcale nie zależy jej na tym, żeby złapać męża, każe ci podważać sens twojego narzeczeństwa. I dobrze. Gdybyś oceniła ją po pozorach, nigdy nie zostałaby twoją przyjaciółką. To najlepszy dowód na słuszność jej lekcji.

Dla prawdziwej przyjaźni tysiące kilometrów nie mają znaczenia

Autostopem przez galaktykę? No prawie. Twoja przyjaciółka melduje się raz na pół roku - raz z Hong Kongu, a raz z Kongo. Na twoje liczne maile nie odpisuje w ogóle albo lakonicznie: „napiszę, jak tylko złapię internet”. I potem nie odpisuje. Ale jak wraca z plecakiem i tysiącem opowieści i przywozi ci tę jedną rzecz, której naprawdę potrzebowałaś, wiesz, że myślała o tobie tak naprawdę cały czas. I że nie zawsze o to chodzi, żeby patrzeć na siebie, tylko w tym samym kierunku.

Możesz mieć więcej niż jedną bratnią duszę

Twoja pierwsza przyjaciółka wyjechała na drugi koniec świata i nie zostawiła nawet adresu? A ty czujesz się gorzej niż po pierwszym złamanym sercu? Niepostrzeżenie pojawia się ona - ta druga. Wcale nie chce zastąpić pierwszej. Czeka, oswaja, poznaje. I po jakimś czasie udowadnia, że bratnich dusz jest więcej niż jedna. Że na każdym etapie odnajdujesz się z kimś innym. I że to jest okej. Bo wierność w przyjaźni nie polega na wyłączności, tylko na lojalności.

Czasami ktoś inny jest ważniejszy od ciebie

„Co za suka, nie chce dać mi urlopu! A on znowu zostawił rozrzucone skarpetki! Nie mówiąc już o mojej matce. Ile razy dziennie można do mnie wydzwaniać?” - nieprzerwanie od pół godziny prowadzę monolog. Ona słucha. A potem mówi, że ma dzisiaj badania i nie wie, co będzie i się boi. Robi ci się głupio. I dobrze. Twoje problemy są najważniejsze. Jasne. Ale tylko dla ciebie. A w przyjaźni krucha równowaga opiera się na tym, że czasem cała energia jest skoncentrowana na tej, która teraz potrzebuje prawdziwego wsparcia. A tobie dobrze robi, gdy przyglądasz się swoim problemom z odpowiedniej perspektywy, prawda?

Zmieniacie się, ale to dobrze

Ona została buddystką, przestała jeść mięso, nie chce chodzić z tobą do kina na amerykańskie komedie. Ty stałaś się trochę korposuką, trochę za bardzo zależy ci na kasie, zapomniałaś o starych znajomych. Już nie łączą was długie spacery po osiedlu, ani kilometry zapisanych na lekcjach karteczek. I dobrze. To, że twoja przyjaciółka się zmienia i to, że zmienia się równolegle do ciebie, ale w zupełnie innym kierunku - to znak, że wciąż możecie się od siebie nawzajem wiele nauczyć.

Widziałyście może film „Stowarzyszenie wędrujących dżinsów”? Tak, wiem, to szmira dla nastolatek. Ale o prawdziwej przyjaźni. O tym, że cztery dziewczyny - feministka, sportsmenka, subtelna i zakompleksiona, o różnych kształtach, stylach i sylwetkach, mierzą w sklepie tę samą parę dżinsów. Nie mają prawa pasować na każdą równie dobrze. A jednak. Dopinają się, mieszczą i wyglądają świetnie. Postanawiają, że te dżinsy będą ich talizmanem - każda będzie je nosiła przez część wakacji. I każdej wydarzy się coś wielkiego i przełomowego, choć dzielą je tysiące kilometrów. Mówcie co chcecie, wędrujące dżinsy to trafna metafora przyjaźni. Bo choć każda z nas jest inna, każda do zaklętego kręgu przyjaźni dlatego właśnie pasuje. I dlatego może pozostałym tak wiele dać.

A Wy czego nauczyłyście się od Waszych przyjaciółek?

Więcej o: