Czy seks na zgodę buduje czy niszczy związek?

W kontekście seksu na zgodę, najczęściej mówi się o płynących z niego zagrożeniach. Postaram się spojrzeć na ten problem przez pryzmat badań i płynących z nich wniosków, ale bliska mi osoba powiedziała kiedyś: ?Szkoda, że seks na zgodę można uprawiać tylko w związkach? i jak sądzę te słowa doskonale oddają jego zalety.

Kiedy zaczynam pisać ten tekst, jestem zła. Zła! Cóż za niefortunne słowo. Chyba sama nie wierzę w to, co piszę. A zaczęło się przecież tak zwyczajnie: miła rozmowa, potem 'nie-tak', wypowiedziane słowa, irytacja i bach!: kłótnia gotowa.

Nieporozumienie, burzące się emocje, adrenalina uderza do głowy. Co robić? Powiedzieć 'przepraszam'? Tak też można, oczywiście. A może seks na zgodę? Pełen pasji, energii, spełnienia. Pamiętacie namiętną scenę seksu z filmu "Mr & Mrs Smith"? Walka na śmierć i życie, agresja, możliwość utraty bliskiej osoby i nagle jedno spojrzenie, iskra w oku i rzucają się na siebie w ekstazie, i już pogodzeni. Takie intensywne seksualne doznania, po uprzedniej frustracji, słowach wykrzyczanych w gniewie, to w zasadzie klasyka. A wspomniana scena z filmu, to jeden z piękniejszych obrazów aktu seksualnego - i to nie tylko ze względu na niewątpliwy urok Brangeliny.

Kto się czubi, ten się lubi (Fot. 20th Century Fox)Kto się czubi, ten się lubi (Fot. 20th Century Fox)

Strach, kłótnia, walka - wywołują wzrost poziomu adrenaliny. Ta z kolei odpowiada za pobudzenie i stymulację organizmu do działania. A jak wskazują badania, od wściekłości do szalonych miłosnych uniesień niedaleka droga.

Donald Dutton i Arthur Aron (1974) w swoim eksperymencie przeprowadzonym na przypadkowych przechodniach wyjaśnili, że pobudzenie związane ze strachem lub złością, w momencie skojarzenia odpowiednich bodźców, łatwo zmienia się w podniecenie seksualne ukierunkowane bezpośrednio na osobę. A stąd do samego seksu już zaledwie kilka kroków. Aaron Ben-Zeev, w swojej publikacji „In the name of Love”, wskazuje na połączenie emocji wywołanych wcześniej przez kłótnię, z doznaniami, które czerpią później kochankowie uprawiając seks. Istnieje jednak ku temu warunek: uczucia te łączą kochanków o tyle, o ile seks, który ich godzi, jest ulgą, spełnieniem i daje poczucie ponownego bezpieczeństwa nadszarpniętego przez wypowiadane wcześniej ku sobie mocne, często również agresywne, słowa.

Nieporozumienia, różnice, zazdrość, walki o przestrzeń - konflikty w związkach są i nie da się przed nimi uciec. Są naturalną częścią relacji, pojawiają się wraz z czasem, wraz z poznawaniem siebie nawzajem, swoich potrzeb i oczekiwań. Czynniki, które powodują kryzysy, są tak różne od siebie, jak różne są pary i relacje, jakie osoby budują: każdy związek ma swoją dynamikę. Aaron Ben-Zeev wskazuje, że im więcej pasji, emocji i energii w związku, tym więcej w nim kłótni, więcej kryzysów, i - jak przypomina - związek jest także znacznie bardziej seksualny.

Więc kłóćmy się i gódźmy seksem na zdrowie? Niekoniecznie. Seth Meyers w "Insight Is" (2012) porównuje bowiem częste uprawiania seksu na zgodę do uzależnienia od kokainy. Jak to możliwe? Meyers przypomina, że w zdrowym - jak to nazywa - związku, dwie osoby dzielą ze sobą intymność, ponieważ czują się sobie bliskie. A poszukiwanie intymności i zaufania nie jest tym, co motywuje osoby do częstego godzenia się poprzez seks. Meyers wskazuje, że większość takich sytuacji wynika tylko i wyłącznie z doświadczenia negatywnych emocji i braku dla nich prawdziwego rozwiązania i rozładowania. To dla takich 'poszukiwaczy' pewne kontinuum: osoby zmęczone i sfrustrowane trwającą bez końca kłótnią, osiągają swój punkt krytyczny i szukają przeciwnej, skrajnej możliwości: doświadczenia błogości, które płynie z seksu.

Wydaje się zatem, że każda podjęta walka ma swoją cenę. I nie każdy gorący seks musi być lekiem na problemy istniejące w związku. Czy seks na zgodę to prawdziwa bliskość? Meyers twierdzi, że nie. Ja jednak nie do końca się z tym twierdzeniem się zgadzam. Michael Metz, Simon Roser i Nancy Strapko, w swojej pracy dotyczącej rozwiązywania konfliktów wśród par heteroseksualnych, gejów i lesbijek ("The Journal of Sex Research", 1994) wskazuje, że kobiety w relacjach heteroseksualnych znacznie częściej rozwiązują konflikty wewnątrzzwiązkowe poprzez seks, niż kobiety homoseksualne, które są znacznie częściej nastawione na rozmowę i wzajemne wsparcie. Co ciekawe i ważne, badania nie wykazały, która strategia jest lepsza - każda z nich jest zwyczajnie inna.

Z końcem ubiegłego roku, w ramach swojej pracy, ja również przeprowadziłam badanie na grupie kobiet zorientowanych hetero i nieheteroseksualnie, dotyczącym nietradycyjnych postaw kobiet wobec seksualności. W swoich wynikach wskazałam, że godzenie się poprzez seks, występuje u zdecydowanej większości kobiet (90%), a z kolei większość z nich, to panie deklarujące się jako nieheteroseksualne - i będące, jak wskazały, w udanych, spełnionych i satysfakcjonujących związkach.

Czy cel uświęca środki? W takim razie, zadajmy pytanie o motywację. Godzę się poprzez seks, bo kocham? Czy może, bo chcę coś osiągnąć? Danielle Mumford (2014) przeprowadziła badanie, wśród kobiet i mężczyzn, dotyczące powodów decydowania się na seks na zgodę. Zdecydowana większość mężczyzn wskazała na potrzebę rozwiązania konfliktu, poczucia kontroli i, co wydaje się naturalne, na podniecenie seksualne. Motywacją dla pań była w większości niepewność. Zaskakujące? Niekoniecznie. W kontekście tych wyników, słuszne wydają się więc być słowa Karen Horney, która w swojej książce „Neurotyczna osobowość naszych czasów” (1997) powiada „jak nie wszystko złoto, co się świeci, tak nie wszystko jest seksem, co na seks wygląda”. Poczucie lęku, obawa o utratę partnera/partnerki, zagrożenie, że być może pojawi się ktoś inny, a co za tym idzie, niepewność, to uczucia, które potrafią być siłą napędową do seksu. Kontakt fizyczny może zastępować ten emocjonalny, może być próbą ucieczki od rozmowy, od bliskości, od otworzenia się na siebie nawzajem i może być wyrazem pragnienia bezpieczeństwa.

Seks na zgodę może być budujący, o ile spełnionych jest kilka warunków. Pierwszy, jak wskazuje Gurit Birnbaum w „Journal of Social and Personal Relationships”, to więź i okazywanie uczuć partnerowi czy partnerce. Drugi, jak wymienia Mario Likulincer w "Attachment in Adulthood" (2007), to bliskość i poczucie bezpieczeństwa w związku. A Myers przypomina, że w udanym związku nawet kłótnia i smutek nią spowodowany nie powinny burzyć stabilności relacji i emocji względem siebie nawzajem.

Każdy z nas ma swój sposób na budowanie bliskości w związku. A wchodząc na teren ludzkiej seksualności, bardzo łatwo nam jest wydawać osądy. Bliskość, intymność, pasja to również seks. I ten jest wspaniały, o ile - paradoksalnie - nie trzeba o niego walczyć.

Więcej o: