Stres - cichy zabójca

Potrafi zniszczyć stawy, serce, tarczycę, sprawić, że posypią się zęby, kręgosłup. Stres, dziś już nieodłączny towarzysz zabieganych ludzi z miasta. Mój też. I mnie też - jak wielu przede mną - próbował wykończyć.

Pamiętam dokładnie kiedy "to” się zaczęło. Jechałam na Boże Narodzenie do mamy. Przekręciłam głowę w prawo, oglądając się za jakimś koszmarnym billboardem reklamowym i poczułam w szyi takie dziwne ni to chrupnięcie, ni to trzeszczenie. "Pewnie krzywo spałam, albo zbyt długo siedziałam przed komputerem” - pomyślałam i olałam sprawę. Przez jakiś czas nic się nie działo, wróciło wraz z powrotem do pracy po świętach i niemal z każdym dniem było coraz gorzej. Mój kręgosłup szyjny bolał i trzeszczał praktycznie przy każdym ruchu głową. Do przerażającego apogeum doszło jakoś pod koniec stycznia albo w lutym - weszłam do newsroomu, siadłam przed swoim komputerem i poczułam, że tracę czucie w rękach. Zaczęło mi też drętwieć pół twarzy, miałam wrażenie, że zaraz stracę przytomność, uciekłam do archiwum, gdzie przeleżałam dobre pół godziny płasko na podłodze mając wrażenie, że cały budynek się kręci. Aż przeszło.

Na szczęście zaraz po tym incydencie zgłosiłam się do dobrego lekarza, który zlecił rezonans (nic niepokojącego nie wykazał) i badania krwi (też nic) - bo dziwne odczuwanie twarzy, czy dłoni może być objawem zwyrodnień kręgosłupa ale też wypłukania magnezu, czy odwodnienia (a także wielu innych, strasznych chorób, łącznie ze stwardnieniem rozsianym i rakiem wszystkiego - czego dowiedziałam się oczywiście od dr Google'a). Zaczęłam chodzić na rehabilitację, przestałam jeździć samochodem, bo zawroty głowy towarzyszyły mi niemal codziennie, przestałam chodzić na jogę, żeby sobie przypadkiem nie zaszkodzić bardziej, zaczęłam bardzo zwracać uwagę na to, co jem, jak śpię i jak traktuję siebie, że tak powiem, ogólnie.

Fot. Pracownia rezonansu RadiologicaRedaktor w plasterku (Fot. Pracownia rezonansu Radiologica)

Teraz, gdy o tym myślę, widzę, że już wcześniej pojawiały się fizyczne symptomy tego, że mój organizm nie radzi sobie z nadmiarem stresu czy przepracowania, ale wiecie, człowiek takie rzeczy ignoruje. Boli głowa - to łykasz procha. Coś dziwnego dzieje się z zębami - zakładasz, że poprzedni dentysta coś tam schrzanił. Masz problemy z zaśnięciem albo przeciwnie, możesz bez końca, godzinami spać - uznajesz, że to kwestia chwilowego zmęczenia albo pogody, albo pory roku, przesilenia. Wszystko, byle nie przyznać przed sobą, że to stres. "Jaki stres? Przecież ja się nie denerwuję” - powiedziałam przy kolejnej wizycie (u neurologa, który miał sprawdzić, czy to nie przypadkiem coś z układem nerwowym) lekarce. Ja się przecież wcale nie denerwowałam. No fakt, pracowałam nie raz i nie dwa w dziwnych porach, wiele godzin, po siedem, osiem, dziesięć dni z rzędu, ale byłam przyzwyczajona do takiego trybu pracy, lubiłam to, lubiłam też swoja pracę i (większość) ludzi, z którymi pracowałam. Jaki stres? Poza tym, stres w pracy akurat często pomaga - trzeba coś zrobić na już, spinasz się i jedziesz, bez adrenaliny nie dałoby rady.

Owszem, tyle że nawet "dobry” stres w nadmiarze zaczyna szkodzić i to bardzo. Fizjologicznie, jak tłumaczył mi jeden z lekarzy, w stresie ciało zachowuje się podobnie, jak w sytuacji zagrożenia - jesteśmy gotowi do ucieczki. Na dłuższą metę powoduje to somatyzację problemów i bólu natury psychologicznej. Obrazowo - organizm nie wie, przed czym ma się bronić, więc zaczyna walczyć ze sobą. Aż 80% chorób ze stresu jest konsekwencją osłabionego układu odpornościowego - pod wpływem kortyzolu, który w chronicznym stresie jest produkowany niemal bez przerwy, zmniejsza się liczba białych ciałek krwi oraz zdolność organizmu do wytwarzania przeciwciał. Coraz więcej badań przemawia też za tym, że osoby zestresowane są bardziej narażone na niektóre nowotwory, stres również często wyzwala lub zaostrza objawy chorób autoimmunologicznych, jak Hashimoto, czy Gravesa-Basedowa.

Organizm, który jest pod działaniem stresu, szybciej zużywa witaminy z grupy B, aby prawidłowo funkcjonował centralny układ nerwowy, i więcej witaminy C oraz cynku w celu zwiększenia odporności na infekcje. A jak odżywia się człowiek w stresie? Bardzo często - na odwrót niż należałoby, bo nie je ("nie mogę, mam ściśnięty żołądek”), nie pije dość wody, do tego kawa, papierosy, często alkohol, bo taki zestresowany człowiek jest przekonany, że nie będzie w stanie "wyluzować się” i zasnąć bez lampki wina czy czegoś mocniejszego.

Jak sobie w sytuacji nadmiernego stresu pomóc? Cóż, pewnie tyle sposobów ile potrzebujących pomocy. W moim wypadku bardzo dużo dało przejście się po wszystkich lekarzach, żeby upewnić się, że to nie jest żadna straszna choroba, tylko wyczerpanie. Serio, gdy tylko przestałam się dodatkowo stresować tym, co wyczytałam w internecie na podstawie objawów, bo wiedziałam, że to nic z tych rzeczy - poczułam znaczną poprawę. W międzyczasie rzuciłam tamtą pracę i mam wrażenie, że z dnia na dzień jest coraz lepiej. Nieocenione było wsparcie bliskich, przyjaciół i psa - i tu muszę powiedzieć że lekarze zalecają zestresowanym kontakty ze zwierzakami. Głaskanie kota lub psa pomaga się odprężyć, spacery mają kojące działanie, a poza tym są dobre dla zdrowia. Warto też pamiętać, że możemy być bardzo zestresowani, nawet nie zdając sobie z tego sprawy - jak ja.

Dlaczego o tym piszę? Właśnie wróciłam z badań kontrolnych i wygląda na to, że wszystko jest w porządku! Mój kręgosłup czasem się odzywa, ale to nieporównywalnie rzadsze i mniej uciążliwe "odezwy”. Doprowadzenie się do stanu niemal-normalności trwało około pół roku! A wystarczyłoby dbać o siebie bardziej i odpuszczać sobie, kiedy była na to pora. Wiem, to truizmy, pewnie wielu z was pomyślało sobie czytając: "Phi, też mi odkrycie, pisze o takich oczywistościach” - dlatego postanowiłam wam o tym napisać, bo dla mnie też to były oczywistości, zanim mnie połamało.

Jak radzicie sobie ze stresem? Podzielcie się radami na naszym Forum.

Więcej o: