10 kłamstw o seksie, którymi karmi nas kino

Piękna ona, piękny on. Całują się bezdźwięcznie i bez języczka przy świecach albo w świetle księżyca. Zdejmują ubrania tak, by nie widać było żadnych drugorzędowych cech płciowych. On kładzie ją wolno na łóżku, a następnie w pozycji misjonarskiej, z łatwością, wprawą i w trzy sekundy, doprowadza do orgazmu. Przyspieszony oddech, jęk, krzyk i gotowe. Dlaczego seks w życiu nie może być tak bezproblemowy i widowiskowy jak w kinie?

NEW LINE materiały prasowe

Kino to piękna fantazja albo, jak kto woli, podła ściema. Chcąc nie chcąc Woody Allen i Quentin Tarantino uczą nas życia. Jednym z przedmiotów w planie lekcji jest edukacja seksualna. Ale niedaleko by Linda i jej koleżanki zaszły (a może właśnie za daleko? Aż do ołtarza i gromadki dzieci?), gdyby wykonywały płynące z ekranu zalecenia albo, co gorsza, próbowały w zaciszu własnej sypialni zabawić się w Rose i Jacka z „Titanica” (pamiętacie pewnie słynną dłoń, która przecierała zaparowane szyby oldtimera). Bo seks na ekranie mało ma wspólnego z przyjemnym i pożądanym chaosem erotycznych zapasów. Brakuje w nim krwi, potu i łez. Kliniczna czystość i chirurgiczna precyzja na ekranie budzą poważne kompleksy.

Linda pamięta dobrze swoje erotyczne początki - nieśmiałe i zalęknione. Nie udało jej się dojść w trzy sekundy jak w komedii romantycznej? Nie było truskawek i innych gadżetów jak w „9 i pół tygodnia”? Ten pierwszy nie wyglądał jak Ryan Gosling w „Kocha, lubi, szanuje”? Troszkę bolało i nie było orgazmu na zawołanie? Mówi się trudno i próbuje się dalej. Ale po kilku(set) eksperymentach wiemy już, że kino kłamie. I nie mówię tu o wyuzdanym (przynajmniej jak na realia lat 70.) „Ostatnim tangu w Paryżu” ani przerażającej miejscami dosłowności „Intymności” czy „Nimfomanki”. To kino europejskie, a więc z zasady zepsute, powiedzieliby bogowie z Hollywood. Tu ciała mają niezakryte kołdrą fałdki, a znajomość pozycji nie ogranicza się do tej twarzą w twarz. A jakie mity born in the USA warto wreszcie obalić?

1. Jednoczesny orgazm jak w "Pamiętniku"

Może po pół roku i z Tym Jedynym, ale na pewno nie na pierwszej randce albo w ogóle po raz pierwszy. Jednoczesny orgazm to seksualny jednorożec, bajka, w którą wierzyłyśmy jako dorastające dziewczynki. A w filmach oczywiście zdarza się zawsze. Może aktorki po prostu lepiej udają? Najbardziej szkodliwym mitem jest to, że ów orgazm jest szczytem szczytów. A przecież wcale nie jest konieczny do odczuwania przyjemności czy komunii dusz. W końcu sytymi i napojonymi też nie musimy się z naszym partnerem czuć w tym samym momencie.

2. Spódnicę w górę i... gotowe jak w "8 mili"

Buziak, klaps w pupę i łaps do ściany. Spódnica w górę, trzy ruchy frykcyjne, koniec. Tak, seks na stojaka może być przyjemny. Nie trzeba się też do tej czynności specjalnie rozbierać, ale nie uwierzymy, że zadarcie spódnicy jak dziewce na sianie, przynosi pożądane dla obu stron rezultaty.

3. Seks bezdźwięczny jak w "Nick i Norah"

Seks to nie tylko jęki i krzyki, ale niezbyt przyjemne dla ucha burczenia, szurania i zawodzenia. Dlatego filmowcy zawsze puszczają nam do akompaniamentu muzykę. Bach i Beethoven albo inne, mniej szlachetne, a bardziej łzawe nuty, skutecznie tłumią niepożądane cielesne sygnały przyjemności. Dlatego, gdy podczas seksu mężczyźnie Lindy po raz pierwszy zdarzyło się, za przeproszeniem, beknąć, nastrój totalnie... opadł. A przecież nic co ludzkie nie powinno być nam obce, a jeśli już ładujemy się z kimś do łóżka, powinnyśmy być przygotowane na bliskość, nawet tę spod znaku gastrologii.

4. W pełnym kostiumie jak Nicole Kidman w prawie każdym filmie

W kinie nie widać części ciała, które aktywnie uczestniczą w miłosnej akcji. A zaraz po wielkim "O Boże!" dziewczyna owija się szczelnie kołdrą (naprawdę tak kiedyś zrobiłyście?), wkłada przygotowany przezornie szlafrok albo, tego to już naprawdę w życiu Linda nie doświadczyła, koszulę wybranka. A w czym wybranek wróci do domu? To pytanie na wielkim ekranie nigdy nie pada. Wiemy, że lęk przed pokazywaniem nagości wiąże się z tym, że film z kategorią "R", czyli "tylko dla dorosłych", zarobi mniej pieniędzy. Ale czasami chcielibyśmy, żeby gwiazdy choć na chwilę pozostały bez kostiumu. Choć zdaniem najlepszych, to właśnie nagość jest kostiumem mistrzów.

5. Pod prysznicem jak w "Skyfall"

Nam prysznic bardziej kojarzy się ze schylaniem się po mydło w wojskowym baraku niż z uwodzeniem a la James Bond. Pod prysznicem jest mokro, ślisko i dosyć niebezpiecznie. Oczywiście plusem jest higiena. Jeśli nasz wybranek lubi naturalny smrodek i dawno nie widział antyperspirantu, prysznic jako gra wstępna to pomysł zacny i praktyczny. Jeśli nie, w zamian proponujemy, np. kuchnię. Miejsca więcej i można coś przy okazji przekąsić.

6. Na łonie natury jak w filmie "Wszystko gra"

Jedno słowo: robaki. Stóg siana, ukwiecona łąka, plaża o północy. W filmach seks staje się bardziej spontaniczny, gdy w grę wchodzi kontakt z naturą. I nie ma mowy o mrówkach, które wejść mogą w niepowołane miejsca, zabójczych dla alergików trawach, czy boleśnie kąsających chwastach. Rada Lindy: zawsze noś ze sobą śpiwór, kocyk albo przynajmniej ciepłą bieliznę.

7. Z przerwą na toaletę jak w "To tylko seks"

Iść siku czy nie iść siku? Dylemat to może nie hamletyczny, ale całkiem poważny. Wycieczki do toalety zdarzają się tylko w filmach o kumpelskich relacjach, które przerodziły się w "coś poważniejszego". Wiadomo, kumple mogą gadać nawet o bekaniu i pierdzeniu. Gorzej jeśli to tajemnicza randka z nieznajomym.

8. Bez jakiejkolwiek wzmianki o antykoncepcji jak we "Wpadce"

"Masz to?", "Bierzesz coś?", "Włożysz?". Krępujące pytania o antykoncepcję psują nawet najbardziej filmową atmosferę. Dlatego bohaterowie kina pomijają tę kwestię i przechodzą od razu do rzeczy. I potem... wpadka! Nieznośny dydaktyzm oglądamy tylko w filmach dla nastolatków, gdzie słowo "prezerwatywa" jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Wydaje się, że po maturze problem płodności cudownie znika i już można się kochać zawsze, wszędzie i bez ciąży. Otóż nie do końca... A antykoncepcyjny savoir vivre wypracować sobie warto. Zwłaszcza jeśli lubimy przygody na jedną noc.

9. Seks brutalny, czyli od tyłu jak w "Grze o tron"

Jeśli kocha, to poczeka. A jeśli nie poczeka, to weźmie w pozycji misjonarskiej. Nigdy od tyłu. Od tyłu to fe i fuj i brak szacunku. Biedna Daenerys musiała znosić takie końskie zaloty Khala Drogo (w końcu Dothrakowie pół życia spędzają w siodle) dopóki nie nauczyła go miłości w pozycji misjonarskiej. Amerykanie to purytanie, powiecie. Poza tym łatwiej zakryć wszystko poza perfekcyjnie ułożonymi włosami i umalowaną twarzą, gdy pokazuje się ciała splecione w tak ścisłym miłosnym uścisku. Od tyłu to już problem. Bo albo aktorka się nie zgadza albo wszystko widać. Słysząc jednak miejskie legendy o tym, że gimnazjalistki zachowują dziewictwo, godząc się tylko na anala, sądzimy, że amerykańska edukacja poszła w las.

10. Powolne ruchy jak w "Top Gun"

Szybkie samoloty i baaardzo powolni piloci. Tom Cruise i Kelly McGillis kochają się tak jakby za każdą sekundę udawanego stosunku dostawali tysiąc dolarów (może wcale się tu nie mylę?). Linda nie jest piewczynią szybkich numerków jako jedynego słusznego rozwiązania, ale... dajcie spokój, ile można? Warto kochać się długo (nie zawsze i niekoniecznie, gdy zaraz wrócą do domu dzieci, rodzice albo współlokatorki), ale przynajmniej trochę szybciej. Ruchy wahadłowe o częstotliwości jeden na minutę do orgazmu jeszcze nie doprowadziły. Co najwyżej do głębokiej frustracji i na kozetkę do psychoanalityka.

A Was też wkurzają filmowe ściemy? Macie swoje typy?

Więcej o: