Bać się czy cieszyć? Algorytm Google wykrył pedofila i doniósł na niego policji

John Skillers został aresztowany, bo znaleziono u niego materiały pedofilskie. Mężczyznę udało się namierzyć, bo wysyłał Gmailem zdjęcie o podejrzanej treści.

Google skanuje naszą pocztę. O tym wiemy praktycznie od samego początku istnienia Gmaila. Jeśli w treści wykryje odpowiednie frazy kluczowe, to obok treści maila zostanie wyświetlona korespondująca z nim reklama. Jednak okazuje się, że algorytmy Google mogą wykrywać nie tylko treść naszych wiadomości, ale też rozpoznawać obrazy znajdujące się w załącznikach.

Tak właśnie się stało w przypadku Johna Skillersa. Ten 41-latek do maila wysyłanego z Gmaila dołączył zdjęcie, na którym znajdowała się pornografia dziecięca. Algorytm rozpoznał ją i poinformował odpowiednie władze. Policja po zdobyciu nakazu przeszukania znalazła u mężczyzny wiele innych materiałów o charakterze pedofilskim. Skillers został aresztowany.
Jak widać, algorytmy Google są już bardzo zaawansowane. A sama firma na różne sposoby przyczynia się do przestrzegania prawa - z jednej poproszona przez władze przekazuje informacje na temat podejrzanych osób (tak samo rzecz się ma z innymi amerykańskimi korporacjami), a z drugiej działa też proaktywnie, bo gdy sama wykryje za pomocą swoich narzędzi popełnianie przestępstwa, zgłasza to odpowiednim instytucjom. Koncern od 2006 roku stara się przeciwstawiać wszelkiego rodzaju wykorzystywaniu dzieci w internecie. Według amerykańskiego prawa każda firma, która znajdzie u kogoś dziecięcą pornografię ma obowiązek zgłosić to policji. Nie może jednak sama poszukiwać takich dowodów.
Aresztowanie Skillersa to sukces i Google'a i policji.Google skanuje naszą pocztę. O tym wiemy praktycznie od samego początku istnienia Gmaila. Jeśli w treści wykryje odpowiednie frazy kluczowe, to obok treści maila zostanie wyświetlona korespondująca z nim reklama. Jednak okazuje się, że algorytmy Google mogą wykrywać nie tylko treść naszych wiadomości, ale też rozpoznawać obrazy znajdujące się w załącznikach.

Tak właśnie się stało w przypadku Johna Skillersa.

Ten 41-latek do maila wysyłanego z Gmaila dołączył zdjęcie, na którym znajdowała się pornografia dziecięca. Algorytm rozpoznał ją i poinformował odpowiednie władze. Policja po zdobyciu nakazu przeszukania znalazła u mężczyzny wiele innych materiałów o charakterze pedofilskim. Skillers został aresztowany.

Jak widać, algorytmy Google są już bardzo zaawansowane. A sama firma na różne sposoby przyczynia się do przestrzegania prawa - z jednej poproszona przez władze przekazuje informacje na temat podejrzanych osób (tak samo rzecz się ma z innymi amerykańskimi korporacjami), a z drugiej gdy sama wykryje za pomocą swoich narzędzi popełnianie przestępstwa, zgłasza to odpowiednim instytucjom. Koncern od 2006 roku stara się przeciwstawiać wszelkiego rodzaju wykorzystywaniu dzieci w internecie. Według amerykańskiego prawa każda firma, która znajdzie u kogoś dziecięcą pornografię ma obowiązek zgłosić to policji.

AgentkaAgentka

Aresztowanie Skillersa to sukces i Google'a, i policji. Ale ta sprawa pokazuje też, jak bardzo zaczęliśmy ufać firmom takim jak Google, Facebook, itd. Powierzamy im informacje dostępne do tej pory wyłącznie spowiednikom albo lekarzom. Ale same firmy nie podlegają tym samym prawom, co przedstawiciele tych zawodów i nie są zobowiązane do przestrzegania tajemnicy. I na razie to dobrze, bo lepiej, żeby algorytmy Google czy Facebooka (tak, FB też bierze w tym udział) wyłapywały pedofilów. Przynajmniej, dopóki nie zabierają się za inne przewinienia, które możemy im powierzać (np. matactwa podatkowe, zdrady, itd). Żyjemy w ciekawych czasach.

Więcej o: