Krew, flaki i kokaina w nowym serialu Soderbergha

Jeżeli nie boisz się widoku krwi, cenisz dobrą intrygę, napięcie jak w horrorze i skomplikowane postaci, które kocha się nienawidzić, nowy serial HBO - "The Knick? jest dla ciebie.

Wielka ręka chirurga zanurza się w rozciętym brzuchu rodzącej kobiety, z którego chlusta krew, i grzebie w środku w poszukiwaniu nóżki dziecka, za którą zaraz pociągnie, by wydobyć noworodka na świat brutalnym szarpnięciem. "Aaaaa” krzyczy szeptem siedząca obok mnie red. nacz. "Spokojnie, to tylko guma i sztuczna krew” - mówię, kątem oka widząc, że wszyscy w naszym rzędzie oglądają scenę jak ja: przez palce. Tak mniej-więcej wyglądała połowa pokazu prasowego nowego serialu laureata Oscara, Stevena Soderbergha - "The Knick.

Fot. Materiały PrasoweFot. Materiały Prasowe

Tytuł to skrót od nazwy szpitala Knickerbocker, gdzie rozgrywa się akcja serialu. Mamy rok 1900 - przełom wieków, czas, w którym ludzkość odurzała się przekonaniem o zwycięskim pochodzie nowoczesności i doniesieniami o wygranych walkach z naturą i chorobami, które zabierały ludzi przedwcześnie do grobu. Wszak - jak podkreśla główny bohater na pogrzebie kolegi, lekarza - "Jeszcze pięć lat wcześniej ludzie żyli średnio 37 lat, a w 1900 roku już 46!” Rzeczywiście, niewiele wcześniej nastąpił przełom w medycynie: odkryto narkozę eterową, która stworzyła możliwość bezbolesnych operacji. Trochę później odkryto podobne działanie chloroformu. Gdy pionier aseptyki, Ignacy Semmelweis, w 1847 roku umieścił na bramie szpitala w Wiedniu, gdzie pracował, rozporządzenie o konieczności mycia rąk przed wejściem na sale położnicze, został wyśmiany przez kolegów lekarzy i nazwany "fanatycznym czyściochem”.

Mycie rąk przed operacją - względna nowość (Fot. Materiały Prasowe)Mycie rąk przed operacją - względna nowość (Fot. Materiały Prasowe)

Pod koniec XIX wieku, gdy nie wiedziano jeszcze o istnieniu wirusów i bakterii, skalpel przecierano przed operacją szmatką, a lekarze operowali w surdutach sztywnych od krwi poprzednich pacjentów. Chirurg miał być przede wszystkim silny i szybki, na tyle, by na żywo amputować człowiekowi nogę kilkoma szybkimi ruchami piły i skrócić czas męki operacji do kilkunastu sekund. Operacje były ostatecznością i częściej kończyły się zgonem pacjenta, niż sukcesem. Czytelników o mocnych nerwach odsyłam po szczegółowe opisy owych zabiegów do "Stulecia chirurgów” Jürgena Thorwalda. Szczególnie polecam opowieści o usuwaniu kamieni z pęcherza i prapoczątkach chirurgii plastycznej, czyli "indyjskich nosach”. Wyobraźcie sobie, że w Indiach, gdzie powszechnie stosowana była kara obcięcia nosa za różne wykroczenia, wymyślono metodę "hodowania” nowego nosa z własnej skóry - ramienia lub czoła - już trzysta lat przed naszą erą! Wyglądało to dość okropnie, ale zapewne lepiej, niż ziejąca dziura w środku twarzy.

Fot.: Internet Scientific PublicationsFot.: Internet Scientific Publications

"The Knick” opowiada o czasach o niebo lepszych - gdy znano już narkozę, choć nadal nie istniały antybiotyki, a operacje były przede wszystkim wyścigiem z czasem i bardziej lub mniej udanymi próbami oszukania śmierci. Kto przeżył operację, często umierał wskutek zakażenia, a napływający kolejnymi statkami imigranci z całej Europy przywlekali ze sobą kolejne choroby, które rozprzestrzeniały się w brudnych i nędznych dzielnicach Nowego Jorku szybciej, niż kolej żelazna na dzikim zachodzie.

W takich warunkach pracuje dr John Thackery (w tej roli wspaniały Clive Owen), postać niejednoznaczna. Z jednej strony - lekarz walczący o rozwój medycyny i dobro pacjenta, wymyślający pionierskie rozwiązania i urządzenia medyczne, z drugiej - cham i prostak, seksista i rasista, zmagający się z uzależnieniem od kokainy. Miesza z błotem i urąga młodemu czarnoskóremu lekarzowi (Algernon Edwards), który dołączył do zespołu na życzenie bogatych sponsorów szpitala, młodej pielęgniarce (w tej roli bardzo dobra Eve Hewson, córka Bono), która źle zmieniła opatrunek, każe wracać do domu na prowincję, gdzie będzie mogła "leczyć ludzi okładami z dżdżownic i bimbrem”. Ta, oczywiście, najpierw solidnie zrugana, a potem przypadkowo dopuszczona do jego tajemnicy, ciągnie do narkomana jak ćma do płomienia.

Siłą "The Knick” są w równym stopniu barwne postaci drugoplanowe, wszak Nowy Jork przełomu wieków, to nie "Domowe przedszkole”. Są więc sanitariusze, którzy mają płacone od głowy, więc walczą (na pięści i kije bejsbolowe) z ekipami konkurencyjnych placówek o pacjentów, jest skorumpowany pracownik ówczesnej opieki społecznej - wyjątkowy cham (ale jest szansa, że umrze na gruźlicę), czy wreszcie siostra zakonna - pielęgniarka, która panów ustawia do pionu, bo jako jedna z nielicznych kobiet w szpitalu, nie boi się walić prawdy prosto w oczy.

Jednym słowem - jak reklamuje serial producent - szpital pijaków, narkomanów i złodziei. Są też pacjenci.

Dziś o 22.00 polska premiera w Cinemax, serial będzie również dostępny w serwisie internetowym HBO GO.

Więcej o: