Krótka rozprawa o cipce

Ukryty między udami ogród rozkoszy. Ma wiele nazw i, o dziwo, wiele kształtów. Chociaż oczywiście wolałybyśmy zamiast tej rozmaitości - jeden, idealny wzór. Tymczasem trzeba polubić cipkę - bo o niej przecież mowa - taką, jaka jest. W końcu ma być źródłem niezapomnianych uciech fizycznych, a nie psychicznych udręk.

Lubię myśleć, że jest kwiatem. Delikatne płatki otulają wilgotne wnętrze. Czasem rozchylają się zapraszająco, czasem bronią dostępu. Ale środek kwiatu to nie wszystko, jest też przecież okryty płatkami guziczek. Nie, nie guziczek, skoro już snuję fantazję roślinną, to jest to pączek wiśni. Chociaż może też przecież przypominać dojrzały, czerwony owoc...

Cipka. Tak też lubię ją nazywać. Nie lubię natomiast nazwy „srom”. Nawet nie ze względu na kojarzenie genitaliów ze wstydem, bardzo niesłuszne moim zdaniem, ale dlatego, że ta nazwa jest „twarda”, nieładnie brzmi, drażni ucho. I to nie w ten zmysłowy, wywołujący przyjemny dreszczyk sposób. Muszelka, szparka, brzoskwinka, myszka - to przyjemne określenia, takie pieszczotliwe. Ale z kolei pusia czy pipka - już zbyt infantylne. Pizda, mymłon czy rozklapiocha - ujmują jej wdzięku, żeby nie powiedzieć, że wulgaryzują ten subtelny obiekt.

Słodka dziurkaFot. Pinterest

Cipka zajmuje w seksie bardzo znaczące miejsce. Jest podglądana, oglądana, dotykana, pieszczona palcami, wargami, językiem lub też stosownymi akcesoriami. A jej penetracja zazwyczaj (podkreślam - zazwyczaj) jest celem i zwieńczeniem miłosnych igraszek. Rytmiczne falowanie, w które potrafi wprawić ją zdolny kochanek, wywołuje okrzyk rozkoszy. Ale powiedzcie mi, drogie Panie, czy dużo uwagi poświęcacie swoim cipkom?

Statystyki uprzejmie donoszą, że wiele kobiet nie jest zadowolonych z wyglądu swoich cipek. A to wargi są zbyt wiotkie i wiszą jak firanki, a to mniejsze są mniejszymi jedynie z nazwy, w rzeczywistości natomiast nadmiernie wystają, a to łechtaczka, rozpustnica, nie chce być maleńkim guziczkiem, a pręży się dumnie jak penis (skądinąd takie jej prawo), a to układ całego kwiatu nie jest idealnie symetryczny. Powodów do narzekań jest wiele. Dobrze chociaż, że cipka nie tyje, bo musiałaby pościć, biedulka. Tymczasem jakie mamy odniesienie, żeby tak krytycznie oceniać wygląd cipki? No oczywiście, kolorowe zdjęcia i filmiki pornograficzne. Tyle tylko, że ich bohaterki często są już po operacjach plastycznych. I to, co prezentują rozchylając ochoczo uda, może i jest idealne, ale jak to z ideałami często bywa - nie jest prawdziwe.

Jest jedna zaleta narzekania na cipki - kobieta niezadowolona z wyglądu swojego kwiatu, zapewne miała okazję dokładnie mu się przyjrzeć. I za to należą się brawa. Duże bowiem grono pań nigdy nie oglądało się „tam od spodu”. „Tam od spodu”, lub „tam od dołu” - kolejne określenia, które powstały na fali sromoty przypisanej cipce. „Tam od spodu” mamy nasze genitalia - można je nazwać po imieniu (byle nie Bożena, czy Krystyna, proszę!). Cóż w tym złego i wstydliwego?! Swego czasu wiele szumu było wokół duńskiego projektu „Kussomaten”. Jeśli nie wiecie, o co chodzi, to już spieszę z wyjaśnieniem, że kussomaten to specjalna kabina, w której można sfotografować swoją cipkę. Siada się na krześle z wyciętym siedziskiem i pod czujnym okiem trzech reflektorów oraz jednego obiektywu fotograficznego, naciska guziczek. Pstryk. Portret cipki gotowy. Można go sobie dokładnie obejrzeć, a nawet porównać z innymi cipkami, wszystkie zdjęcia bowiem trafiają do galerii i są publikowane między innymi w internecie. Sama natomiast bardzo lubię oglądać piękną galerię, lecz nie zdjęć, a rysunków cipek, stworzoną swego czasu przez Betty Dodson. Po co to wszystko, zapytacie. Otóż, żeby kobiety, szczególnie te niezadowolone ze swojego wyglądu, zobaczyły, jak szerokim pojęciem w odniesieniu do cipek, jest „norma”.

Wygląda na smutną...Fot. Magda Danaj

Osobiście bardzo lubię przyglądać się swojej cipce i nie potrzebuję do tego kabiny kussomaten. Robię to w zaciszu sypialni, czy łazienki, w towarzystwie kieliszeczka lub szklaneczki, oczywiście może być i przy świecach, chociaż chodzi raczej o dobre oświetlenie wszystkich zakątków i zaułków. Oj, zagalopowałam się w tworzenie nastroju, a przecież nieodzowne do tego tete-a-tete jest lusterko! Kiedy po raz pierwszy przywitałam swoją cipkę? Chyba, kiedy weszłam w okres dojrzewania i byłam zaciekawiona, jaki użytek mogę zrobić z tamponów. Kolejny raz, przed swoim pierwszym razem. Nie, nie przed kolejnym pierwszym, tylko tym pierwszym pierwszym razem. Bez zapoznania się z własnym ciałem czułabym się niekompetentna do dzielenia się nim z drugą osobą.

Wiele tematów, o których tu piszę, wypływa w trakcie babskich ploteczek nad kieliszkiem wina. O czym my nie rozmawiamy! O technikach, biustach i udach, pupach damskich, pupach męskich, lodach, minetkach, fryzurach intymnych, gadżetach, penisach (o penisach wybitnie często). A o cipkach - nie. Dopiero niedawno to sobie uświadomiłam. Czyżbyśmy wolały rozprawiać o genitaliach kochanków, niż o własnych? Co takiego jest w tej części ciała, że zdecydowanie rzadziej niż inne, jest bohaterką naszych opowieści? Czy faktycznie, tak bardzo jesteśmy niezadowolone ze swoich cipek, że wolimy o nich nie mówić? Jak myślicie?

Więcej o: