Seks z eks (nie jest dla beks)

Podobno nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. I kto by do rzeki bez potrzeby wchodził - mokro bywa również w zupełnie innych rejonach. Kto pociągał nas kiedyś, nadal może być atrakcyjny i od "kopę lat cię nie widziałem" do "hop do łóżka" z byłym chłopakiem, mężem czy gachem naprawdę niedaleko. Tylko po co nam taka powtórka z rozrywki?

Linda ma w tej dziedzinie dość duże pole obserwacji, złożone z własnych doświadczeń, jak i podlanych alkoholem zwierzeń przyjaciółek (i przyjaciół - chłopaki też przecież plotkują, jak wściekli). Seks z eksem zdarza się nam - jak wszystkie inne wybryki zresztą - w tzw. realnym życiu. To nie hollywoodzki scenariusz, to czysta prawda o brudach, które tak lubimy ukrywać przed wzrokiem innych (ja i zdrada? ja i cudzy mąż? ja i mój były - ten bałwan? ależ skąd! NIGDY!). A jednak.

Na tzw. chłopski rozum seks z byłym jest bez sensu. Było i się skończyło - po co do tego wracać? Przecież skończyło się z jakiegoś powodu, gdyby miłość kwitła, to byśmy się nie rozstawali, tylko nadal wyjadali sobie z dzióbków i trzymali się za rączki. I uprawiali seks. A skoro coś nas rozdzieliło (a czasem to było coś niebagatelnych rozmiarów, na przykład wielkości innego człowieka - tzw. tej trzeciej), to znaczy, że to nie jest facet dla nas. Logiczne, prawda? Tylko że pożądanie i dynamika relacji damsko-męskich słabo poddają się racjonalnym argumentacjom. Nie widzieliście się kawał czasu, rany przyschły (jeśli były odpowiednio płytkie - są rachunki krzywd, których czas zupełnie nie jest w stanie wyrównać), spotykacie się zupełnie przypadkiem (albo zupełnie celowo) i BANG! Jest. Iskrzy. Ciągnie. A że znacie się nie od dziś i w sumie dość lubicie, to droga do łóżka nagle bardzo się skraca.

Czemu? Powodów jest sporo i pewnie nie świadczą one o nas chlubnie. Tym niemniej DZIAŁAJĄ. Kusi chociażby możliwość dopisania innego zakończenia do znanej już i, w taki czy inny sposób, zamkniętej historii. On cię rzucił, tyle nocy przepłakałaś, a teraz raptem zrobi wszystko, by zaciągnąć cię do wyra? Satysfakcja gwarantowana (zgadzać się nie trzeba, prawda?). Upajać może też myśl, że ktoś, kto znał cię jako szczuplutką 16-latkę albo wysportowaną dwudziestkę nadal na ciebie leci, choć czas - powiedzmy to sobie szczerze - zaczął już siać spustoszenia tu i ówdzie. A on wciąż cię widzi jako tamtą piękną dziewczynę. Próżność mile połechtana. To taka pierwsza pieszczota, która otwiera drogę do wielu bezeceństw. Bywa, że ktoś nas po prostu niebywale mocno pociąga - niejeden związek opiera się na czysto seksualnej atrakcyjności, na tej całej mitycznej chemii. Ona się gdzieś na drodze codziennego życia ulatnia, ale po przerwie - bywa, że wraca. Można się też podobno od nowa w kimś zakochać. Strzała amora, grom z nieba, przeznaczenie - niektórzy potrzebują dobudować sobie jakieś eleganckie samousprawiedliwienie.

Zwracanie się ku przeszłości jest jednak w naszym wieku dość zrozumiałe: jesteśmy po pierwszych rozwodach (znani mi rekordziści już po trzech), rozczarowaniach i rozmaitych życiowych perypetiach, więc ucieczka w czas miniony wydaje się niekiedy słuszną alternatywą. W dobie kryzysu wieku średniego jedni kupują porsche i znajdują sobie dwudziestoletnią duperę, inni dzwonią do dziewczyny, w której kochali się całe liceum. Efekt ten sam - zwycięstwo nad czasem. Tak, pozorne - ale no, sami wiecie. Dodajmy, że dzięki nowym technologiom jest to wszystko nad wyraz łatwe łatwe: Facebook i inne społecznościówki ułatwiają "bycie w kontakcie". A prawda jest też taka że W NASZYM WIEKU trudniej poznać kogoś nowego - po pierwsze w zajętym i ułożonym życiu mniej jest realnych możliwości poznawania ludzi, a po drugie już nam się nie chce: poznawać, rozkminiać, dopasowywać. Trudniej więc o pogłębioną relację, a tu mamy gotowe. Tak, to jest opcja dla leniuszków.

Jest ryzyko, jest zabawaJest ryzyko, jest zabawa

Powiem wam, że decyzja taka, choć obarczona ryzykiem, o którym jeszcze powiem poniżej, może zaowocować całkiem miłymi odkryciami. Twój nieporadny pierwszy kochanek mógł bowiem poczynić niebywałe postępy w ars amandi. Facet, którego znałaś jako samolubnego sukinsyna, będzie teraz dbał o twój orgazm w pierwszej kolejności. Ktoś średnio komunikatywny będzie się wspinał na szczyty kreatywności w mówieniu ci najmilszych rzeczy pod słońcem. Ktoś szczelnie zamknięty i emocjonalnie niedostępny pójdzie z tobą we wszelkie łóżkowe eksperymenty. Ludzie się aż tak nie zmieniają? Życie potrafi zaskoczyć!

Ale to, że dobrze wam ze sobą w łóżku, to jeszcze nie wszystko. Dlatego seks z eks to sport dla osób, które wiedzą, w jaką grają grę i podejmują ją świadomie. I potrafią sobie odpowiedzieć (negatywnie!) na kilka pytań. Czy nie jest to patologiczne zakotwiczenie w dawnej (być może toksycznej?) relacji? Czy nie jest to tylko głupia i próżna chęć udowodnienia "czyje na wierzchu" i "przyszłaś kozo do woza"? Nawet jeśli to on podjechał wozem, a ty wciąż zachowujesz się jak nastoletnia kózka, nieprawdaż... Czy nie jest to złudne oparcie się na fantomowych uczuciach, echach dawnych więzi - dziś już nieistniejących? Czy nie będzie bolało? Bo ten seks znaczy tyle co nic. Może być to jednak przyjemne nic. I tak długo, jak w ten sposób na to patrzysz, będzie faktycznie OK.

Choć jeden licealny kolega ostatnio opowiadał Lindzie o innym wspólnym znajomym, który po nieudanym małżeństwie udał się na spotkanie studenckiej paczki i spotkał tam swoją ówczesną ukochaną. Weselne dzwony, biały domek pod miastem i drugie dziecię w drodze - więc happy endu w stylu harlequina też nie da się wykluczyć. Ale warto uznać, że jest on mało prawdopodobny. I nie zawsze nam do szczęścia potrzebny.

Dałyśmy naszym piłkarzom fryzury słynnych Orłów Górskiego. Jak wyglądają? FANTASTYCZNIE!

Więcej o: